Podejrzany entuzjasta motocykli
Dla wielu kolekcjonerów klasycznych jednośladów, takich jak niezapomniane Komary, WSK czy legendarne Simsony, znalezienie godnego zaufania specjalisty to prawdziwy skarb. Niestety, w Kościanie pewien 52-latek, który kreował się na pasjonata i eksperta od renowacji, okazał się kimś zupełnie innym. Jego warsztat, zamiast być miejscem odrodzenia kultowych maszyn, stał się areną podejrzanych praktyk, co szybko wzbudziło niepokój wśród właścicieli cennych pojazdów.
Funkcjonariusze policji w Kościanie otrzymali pierwsze sygnały o niepokojącej działalności mężczyzny już w listopadzie ubiegłego roku, choć niektóre przywłaszczenia datowane są na początek 2023 roku. Początkowo pojedyncze skargi szybko złożyły się w większy obraz, ujawniając schemat działania, który polegał na przyjmowaniu zleceń i... znikaniu. Właściciele motocykli, czekający na swoje odrestaurowane perełki, zaczęli tracić cierpliwość, co finalnie doprowadziło do interwencji mundurowych.
"Policjanci zostali powiadomieni o mężczyźnie, który przyjmował zlecenia na naprawę i odrestaurowanie starych motocykli, takich jak Komar, WSK czy Simson, jednak nie wywiązywał się z powierzonych mu prac. Gdy pokrzywdzeni żądali zwrotu mienia, 52-latek nie zwracał przyjętych jednośladów, części ani przekazanych mu pieniędzy" – mówi Jarosław Lemański, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kościanie.
Zaginięcie Komarów i Simsonów?
Zarzuty, jakie usłyszał 52-latek, dotyczyły przywłaszczenia mienia, a ich łączna wartość, oszacowana przez poszkodowanych, sięgnęła blisko 51 tysięcy złotych. To kwota, która jasno wskazuje, że nie chodziło o pojedyncze niedociągnięcia czy opóźnienia, ale o systematyczne ignorowanie zobowiązań i celowe zatajanie posiadanych przedmiotów. Działania mężczyzny budzą pytania o to, czy od początku miał zamiar wywiązać się ze zleceń, czy może wykorzystał zaufanie miłośników zabytków do własnych celów.
Tego typu incydenty podkopują zaufanie do rzemieślników i pasjonatów, którzy rzeczywiście z sercem podchodzą do starych maszyn. Historia z Kościana nie jest odosobnionym przypadkiem; co jakiś czas w mediach pojawiają się doniesienia o podobnych oszustwach. Właściciele cennych pamiątek i unikalnych egzemplarzy muszą zachować szczególną ostrożność, powierzając swoje skarby, aby nie stać się kolejną ofiarą „ekspertów” o wątpliwej reputacji.
"Mężczyzna przyznał się do zarzucanych czynów. Tłumaczył policjantom, że chciał zrealizować wszystkie projekty, jednak przyjął zbyt wiele zleceń, z którymi nie był w stanie sobie poradzić" – mówi J. Lemański.
Czy grozi mu więzienie?
Tłumaczenia 52-latka, że przyjął zbyt wiele zleceń i nie był w stanie sobie z nimi poradzić, choć w pewnym sensie zrozumiałe, nie zwalniają go z odpowiedzialności karnej. W końcu odpowiedzialność za powierzone mienie jest fundamentalna, a obietnice bez pokrycia w połączeniu z odmową zwrotu przedmiotów to już poważne naruszenie prawa. Sąd z pewnością weźmie pod uwagę wysokość szkody oraz intencje oskarżonego, decydując o wymiarze kary.
Dobra wiadomość jest taka, że policjantom udało się odzyskać zarówno przywłaszczone jednoślady, jak i ich części, co z pewnością ucieszy poszkodowanych właścicieli. Jednak sam proces odzyskiwania i poniesione straty moralne to obciążenie, którego trudno się pozbyć. 52-latkowi grozi teraz kara do 5 lat pozbawienia wolności, co stanowi poważne ostrzeżenie dla innych, którzy mogliby pokusić się o podobne nieuczciwe praktyki.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.