Spis treści
Kolejny powrót podatku od smartfonów
Temat tzw. podatku od smartfonów, czyli w gruncie rzeczy opłaty reprograficznej, znów stał się przedmiotem ożywionych dyskusji, niczym bumerang powracający przed każdymi większymi zmianami legislacyjnymi. Choć nowe przepisy jeszcze nie weszły w życie, środowiska twórcze i producenci kultury nie próżnują, kierując wspólny apel do minister kultury Marty Cienkowskiej. Domagają się pilnej nowelizacji rozporządzenia, która ma dostosować archaiczną listę urządzeń do współczesnych realiów.
Ta batalia o opłatę reprograficzną, która ma rekompensować artystom kopiowanie ich dzieł na użytek prywatny, ma długą historię. Polska, jak zauważają sygnatariusze listu otwartego, pozostaje jednym z nielicznych krajów, które od kilkunastu lat ignorują galopujący rozwój technologiczny. Podczas gdy reszta Europy dawno zaktualizowała swoje regulacje, u nas wciąż żyjemy w epoce nagrywarek DVD i faksów, co wydaje się kuriozalne w dobie wszechobecnych smartfonów i tabletów.
"Inwestowanie w kulturę to więc nie tylko decyzja o charakterze symbolicznym, lecz także strategiczny wybór rozwojowy państwa, także dlatego ww. rozporządzenie wymaga pilnej aktualizacji" – napisano w apelu.
Kto stoi za apelem o zmiany?
Za tym mocnym głosem stoi imponująca koalicja 19 instytucji, od Polskiej Gildii Reżyserów Polskich, przez Izbę Wydawców Prasy i Polską Izbę Książki, aż po Związek Producentów Audio-Video i Związek Kompozytorów Polskich. Jak informuje portal bankier.pl, lista jest długa i reprezentatywna, co tylko podkreśla powagę sytuacji i determinację branży, by wywrzeć presję na Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Twórcy nie tylko popierają kierunek zmian proponowany przez resort, ale też z pełnym przekonaniem podkreślają, że sektor kultury to nie tylko kwestia tożsamości, ale i solidny filar gospodarki. Ich argumentacja jest jasna: środki z opłaty reprograficznej mogą realnie wesprzeć artystów i producentów treści, bez obciążania budżetu państwa. To ma być mechanizm solidarnościowy, gdzie pieniądze trafiają do twórców za pośrednictwem sprawdzonych organizacji zbiorowego zarządzania, działających transparentnie i z wykorzystaniem aktualnych danych rynkowych.
Czym jest opłata reprograficzna?
Opłata reprograficzna to, w swojej istocie, nic innego jak rekompensata dla twórców za to, że my, użytkownicy, możemy swobodnie kopiować ich utwory na własny użytek. Historycznie była pobierana od producentów i importerów urządzeń, które umożliwiały utrwalanie i odtwarzanie treści – czy to audio, wideo, czy tekstowych. Problem w tym, że obecna lista urządzeń objętych tą opłatą jest równie współczesna, co maszyna do pisania, obejmując relikty technologiczne takie jak nagrywarki DVD, faksy czy odtwarzacze kaset VHS. Ostatnia aktualizacja miała miejsce w 2008 roku!
Dlatego nowelizacja przygotowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego to próba wciągnięcia przepisów w XXI wiek. Projekt zakłada rozszerzenie listy urządzeń objętych opłatą o smartfony, tablety, nowoczesne telewizory z pamięcią wewnętrzną, laptopy, dyski twarde i karty pamięci. Czyli, krótko mówiąc, wszystko to, czym dziś posługujemy się na co dzień, by konsumować treści.
Kiedy nowe zasady i jakie koszty?
Zgodnie z planami, nowe zasady mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku. Opłata w wysokości 1 procenta wartości netto ma dotyczyć tych urządzeń, które posiadają większą pojemność pamięci wewnętrznej, czyli smartfonów i tabletów powyżej 32 GB, komputerów osobistych czy telewizorów z wbudowaną pamięcią. Dla innych urządzeń stawka może wynieść maksymalnie 2 procent. Resort liczy na konkretne wpływy – szacuje się, że z tego tytułu do kasy twórców może trafić nawet 150–200 milionów złotych rocznie. To niebagatelna kwota, która mogłaby realnie zmienić sytuację wielu artystów.
Pytanie, które zawsze pojawia się w kontekście takich zmian, brzmi: czy to odbije się na kieszeniach konsumentów? Ministerstwo Kultury zapewnia, że nowa opłata nie zostanie przerzucona na konsumentów i nie wpłynie na ceny detaliczne sprzętu elektronicznego. Pozostaje mieć nadzieję, że te deklaracje okażą się prawdziwe i że ciężar finansowy wsparcia kultury nie spadnie ostatecznie na tych, którzy już i tak płacą za coraz droższą technologię. Czas pokaże, czy giganci elektroniki wezmą na siebie ten dodatkowy koszt, czy też, jak to bywało w przeszłości, znajdą sposób, by obciążyć nim ostatecznego nabywcę.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.