Policjanci po służbie. Mylne rozpoznanie doprowadziło do bójki?

2025-11-21 21:36

Pan Mirosław, cierpiący na chorobę Parkinsona, został zaatakowany przez trzech mężczyzn na stacji benzynowej w Będzinie. Jak podaje „Uwaga! TVN”, napastnikami okazali się policjanci po służbie, którzy pomylili objawy jego schorzenia z zachowaniem osoby pod wpływem narkotyków. Poszkodowany doznał obrażeń, a jego specjalistyczna pompa do leków uległa uszkodzeniu. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu, prowadząc śledztwo w tej sprawie.

Uliczne skrzyżowanie dominują ciemne i jasne obszary, z długimi cieniami rzucanymi przez niewidoczne słońce. Asfaltowa nawierzchnia ma liczne drobne nierówności, z podwójnymi żółtymi liniami na krawężnikach i białymi liniami przerywanymi na przejściach dla pieszych. W lewym górnym rogu znajduje się fragment ściany z jasnobrązowej cegły, a po prawej stronie widać dwa czarne słupy. Wśród cieni ukryte są kratki ściekowe na chodnikach oraz na jezdni.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Uliczne skrzyżowanie dominują ciemne i jasne obszary, z długimi cieniami rzucanymi przez niewidoczne słońce. Asfaltowa nawierzchnia ma liczne drobne nierówności, z podwójnymi żółtymi liniami na krawężnikach i białymi liniami przerywanymi na przejściach dla pieszych. W lewym górnym rogu znajduje się fragment ściany z jasnobrązowej cegły, a po prawej stronie widać dwa czarne słupy. Wśród cieni ukryte są kratki ściekowe na chodnikach oraz na jezdni.

Incydent na stacji w Będzinie

Do zdarzenia doszło w nocy 19 października na stacji benzynowej w Będzinie. Pan Mirosław, który od 18 lat zmaga się z chorobą Parkinsona, tankował samochód, gdy jego pompa do leków podała zbyt dużą dawkę, wywołując silne ruchy mimowolne, znane jako dyskinezy. Te charakterystyczne objawy schorzenia zostały mylnie zinterpretowane przez innych obecnych jako oznaki bycia pod wpływem narkotyków. Mężczyzna próbował wyjaśnić swoją sytuację, jednak zaczepki nie ustawały, co eskalowało napięcie.

Wówczas z budynku stacji wybiegło trzech mężczyzn, którzy okazali się policjantami po cywilnemu, będącymi poza służbą. Dwóch z nich natychmiast zaatakowało pana Mirosława, który siedział w swoim samochodzie. Poszkodowany wielokrotnie wołał, że jest chory na Parkinsona, a w pewnym momencie stracił przytomność i zdołał jedynie wykrzyknąć słowo "pomocy". Cały atak trwał ponad dwie minuty, a jego przebieg został zarejestrowany przez monitoring stacji benzynowej.

Co pokazało nagranie z monitoringu?

Nagranie z monitoringu stacji benzynowej w Będzinie kluczowo przedstawia przebieg całego zdarzenia. Widać na nim, jak dwóch z trzech policjantów po cywilnemu rzuca się na siedzącego w aucie pana Mirosława. Atak ten trwał ponad dwie minuty, co zarejestrowano w materiale „Uwagi! TVN”. Co istotne, świadek, który początkowo oskarżał pana Mirosława o bycie pod wpływem narkotyków, widząc brutalność interwencji, podjął próbę obrony. Niestety, został on powalony na ziemię przez jednego z funkcjonariuszy, co uniemożliwiło mu udzielenie skutecznej pomocy.

W wyniku pobicia pan Mirosław doznał licznych obrażeń. Protokół lekarski potwierdził liczne sińce, otarcia oraz obrzęk w okolicy wszczepionego stymulatora pracy mózgu. Dodatkowo, uszkodzeniu uległ wyświetlacz w pompie podającej leki, co stanowi poważny problem dla jego funkcjonowania. Pani Marzena, partnerka poszkodowanego, podkreśliła, że bez tej pompy Mirek nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Cały incydent budzi pytania o zasadność i proporcjonalność podjętych działań przez funkcjonariuszy.

Interwencja umundurowanego patrolu

Dopiero po upływie dłuższego czasu, napastnicy zorientowali się, że pan Mirosław mógł mówić prawdę o swojej chorobie. Następnie wezwali na miejsce zdarzenia umundurowany patrol policji oraz pogotowie ratunkowe. Piotr Szwedziński, zastępca dyrektora pogotowia w Sosnowcu, potwierdził, że pacjent był przytomny i logicznie kontaktował. Mimo to, ku zaskoczeniu pana Mirosława, umundurowani funkcjonariusze zezwolili sprawcom ataku na swobodne oddalenie się z miejsca zdarzenia, co wzbudziło dodatkowe kontrowersje.

Poszkodowany mężczyzna natychmiast po incydencie zabezpieczył nagranie z monitoringu stacji benzynowej. Następnie udał się na obdukcję medyczną, aby udokumentować doznane obrażenia. Pan Mirosław złożył również zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury. Jego partnerka, pani Marzena, podkreśliła, że nie zgadzają się na takie zachowanie policjantów i chcą czuć się bezpiecznie, co było głównym motywem złożenia oficjalnego zawiadomienia.

"Wołałem, że jestem chory na Parkinsona. I później, kiedy już lekko straciłem przytomność, doszło słowo „pomocy”" - wspomina pan Mirosław.

Prokuratura wszczęła śledztwo. Czy są zarzuty?

Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu przejęła śledztwo w tej sprawie od Prokuratury Rejonowej w Będzinie. Śledztwo dotyczy zdarzenia zaistniałego na stacji benzynowej w Będzinie, które skutkowało obrażeniami ciała ustalonej osoby. Badana sytuacja obejmuje udział funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji, którzy w momencie zdarzenia pozostawali poza służbą. Na obecnym etapie postępowania prokuratorskiego, nikomu nie przedstawiono żadnych zarzutów.

Prok. Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, poinformował, że śledztwo zostało przejęte 18 listopada 2025 roku. Działania prokuratury mają na celu dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności zdarzenia. Oświadczenie śląskiej policji również odnosi się do tej sytuacji, przedstawiając swoje stanowisko i kontekst zdarzeń, które doprowadziły do interwencji funkcjonariuszy.

"W dniu 18 listopada 2025 roku Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu przejęła do dalszego prowadzenia śledztwo Prokuratury Rejonowej w Będzinie, dotyczące zdarzenia zaistniałego na jednej ze stacji benzynowych na terenie Będzina, skutkującego obrażeniami ciała ustalonej osoby. Badana sytuacja obejmowała udział funkcjonariuszy miejscowej Komendy Powiatowej Policji, pozostających wówczas poza służbą. Okoliczności zajścia zostały pierwotnie przedstawione w reportażu Uwaga TVN z 13 listopada tego roku, zatytułowanego „Funkcjonariusze pobili na stacji benzynowej mężczyznę z chorobą Parkinsona?”" - poinformował prok. Bartosz Kilian.

Stanowisko śląskiej Policji

Śląska Policja wydała oficjalne oświadczenie w związku z reportażem telewizyjnym i zarzutami wobec funkcjonariuszy po służbie. Policja zapewnia, że ich działania były podejmowane wyłącznie w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom ruchu drogowego. Podkreślają, że niepełny kontekst został zaprezentowany w programie, dlatego pragną umożliwić opinii publicznej własną ocenę sytuacji na podstawie ustalonych faktów. Według policji, nietypowe zachowanie pana Mirosława, nieskoordynowane ruchy i pobudzenie wzbudziły niepokój świadków i zrodziły przypuszczenie o byciu pod wpływem środków odurzających.

Mężczyzna, którego stan psychofizyczny wzbudził niepokój świadków, przyjechał fordem na stację paliw w Będzinie 19 października. W obawie, że mógłby spowodować zagrożenie w ruchu drogowym, zareagowali pracownik stacji, inny mężczyzna oraz policjanci, którzy byli na miejscu w czasie wolnym. Policja podaje, że pan Mirosław stawiał opór podczas próby wyciągnięcia go z pojazdu i odebrania kluczyków, co uznano za konieczne, by uniemożliwić mu dalszą jazdę. Czynności dotyczące uniemożliwienia kierowcy odjazdu są obecnie przedmiotem postępowania prokuratorskiego.

Postępowania wyjaśniające w toku

Policja potwierdza, że oprócz postępowania prokuratorskiego, prowadzone jest równoległe postępowanie wewnętrzne w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach i powiatowej w Będzinie. Przebieg interwencji został udokumentowany, a kierowca forda oraz jego partnerka zostali poinformowani o przysługujących im możliwościach prawnych. Dalsze kroki będą uzależnione od wyników tych postępowań. Na obecnym etapie nikt nie usłyszał zarzutów, co świadczy o wciąż trwającym procesie wyjaśniania wszystkich okoliczności zdarzenia.

W odniesieniu do sugestii, że funkcjonariusze po służbie nie zostali zatrzymani ani przebadani na zawartość alkoholu, policja podkreśla, że ustalenia interweniującego patrolu nie dały podstaw do podjęcia takich czynności. Medycy, którzy przybyli na miejsce, stwierdzili, że zachowanie mężczyzny może mieć związek ze stanem chorobowym, ale nie odnotowali konieczności hospitalizacji ani widocznych obrażeń ciała. Jednocześnie zaznaczyli, że ze względu na aktualny stan nie powinien on kontynuować dalszej jazdy.

Czy wcześniejsze zdarzenia miały wpływ?

Policja wskazała, że kilka godzin wcześniej, tego samego dnia, pan Mirosław również prowadził pojazd w złym stanie psychofizycznym. Około 18:45, zaniepokojony świadek zgłosił Policji podejrzenie, że kierowca audi może być pod wpływem środków odurzających. Został on zatrzymany do kontroli przez policyjny patrol, który polecił mu powstrzymanie się od dalszej jazdy. Mężczyzna nie zakwestionował zalecenia i przekazał pojazd znajomemu, po czym został odwieziony do domu przez mundurowych.

Ten wcześniejszy incydent potwierdza, że zaburzenia koordynacji u pana Mirosława były wyraźnie widoczne i nasilone już wtedy, co miało wpływ na percepcję jego zachowania. Funkcjonariusze skierowali wobec kierowcy na ponowne badania lekarskie, aby ocenić, czy może nadal posiadać uprawnienia do kierowania pojazdami. Policja podkreśla, że choć mężczyzna ma zgodę lekarza na kierowanie, w tym czasie ewidentnie nie powinien prowadzić pojazdu, co zaobserwowało kilka różnych osób podczas dwóch interwencji.

Próba kontaktu i nieoczekiwane żądanie

Po zdarzeniu, jeden z policjantów będących poza służbą skontaktował się z panem Mirosławem, aby zapytać o zdrowie i przeprosić za mylną ocenę jego stanu. Na prośbę poszkodowanego, kolejnego dnia wszyscy trzej funkcjonariusze spotkali się z nim ponownie. Podczas rozmowy zadeklarowali gotowość pokrycia kosztów ewentualnych badań medycznych. Okazało się, że spotkanie było nagrywane przez kierującego i jego partnerkę bez wiedzy funkcjonariuszy, co skomplikowało sytuację.

Następnego dnia partnerka pana Mirosława ponownie skontaktowała się z jednym z policjantów i zaproponowała kwotę 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia. Funkcjonariusze odmówili tej propozycji i przekazali sprawę swoim przełożonym. Materiały dotyczące tego zdarzenia oraz propozycje zadośćuczynienia również trafiły do prokuratury, stając się częścią toczącego się postępowania wyjaśniającego.

"Mimo to zdecydowaliśmy złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Nie znam bardziej dobrego człowieka niż Mirek. Jest ludzki i empatyczny. Dwa tygodnie temu był Mirek, ale nie wiemy czy za tydzień ci funkcjonariusze nie zaatakują jakiegoś pana Kowalskiego. Nie zgadzamy się na takie zachowanie, chcemy czuć się bezpiecznie" - powiedziała pani Marzena.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.