Podatek od smartfonów wraca. Kto naprawdę zapłaci za tę opłatę?

Temat tzw. podatku od smartfonów znów elektryzuje opinię publiczną, choć opłata reprograficzna od lat budzi kontrowersje. Środowiska twórcze intensywnie apelują do Ministerstwa Kultury o pilną nowelizację przepisów, wskazując na konieczność objęcia nowoczesnych urządzeń, w tym smartfonów. Czy to oznacza wyższe ceny elektroniki? Sprawa wydaje się bardziej złożona niż prosty podatek.

Podatek od smartfonów wra.jpg
Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Cztery smartfony leżą na białej powierzchni, ułożone jeden na drugim, pod kątem w dół, od lewej do prawej. Od góry widoczny jest telefon z ramką w kolorze ciemnoszarym lub czarnym, poniżej niego znajduje się urządzenie ze złotą ramką, następnie telefon z szarą, metaliczną ramką, a na samym dole czarny smartfon z matowym wykończeniem. Wszystkie telefony mają ciemne, jednolite ekrany skierowane ku górze, a na bocznych krawędziach widoczne są przyciski i szczeliny. Tło jest rozmyte, z widocznymi jasnymi i ciemnymi obszarami.

Kolejny powrót podatku od smartfonów

Temat tzw. podatku od smartfonów, czyli w gruncie rzeczy opłaty reprograficznej, znów stał się przedmiotem ożywionych dyskusji, niczym bumerang powracający przed każdymi większymi zmianami legislacyjnymi. Choć nowe przepisy jeszcze nie weszły w życie, środowiska twórcze i producenci kultury nie próżnują, kierując wspólny apel do minister kultury Marty Cienkowskiej. Domagają się pilnej nowelizacji rozporządzenia, która ma dostosować archaiczną listę urządzeń do współczesnych realiów.

Ta batalia o opłatę reprograficzną, która ma rekompensować artystom kopiowanie ich dzieł na użytek prywatny, ma długą historię. Polska, jak zauważają sygnatariusze listu otwartego, pozostaje jednym z nielicznych krajów, które od kilkunastu lat ignorują galopujący rozwój technologiczny. Podczas gdy reszta Europy dawno zaktualizowała swoje regulacje, u nas wciąż żyjemy w epoce nagrywarek DVD i faksów, co wydaje się kuriozalne w dobie wszechobecnych smartfonów i tabletów.

"Inwestowanie w kulturę to więc nie tylko decyzja o charakterze symbolicznym, lecz także strategiczny wybór rozwojowy państwa, także dlatego ww. rozporządzenie wymaga pilnej aktualizacji" – napisano w apelu.

Kto stoi za apelem o zmiany?

Za tym mocnym głosem stoi imponująca koalicja 19 instytucji, od Polskiej Gildii Reżyserów Polskich, przez Izbę Wydawców Prasy i Polską Izbę Książki, aż po Związek Producentów Audio-Video i Związek Kompozytorów Polskich. Jak informuje portal bankier.pl, lista jest długa i reprezentatywna, co tylko podkreśla powagę sytuacji i determinację branży, by wywrzeć presję na Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Twórcy nie tylko popierają kierunek zmian proponowany przez resort, ale też z pełnym przekonaniem podkreślają, że sektor kultury to nie tylko kwestia tożsamości, ale i solidny filar gospodarki. Ich argumentacja jest jasna: środki z opłaty reprograficznej mogą realnie wesprzeć artystów i producentów treści, bez obciążania budżetu państwa. To ma być mechanizm solidarnościowy, gdzie pieniądze trafiają do twórców za pośrednictwem sprawdzonych organizacji zbiorowego zarządzania, działających transparentnie i z wykorzystaniem aktualnych danych rynkowych.

Czym jest opłata reprograficzna?

Opłata reprograficzna to, w swojej istocie, nic innego jak rekompensata dla twórców za to, że my, użytkownicy, możemy swobodnie kopiować ich utwory na własny użytek. Historycznie była pobierana od producentów i importerów urządzeń, które umożliwiały utrwalanie i odtwarzanie treści – czy to audio, wideo, czy tekstowych. Problem w tym, że obecna lista urządzeń objętych tą opłatą jest równie współczesna, co maszyna do pisania, obejmując relikty technologiczne takie jak nagrywarki DVD, faksy czy odtwarzacze kaset VHS. Ostatnia aktualizacja miała miejsce w 2008 roku!

Dlatego nowelizacja przygotowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego to próba wciągnięcia przepisów w XXI wiek. Projekt zakłada rozszerzenie listy urządzeń objętych opłatą o smartfony, tablety, nowoczesne telewizory z pamięcią wewnętrzną, laptopy, dyski twarde i karty pamięci. Czyli, krótko mówiąc, wszystko to, czym dziś posługujemy się na co dzień, by konsumować treści.

Kiedy nowe zasady i jakie koszty?

Zgodnie z planami, nowe zasady mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku. Opłata w wysokości 1 procenta wartości netto ma dotyczyć tych urządzeń, które posiadają większą pojemność pamięci wewnętrznej, czyli smartfonów i tabletów powyżej 32 GB, komputerów osobistych czy telewizorów z wbudowaną pamięcią. Dla innych urządzeń stawka może wynieść maksymalnie 2 procent. Resort liczy na konkretne wpływy – szacuje się, że z tego tytułu do kasy twórców może trafić nawet 150–200 milionów złotych rocznie. To niebagatelna kwota, która mogłaby realnie zmienić sytuację wielu artystów.

Pytanie, które zawsze pojawia się w kontekście takich zmian, brzmi: czy to odbije się na kieszeniach konsumentów? Ministerstwo Kultury zapewnia, że nowa opłata nie zostanie przerzucona na konsumentów i nie wpłynie na ceny detaliczne sprzętu elektronicznego. Pozostaje mieć nadzieję, że te deklaracje okażą się prawdziwe i że ciężar finansowy wsparcia kultury nie spadnie ostatecznie na tych, którzy już i tak płacą za coraz droższą technologię. Czas pokaże, czy giganci elektroniki wezmą na siebie ten dodatkowy koszt, czy też, jak to bywało w przeszłości, znajdą sposób, by obciążyć nim ostatecznego nabywcę.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.