Piotr Gliński przyłapany w Sejmie. Co ujawniły mikrofony po wyłączeniu?

2025-12-17 22:07

Ostatnie posiedzenie Sejmu obfitowało w napięte momenty, a głównym aktorem jednego z nich stał się Piotr Gliński. Poseł Prawa i Sprawiedliwości wdał się w zaskakującą wymianę zdań z wicemarszałek Moniką Wielichowską, dotyczącą obecności transparentów na sali obrad. Incydent, choć mikrofony zostały wyłączone, został nagrany i rzuca nowe światło na kulisy sejmowych protestów przeciwko wetu prezydenta do tzw. ustawy łańcuchowej.

Na zdjęciu widoczne są trzy mikrofony studyjne ustawione w rzędzie na drewnianym stole, skierowane w prawą stronę obrazu. Mikrofony mają srebrne, metalowe korpusy i czarne elementy mocujące. Z każdego mikrofonu wychodzi czarny kabel, który prowadzi w dół i lekko w prawo. W tle, częściowo rozmazana, widoczna jest osoba w ciemnym garniturze i jasnej koszuli, trzymająca w dłoni długopis i pisząca po białej kartce papieru.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na zdjęciu widoczne są trzy mikrofony studyjne ustawione w rzędzie na drewnianym stole, skierowane w prawą stronę obrazu. Mikrofony mają srebrne, metalowe korpusy i czarne elementy mocujące. Z każdego mikrofonu wychodzi czarny kabel, który prowadzi w dół i lekko w prawo. W tle, częściowo rozmazana, widoczna jest osoba w ciemnym garniturze i jasnej koszuli, trzymająca w dłoni długopis i pisząca po białej kartce papieru.

Burza w parlamencie

Ostatnie trzydniowe posiedzenie Sejmu, na którym ważyły się losy prezydenckiego weta do kontrowersyjnej tzw. ustawy łańcuchowej, było areną politycznego teatru. Posłowie koalicji rządzącej, zdeterminowani w walce o odrzucenie decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, postanowili wykorzystać symboliczny protest. Ich akcja, zapoczątkowana manifestacją przed budynkiem parlamentu, miała swój dalszy ciąg na sali plenarnej.

Na sejmowych korytarzach, a później w samej sali obrad, pojawiły się transparenty, które miały manifestować sprzeciw wobec weta. To właśnie te plansze stały się punktem zapalnym ostrej wymiany zdań, która, choć miała pozostać niesłyszalna, została zarejestrowana. Z pozoru drobny incydent ujawnił pęknięcia w procedurach i pokazał, jak łatwo pozornie wyciszone słowa mogą znaleźć drogę do opinii publicznej.

Co zrobił Piotr Gliński?

Tuż po tym, jak wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska zarządziła przerwę i symbolicznie wyłączyła mikrofony, atmosfera na sali nie opadła. W tym właśnie momencie na scenę wkroczył Piotr Gliński, poseł Prawa i Sprawiedliwości. Jego podejście do mównicy i skierowanie pytania do polityczki Koalicji Obywatelskiej było wyraźnym sygnałem, że polityczne napięcie wciąż wisi w powietrzu i bynajmniej nie jest zależne od technicznych środków.

Gliński, znany z zamiłowania do porządku i regulaminów, od razu przeszedł do sedna. Jego zapytanie o zgodność z regulaminem Sejmu i "powagę Sejmu" spotkało się z ripostą Wielichowskiej. Ta krótka, ale wymowna wymiana zdań, ujawnia nie tylko różnice w interpretacji przepisów, ale przede wszystkim fundamentalne zderzenie politycznych postaw i priorytetów.

"Pani marszałek, mam pytanie, czy na sali sejmowej mogą znajdować się takie plansze? To jest istotne pytanie" - powiedział Piotr Gliński.

"A przeszkadzają panu?" - zapytała Monika Wielichowska.

"Chodzi o kwestię regulaminu i powagę Sejmu" - odparł polityk PiS.

"Pan do mnie mówi o powadze Sejmu? Mi to nie przeszkadza" - stwierdziła wicemarszałek Sejmu.

Dźwięk wyłączonych mikrofonów? Jak to możliwe?

To, co miało pozostać politycznym szeptem, rozniosło się szerokim echem dzięki innym mikrofonom na sali. Incydent z zarejestrowaniem rozmowy Glińskiego i Wielichowskiej, mimo rzekomego wyłączenia sprzętu, doskonale ilustruje, jak trudno jest dziś o prawdziwą prywatność w parlamencie. Przypomina to niejedną sytuację, kiedy politycy, sądząc, że są poza zasięgiem publiczności, wypowiadali słowa, które później stawały się medialnymi hitami. Ten przypadek tylko potwierdza starą prawdę o wszechobecności technologii.

Sytuacja ta budzi pytanie o sensowność procedur wyłączania mikrofonów, jeśli i tak wszystko jest nagrywane przez inne urządzenia. Dla opinii publicznej jest to jednak cenna lekcja transparentności. Dzięki takim "wpadkom" możemy zajrzeć za kulisy politycznej sceny i zobaczyć, jak naprawdę funkcjonuje Sejm, z dala od oficjalnych komunikatów i wystąpień z mównicy. To surowy materiał, który często mówi więcej niż starannie przygotowane przemówienia.

Fiasko w sprawie ustawy łańcuchowej

Ostateczny werdykt w sprawie weta prezydenta Karola Nawrockiego do tzw. ustawy łańcuchowej zapadł w środę, 17 grudnia. Mimo protestów i sejmowych przepychanek, Sejm nie zdołał odrzucić prezydenckiej decyzji. Do tego celu potrzebna była większość 3/5 głosów, czyli 263 posłów, a za odrzuceniem weta zagłosowało jedynie 246. To wyraźny sygnał, że układ sił w parlamencie wciąż jest kruchy, a niektóre strategiczne batalie są trudne do wygrania bez szerszego konsensusu.

Warto odnotować, że w kluczowym głosowaniu nie wziął udziału m.in. Jarosław Kaczyński. Jego nieobecność, choć mogła mieć różne przyczyny, symbolicznie podkreśla złożoność politycznych gier i kalkulacji. Wynik głosowania to porażka koalicji rządzącej w tej konkretnej kwestii, pokazująca, że nawet przy dużej determinacji, pewne mechanizmy konstytucyjne potrafią skutecznie blokować inicjatywy, jeśli brakuje odpowiedniego poparcia.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.