Pijany kierowca dachował z psem. Co czeka 36-latka?

2025-11-18 12:29

Na trasie S17 doszło do dramatycznego zdarzenia, które wstrząsnęło okolicą Czyszkówka. 36-letni kierowca z Radomia, będąc pod wpływem alkoholu, stracił panowanie nad pojazdem, a jego toyota dachowała. Niestety, ten nieodpowiedzialny incydent miał tragiczne konsekwencje dla bezbronnego pasażera – psa, który w wyniku zderzenia wypadł z auta i zginął na miejscu. Sprawa budzi wiele pytań o bezpieczeństwo na drogach i odpowiedzialność kierowców.

Droga, pokryta drobnymi kropelkami wody, odbija światła pojazdów w tle. Po lewej stronie widoczne są rozmyte czerwone światła, przypominające tylne lampy samochodu oraz wyraźniejsze, biało-pomarańczowe światła stopu. Nieco bardziej w prawo, znajdują się rozmyte niebieskie i białe światła, a dalej czerwone światło. Na pierwszym planie, po prawej stronie, widać rozmyty, czarny kształt, przypominający przedmiot z wystającym, cienkim, zakrzywionym elementem. Całość utrzymana jest w ciemnych, chłodnych barwach, z dominującym granatem i odcieniami szarości.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Droga, pokryta drobnymi kropelkami wody, odbija światła pojazdów w tle. Po lewej stronie widoczne są rozmyte czerwone światła, przypominające tylne lampy samochodu oraz wyraźniejsze, biało-pomarańczowe światła stopu. Nieco bardziej w prawo, znajdują się rozmyte niebieskie i białe światła, a dalej czerwone światło. Na pierwszym planie, po prawej stronie, widać rozmyty, czarny kształt, przypominający przedmiot z wystającym, cienkim, zakrzywionym elementem. Całość utrzymana jest w ciemnych, chłodnych barwach, z dominującym granatem i odcieniami szarości.

Dramat na S17 w Czyszkówku

W ubiegły piątek na drodze ekspresowej S17 rozegrał się scenariusz, który, niestety, zbyt często gości w policyjnych raportach. Około godziny 19:30, w miejscowości Czyszkówek, 36-letni mężczyzna z Radomia, prowadzący toyotę, stracił kontrolę nad pojazdem, co doprowadziło do groźnego dachowania. Niestety, ten incydent to kolejny przykład, jak niewiele potrzeba, by z pozornie rutynowej podróży powstała tragiczna historia.

Co jednak najbardziej szokujące w tej ponurej opowieści, to obecność czworonożnego pasażera, którego los okazał się niezwykle okrutny. Podczas gdy kierowcy nic poważnego się nie stało, jego pies, towarzyszący mu w tej feralnej podróży, wypadł z wnętrza rozbitej toyoty. Zdarzenie to z pewnością na długo zapadnie w pamięci świadków i służb ratunkowych, które interweniowały na miejscu tragedii.

„Około godziny 19:30, na drodze ekspresowej S17 w kierunku Warszawy na wysokości miejscowości Czyszkówek, doszło do groźnego zdarzenia drogowego z udziałem kierowcy, znajdującego się pod działaniem alkoholu” – poinformowała podkom. Małgorzata Pychner, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie.

Tragiczny finał podróży psa

Dalsze ustalenia policji rysują obraz beztroski i lekceważenia, które doprowadziły do niewyobrażalnej straty. Okazuje się, że pies, który miał pecha podróżować z 36-latkiem, podczas dachowania wypadł z pojazdu prosto na jezdnię. To, co nastąpiło później, stanowi przerażające zwieńczenie tego nieszczęśliwego ciągu wydarzeń, niestety, niemożliwe do uniknięcia w zaistniałej sytuacji.

Wyrzucony z samochodu zwierzak wpadł pod koła nadjeżdżającego pojazdu, którego kierowca nie miał absolutnie żadnych szans na reakcję i bezpieczne wyhamowanie. W konsekwencji, bezbronny czworonóg zginął na miejscu, stając się niewinną ofiarą ludzkiej nieodpowiedzialności i braku rozsądku. Trudno nie zadać sobie pytania o sens takich tragedii.

„Według ustaleń policjantów 36-letni mieszkaniec Radomia kierując toyotą stracił panowanie nad pojazdem i dachował” – wyjaśniła podkom. Małgorzata Pychner.

Pijany i bez uprawnień – podwójna wina?

Gdy na miejsce wypadku dotarły służby, szybko okazało się, że lista przewinień 36-letniego kierowcy nie kończy się jedynie na spowodowaniu kolizji i tragicznych jej skutkach. Przeprowadzone badanie alkomatem wykazało obecność alkoholu w jego organizmie – 0,3 promila, co już kwalifikuje się jako stan po użyciu, wymagający konsekwencji prawnych. Taki wynik to sygnał, że decyzja o prowadzeniu samochodu w takiej kondycji była rażącym naruszeniem zasad bezpieczeństwa.

Jednak na tym nie koniec – ku zaskoczeniu funkcjonariuszy, wyszło na jaw, że mężczyzna w ogóle nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. To połączenie braku prawa jazdy i jazdy po alkoholu tworzy wybuchową mieszankę, która mogła doprowadzić do jeszcze poważniejszych konsekwencji. Cała sytuacja rodzi pytanie, ilu takich kierowców przemierza polskie drogi.

„Zwierzę zginęło na miejscu” – przekazała podkom. Małgorzata Pychner.

Co grozi nieodpowiedzialnemu kierowcy?

Policja nie pozostawia złudzeń co do przyszłości 36-latka. Za swoje podwójne przewinienie – jazdę w stanie po użyciu alkoholu oraz brak uprawnień – mężczyzna będzie musiał odpowiedzieć przed sądem. Sprawa ta z pewnością będzie miała szeroki oddźwięk społeczny, szczególnie w kontekście tragicznej śmierci niewinnego zwierzęcia, które było ofiarą tej nieodpowiedzialnej jazdy.

Konsekwencje prawne, jakie mu grożą, są poważne: wysoka grzywna oraz zakaz prowadzenia pojazdów. To surowa, choć jakże zasłużona kara dla kogoś, kto w tak rażący sposób naraził bezpieczeństwo – nie tylko własne, ale i innych uczestników ruchu, a w tym przypadku również swojego zwierzęcia. Miejmy nadzieję, że wyrok w tej sprawie będzie stanowić jasny sygnał dla wszystkich, którzy lekceważą przepisy i zasady zdrowego rozsądku.

„Za jazdę w stanie po użyciu alkoholu i bez uprawnień 36-latek będzie odpowiadał przed sądem. Grożą mu poważne konsekwencje prawne, w tym wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów” – poinformowała podkom. Małgorzata Pychner.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.