Pijana kobieta wjechała w latarnię. Jak mąż próbował ratować sytuację?

2025-11-06 9:01

Kolejna historia z polskiej drogi, gdzie alkohol miesza się z kuriozalnymi próbami ukrycia prawdy. W Kurowie, niedaleko Puław, kompletnie pijana Iwona G. (35 l.) staranowała autem przydrożną latarnię. Kiedy na miejscu zdarzenia pojawił się jej mąż, Grzegorz (35 l.), również pod wpływem, para wpadła na pomysł, który z perspektywy prawa okazał się równie nieprzemyślany, co jazda po kilku głębszych.

Centralnie w kadrze widać ciemną, metalową latarnię uliczną, której podstawa jest szeroka i ozdobna. U dołu latarni znajduje się prostokątne wgłębienie, z którego wydobywa się jasne, białe światło, oświetlające bruk wokół niej. Bruk jest ciemny, prawdopodobnie mokry, z widocznymi rozsypanymi drobinami ziemi i kamyków. W tle, po lewej stronie, rozmyte światła pojazdu policyjnego – niebieskie i białe – błyskają w oddali na ulicy, a obok nich pojawiają się rozmazane żółte i pomarańczowe światła innych źródeł. Prawa strona kadru ukazuje ciemny trawnik oraz fragment metalowego ogrodzenia lub barierki.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Centralnie w kadrze widać ciemną, metalową latarnię uliczną, której podstawa jest szeroka i ozdobna. U dołu latarni znajduje się prostokątne wgłębienie, z którego wydobywa się jasne, białe światło, oświetlające bruk wokół niej. Bruk jest ciemny, prawdopodobnie mokry, z widocznymi rozsypanymi drobinami ziemi i kamyków. W tle, po lewej stronie, rozmyte światła pojazdu policyjnego – niebieskie i białe – błyskają w oddali na ulicy, a obok nich pojawiają się rozmazane żółte i pomarańczowe światła innych źródeł. Prawa strona kadru ukazuje ciemny trawnik oraz fragment metalowego ogrodzenia lub barierki.

Kiedy „awaria” to tylko wymówka?

Poniedziałkowy wieczór 3 listopada na obrzeżach Kurowa, spokojnej miejscowości nieopodal Puław na Lubelszczyźnie, z pewnością nie należał do rutynowych. To właśnie tam doszło do zdarzenia, które szybko przekształciło się z prostego wypadku drogowego w prawdziwy festiwal nieodpowiedzialności i kuriozalnych decyzji. Kierująca peugeotem nagle zjechała z drogi, a jej podróż zakończyła się brutalnym uderzeniem w przydrożną latarnię, pozostawiając metalową konstrukcję w opłakanym stanie.

Szybko na miejscu pojawił się świadek całego zajścia, zapewne zaskoczony widokiem rozbitego pojazdu i potencjalnie poszkodowanej osoby. Zamiast jednak usłyszeć racjonalne wyjaśnienie, został on poczęstowany wersją wydarzeń, która od początku brzmiała podejrzanie. Kierująca, zamiast przyznać się do błędu, zaczęła gorączkowo tłumaczyć, że to wszystko wina… awarii samochodu, co zważywszy na jej stan, mogło brzmieć co najmniej niewiarygodnie.

"Kierująca peugeotem zjechała z drogi i uderzyła w przydrożną latarnię. Świadkowi, który pojawił się na miejscu kierująca zaczęła tłumaczyć, że doszło do awarii samochodu" - informuje nadkom. Ewa Rejn-Kozak z policji w Puławach.

Małżeński pakt na dwóch gazach

Na szczęście w tym całym galimatiasie nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, co wcale nie umniejsza powagi sytuacji. Świadek zdarzenia, zaniepokojony nie tylko rozbitym autem, ale przede wszystkim bełkotliwą mową kobiety, nie miał wątpliwości – tu trzeba wezwać policję. Tymczasem pani Iwona, zamiast czekać na stróżów prawa, postanowiła zastosować własny plan ratunkowy i natychmiast skontaktowała się ze swoim mężem, licząc zapewne na jego wsparcie w trudnej chwili.

Grzegorz, jak na rycerza przystało, pojawił się niemal natychmiast, choć jego środek transportu, rower, mógł już budzić pewne podejrzenia. Małżonkowie, w akcie desperacji i zapewne pod wpływem mocno zaburzonego osądu, szybko uknuli wspólną wersję wydarzeń. Ich sprytny, acz tragikomiczny plan zakładał, że to on, mąż, siedział za kierownicą feralnego peugeota, próbując tym samym uchronić żonę przed nieuchronnymi konsekwencjami. Niestety, zapomnieli o jednym – o rzeczywistości i czujności policjantów.

"Kiedy na miejsce dotarli policjanci z komisariatu w Kurowie, małżonkowie przedstawili już wersję, że peugeotem kierował mężczyzna. Jak się okazało, 35-letnia kobieta była nietrzeźwa i ma zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi. Badanie wykazało, że miała 2 promile alkoholu w organizmie!" - dodaje policjantka dodając, że wskazywanie na męża niewiele zmieniłoby w sytuacji 35-latków, gdyż okazało się, że on również jest nietrzeźwy (miał pół promila alkoholu w organizmie) i również ma zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi.

Dwa promile i sądowy zakaz?

Kiedy na miejscu zdarzenia pojawili się funkcjonariusze z komisariatu w Kurowie, starannie przygotowana przez małżonków wersja rozsypała się jak domek z kart. Szybko okazało się, że 35-letnia Iwona G. była nie tylko kompletnie nietrzeźwa, z oszałamiającym wynikiem 2 promili alkoholu w organizmie, ale co gorsza, posiadała aktywny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. To już nie zwykły wypadek, to poważne naruszenie prawa z premedytacją, wynikające z wcześniejszych grzechów drogowych.

Na tym jednak nie koniec absurdów. O ile intencje męża, Grzegorza, mogłyby być uznane za gest małżeńskiej solidarności, to jego własny stan szybko zniweczył wszelkie szanse na powodzenie tego karkołomnego planu. Okazało się, że i on był pod wpływem alkoholu, choć w mniejszym stopniu – pół promila – oraz, podobnie jak żona, miał aktywny sądowy zakaz kierowania pojazdami. To pokazuje, że "miłość" w tym przypadku przybrała formę wyjątkowo niebezpiecznej, wręcz kryminalnej solidarności.

Skutki lekkomyślności. Co dalej z małżeństwem?

Zatrzymanie obojga małżonków przez policję było jedynie formalnością i oczywistym krokiem w tej nieprawdopodobnej historii. Pani Iwona, oprócz zarzutów za jazdę pod wpływem i złamanie sądowego zakazu, będzie musiała odpowiedzieć także za dodatkowe wykroczenia. Jej peugeot, którym staranowała latarnię, nie posiadał bowiem ani aktualnych badań technicznych, ani obowiązkowego ubezpieczenia, co tylko pogłębia skalę jej nieodpowiedzialności na drodze.

Z kolei Grzegorz, mimo że nie prowadził samochodu, nie ujdzie odpowiedzialności karnej. Jego przejażdżka rowerem po alkoholu również zostanie surowo potraktowana. Cała sytuacja to doskonały przykład na to, jak ciąg nieprzemyślanych decyzji pod wpływem alkoholu może doprowadzić do lawiny konsekwencji prawnych, które dotkną nie tylko główną sprawczynię, ale i osoby próbujące ją "ratować". To gorzka lekcja dla wszystkich, którzy lekceważą przepisy i bezpieczeństwo na drogach.

"Kobieta odpowie także za wykroczenie polegające na kierowaniu pojazdem niedopuszczonym do ruchu, gdyż peugeot nie miał aktualnych badań technicznych oraz obowiązkowego ubezpieczenia" - dodaje nadkom. Rejn-Kozak. "Z kolei jej 35-letni mąż będzie odpowiadał za kierowanie rowerem w stanie nietrzeźwości."

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.