Podpalenie fotomodelce włosów. Kto stoi za dramatem na Dworcu Centralnym?

2026-04-07 10:11

Szokujący incydent miał miejsce na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie nieznana kobieta podpaliła włosy fotomodelce. Po dwóch miesiącach od zdarzenia policja zatrzymała 35-letnią Ukrainkę, Natalię S., podejrzewaną o ten czyn. Sąd zastosował wobec niej tymczasowy areszt. Poszkodowana straciła część włosów, jednak uniknęła poważniejszych obrażeń twarzy i ciała.

Na szarej, lekko ziarnistej posadzce, w centrum kadru leży pojedyncza zapałka. Ma jasnobrązowy trzonek i ciemnofioletową główkę. Posadzka odbija światło, tworząc refleksy. Po lewej stronie widać fragment żółtego, teksturowanego pasa ostrzegawczego, biegnącego w głąb obrazu. W tle rozciąga się długi, rozmyty korytarz stacji metra lub tunelu, z liniami świetlówek na suficie i niewyraźnymi elementami architektonicznymi po bokach, a w oddali widać jasne, rozmazane światło.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Na szarej, lekko ziarnistej posadzce, w centrum kadru leży pojedyncza zapałka. Ma jasnobrązowy trzonek i ciemnofioletową główkę. Posadzka odbija światło, tworząc refleksy. Po lewej stronie widać fragment żółtego, teksturowanego pasa ostrzegawczego, biegnącego w głąb obrazu. W tle rozciąga się długi, rozmyty korytarz stacji metra lub tunelu, z liniami świetlówek na suficie i niewyraźnymi elementami architektonicznymi po bokach, a w oddali widać jasne, rozmazane światło.

Dramat na Dworcu Centralnym w Warszawie

Do szokującego zdarzenia doszło w sobotę, 17 stycznia, około godziny 16:40. Na terenie hali kasowej dworca PKP Warszawa Centralna nieznana kobieta niespodziewanie podpaliła włosy fotomodelce, a następnie szybko uciekła z miejsca zdarzenia. Poszkodowana, zszokowana obrotem spraw, natychmiast zgłosiła incydent służbom, co zapoczątkowało śledztwo w tej sprawie.

Fotomodelka opisała przebieg zdarzenia w mediach społecznościowych, dzieląc się traumatycznym doświadczeniem. Relacjonowała, że po zjechaniu windą i podejściu do elektronicznego spisu pociągów poczuła uderzenie w plecy oraz silny zapach spalenizny. Początkowo była przekonana, że pod nogi rzucono jej petardę, zanim zorientowała się, że to jej własne włosy stanęły w płomieniach.

"I w tym momencie ktoś puknął mnie w plecy. Spojrzałam na torebkę, którą miałam przewieszoną na przodzie, czy nie zostałam okradziona. Odwróciłam głowę i widzę kobietę, która dosyć szybkim tempem zmierza w kierunku wyjścia od strony ulicy Emilii Plater. Ale niestety poczułam okropny smród spalenizny, więc byłam święcie przekonana, że ktoś mi wrzucił petardę pod nogi. Przesunęłam się parę metrów dalej i jak się okazało, to płonęły moje włosy" - opowiada na nagraniu.

Jak zareagowano na atak?

Po podpaleniu na Dworcu Centralnym, uwagę na płonące włosy fotomodelki zwróciła grupa nastolatków. Młodzi ludzie, w wieku około 14-16 lat, szybko poinformowali kobietę o sytuacji, wskazując jednocześnie na uciekającą sprawczynię ataku. Ich interwencja była kluczowa dla szybkiego ugaszenia płomieni i zminimalizowania obrażeń.

Poszkodowana straciła około pięciu centymetrów włosów, co zostało udokumentowane na komisariacie policji. Mimo poniesionych strat, kobieta wyraziła ulgę, że incydent nie skończył się poważniejszymi obrażeniami, takimi jak poparzenia twarzy czy innych części ciała, a jej kurtka nie zajęła się ogniem. Podkreśliła, że najbardziej przerażające było podpalenie jej "na żywca".

"Straciłam pięć centymetrów włosów, bo one były mierzone na komisariacie. W całej tej sytuacji o te włosy nie chodzi. Tylko chodzi o podpalenie kogoś 'na żywca'. Cieszę się, że nie mam poparzonej twarzy, ciała. Że kurtka, którą miałam na sobie, również nie zajęła się ogniem" - podsumowała na nagraniu.

Przełom w śledztwie

Po dwóch miesiącach intensywnej pracy operacyjnej, policja osiągnęła znaczący przełom w sprawie podpalenia na Dworcu Centralnym. Asp. szt. Artur Wojdat z Komisariatu Kolejowego Policji poinformował, że dzięki zebranym dowodom udało się ustalić tożsamość kobiety podejrzewanej o ten brutalny czyn. Działania śledczych obejmowały skrupulatne zabezpieczanie materiału dowodowego.

Z początkiem kwietnia, tuż po świętach wielkanocnych, policja zatrzymała 35-letnią Ukrainkę, Natalię S., w związku z tym zdarzeniem. Jej zatrzymanie było wynikiem długotrwałego procesu identyfikacji i lokalizacji sprawczyni. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu podejrzanej na okres trzech miesięcy.

Jakie zarzuty usłyszała Natalia S.?

Natalii S., 35-letniej Ukraince, postawiono poważne zarzuty kryminalne. Obejmują one narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co jest klasyfikowane jako poważne przestępstwo. Dodatkowo kobieta usłyszała zarzut kierowania groźby pozbawienia życia wobec innej osoby, co zaostrza jej sytuację prawną.

Za popełnione czyny grozi jej kara pozbawienia wolności do trzech lat. Tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące ma na celu zapewnienie prawidłowego przebiegu postępowania i zebranie wszystkich niezbędnych dowodów. Sprawa jest nadal w toku, a jej ostateczne rozstrzygnięcie nastąpi po zakończeniu śledztwa i ewentualnym procesie sądowym.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.