Spis treści
Górnictwo w cieniu czarnej dziury
Barbórka, tradycyjnie obchodzona 4 grudnia, zawsze była czasem podsumowań i hucznego świętowania w polskim górnictwie. Niestety, w tym roku nastroje są dalekie od optymizmu, a zamiast radosnych pieśni słychać raczej zgrzyt zębów. Jeszcze trzy lata temu, w szczycie kryzysu energetycznego wywołanego wojną w Ukrainie, branża przeżywała okres prosperity, ale dziś sytuacja obróciła się o 180 stopni, stawiając przyszłość wielu kopalń pod wielkim znakiem zapytania.
Sektor węgla kamiennego boryka się z krytycznie trudną sytuacją finansową, która zdaje się pogłębiać z każdym kolejnym miesiącem. Wielomiliardowe straty oraz drastyczny spadek rentowności to ponura rzeczywistość, z którą mierzą się największe polskie spółki górnicze, szukając desperacko wyjścia z impasu. Cała branża zdaje sobie sprawę, że bez radykalnych działań, scenariusz upadłości staje się coraz bardziej realny, co rodzi obawy o tysiące miejsc pracy.
Embargo na węgiel: od hossy do kryzysu
Jeszcze w 2022 roku, po wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel, polski surowiec był rozchwytywany, a wysokie ceny i ogromny popyt napędzały zyski sektora. Niestety, zlecony przez rząd import węgla, który miał początkowo ratować sytuację, w dłuższej perspektywie okazał się być gwoździem do trumny, doprowadzając do załamania rynku i destabilizacji. Elektrownie zaczęły ograniczać odbiór krajowego surowca, a Polacy, mając dostęp do tańszych alternatyw, rzadziej sięgali po węgiel opałowy.
W efekcie na zwałach zalegają obecnie miliony ton niesprzedanego węgla, co stanowi jaskrawy symbol obecnego kryzysu. Pod koniec października bieżącego roku na składach leżało blisko 5,2 miliona ton surowca, którego nikt nie chce kupić, generując ogromne koszty magazynowania i zamrażając kapitał. Spadające ceny i drastyczne zmniejszenie sprzedaży oznaczają mniejsze przychody dla spółek, które, przy wciąż wysokich kosztach wydobycia, generują gigantyczną lukę finansową, trudną do zasypania.
Czy nowa ustawa górnicza to ratunek?
Ostatnią nadzieją dla pogrążonej w problemach branży jest procedowana w Sejmie nowelizacja tzw. ustawy górniczej, która ma za zadanie wdrożyć postanowienia umowy społecznej z 2021 roku. Jej kluczowym celem jest umożliwienie kontrolowanego wygaszania kopalń aż do 2049 roku, co ma zapewnić łagodne przejście do nowej, bardziej zrównoważonej struktury sektora energetycznego. W całym okresie likwidacji kopalń, dopłaty z budżetu państwa mogą osiągnąć astronomiczne 100 miliardów złotych, co pokazuje skalę zobowiązań.
W tym roku na dopłaty do zdolności produkcyjnych założono 9 miliardów złotych, natomiast w przyszłym roku na ten cel przeznaczono już 5,5 miliarda złotych, co budzi pytania o długoterminową efektywność tych środków. Spółki górnicze coraz wyraźniej od miesięcy mówią o konieczności restrukturyzacji zatrudnienia, jako nieuniknionym elemencie dostosowania do nowej rzeczywistości. W obliczu takich wyzwań, przyszłość tysięcy górników jest przedmiotem gorących dyskusji i obaw.
„Władze i związki Polska Grupa Górnicza (PGG) zwracają też uwagę, że jeśli nowelizacja nie wejdzie w życie 1 stycznia 2026 r., 20 stycznia przypada termin spłaty 2,5 mld wymagalnych zobowiązań tej zatrudniającej 36 tys. pracowników spółki wobec ZUS i PFR, co oznaczałoby jej upadłość."
Kiedy ustawa wejdzie w życie?
Jak podkreślał wiceminister energii Marian Zmarzły na posiedzeniu komisji, nowelizacja „jest niecierpliwie oczekiwana przez całe środowisko górnicze”, co doskonale oddaje dramatyzm sytuacji. Czasu na wdrożenie nowych przepisów jest jednak bardzo mało, a zegar tyka nieubłaganie, stawiając całą branżę pod ogromną presją. Jeśli ustawa nie wejdzie w życie do 1 stycznia, największa spółka węglowa w kraju, PGG, może być zmuszona do ogłoszenia upadłości, co byłoby katastrofą dla całego regionu.
Ten sam termin jest również kluczowy ze względu na inne procedury, które mają ruszyć wraz z nowym rokiem, takie jak rozpoczęcie likwidacji kopalni Bobrek należącej do Węglokoks Kraj. Co więcej, Polska Grupa Górnicza (PGG) ma zaplanowane łączenie ruchów Bielszowice i Halemba w ramach kopalni Ruda, co również jest uzależnione od wejścia w życie nowej ustawy. Całe górnictwo wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na decyzje parlamentarzystów, od których zależą losy dziesiątek tysięcy rodzin.
JSW też notuje straty
Kryzys nie omija również segmentu węgla koksowego, w którym europejskim potentatem jest Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), mierząca się z własnymi, niebagatelnymi problemami. Spadające ceny surowca na światowych rynkach uderzyły mocno w spółkę, która notuje coraz większe straty, a jej zarząd z niepokojem ostrzega przed utratą płynności finansowej. Sytuacja jest na tyle poważna, że wymagała podjęcia trudnych decyzji, mających na celu ratowanie firmy przed bankructwem.
Władze JSW musiały podjąć drastyczne kroki, co pokazuje skalę kryzysu, z jakim mierzy się spółka. Fundusz stabilizacyjny, który jeszcze w marcu 2024 roku wynosił imponujące 5,7 miliarda złotych, skurczył się do zaledwie 100 milionów złotych, co jest alarmującym sygnałem. Ten dramatyczny spadek świadczy o szybko topniejących rezerwach finansowych, które miały zapewniać spółce bezpieczeństwo.
"27 listopada br. władze JSW zdecydowały z tego względu o wypłacie nagrody z okazji Dnia Górnika oraz ekwiwalentu barbórkowego za 2025 r. do 30 proc. należnych świadczeń."
Ile osób straci pracę w JSW?
W obliczu pogarszającej się sytuacji JSW intensywnie pracuje nad procesem restrukturyzacji oraz porozumieniem ze stroną społeczną, by minimalizować skutki cięć. Dotąd udało się znieść gwarancje zatrudnienia wobec kilku kategorii pracowników, głównie z administracji, co jest sygnałem nieuchronnych zmian kadrowych. Z blisko 20-tysięcznej załogi JSW, gwarancji nie ma obecnie blisko 4 tysiące osób, a liczbę miejsc pracy możliwych do restrukturyzacji oszacowano na około tysiąc.
Na szczęście, spółka została dołączona rzutem na taśmę do beneficjentów nowej ustawy górniczej, co daje jej nieco oddechu w trudnej sytuacji. Dzięki temu z urlopu górniczego może skorzystać tam 3 tysiące osób, a z urlopu dla pracowników zakładów przeróbki mechanicznej węgla 103 osoby, przy zatrudnieniu na koniec 2024 roku wynoszącym ponad 32 tysiące osób. To częściowo łagodzi skutki restrukturyzacji, ale problem wciąż pozostaje poważny.
PG Silesia i masowe zwolnienia
Podczas środowych obrad sejmowej komisji, w kontekście nowej ustawy, wybrzmiały również głosy związków zawodowych oraz posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz Razem, którzy domagali się objęcia wsparciem górników z prywatnej kopalni PG Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Troska o los pracowników jest zrozumiała, zwłaszcza w obliczu dramatycznych doniesień o zwolnieniach.
Jej właściciel, w ostatnich dniach, ogłosił zwolnienia grupowe obejmujące aż 754 osoby, co jest potężnym ciosem dla lokalnej społeczności. Jednakże, Ministerstwo Energii (ME) sprzeciwiło się tej zmianie, wskazując, że PG Silesia jest podmiotem prywatnym, który dodatkowo znajduje się w okresie restrukturyzacji, co z prawnego punktu widzenia wyklucza możliwość udzielenia jej pomocy publicznej. Ta decyzja budzi kontrowersje, ale odzwierciedla ramy prawne dotyczące wsparcia państwowego.
Liczby nie kłamią: dramatyczny bilans
Jak wskazują dane katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), przytaczane przez Polską Agencję Prasową (PAP), sytuacja finansowa branży jest po prostu dramatyczna i nie pozostawia złudzeń. Po trzech kwartałach tego roku polskie górnictwo odnotowało łącznie 6,176 miliarda złotych straty netto, co jest wynikiem alarmującym i świadczy o głębokim kryzysie. Dla porównania, przychody ze sprzedaży węgla wyniosły zaledwie 14,718 miliarda złotych, podczas gdy same koszty działalności operacyjnej sięgnęły aż 29,035 miliarda złotych, co doskonale obrazuje skalę problemu.
Te liczby bezlitośnie pokazują, z jak gigantyczną skalą problemu mierzy się cała branża górnicza, walcząc o przetrwanie w coraz bardziej wymagającym środowisku rynkowym. Na koniec okresu trzech kwartałów bieżącego roku w Polsce działało 17 kopalń węgla kamiennego, co jest liczbą, która systematycznie maleje. Wydobycie w tym czasie wyniosło łącznie 30,8 miliona ton, w tym węgla energetycznego 21,8 miliona ton, a koksowego 9 milionów ton, co pokazuje rozkład produkcji.
Zapaść wydobycia i sprzedaży węgla
Wydajność wydobycia na jednego pracownika w ciągu dziewięciu miesięcy sięgnęła zaledwie 449 ton, co wskazuje na niską efektywność w porównaniu do światowych standardów. Sektor zatrudniał 71,7 tysiąca osób, co jest spadkiem w stosunku do roku poprzedniego, kiedy to liczba pracowników wynosiła 74,7 tysiąca, co potwierdza trend zmniejszania zatrudnienia. Trend spadkowy w wydobyciu jest wyraźnie widoczny w danych ARP, ukazujących stopniowe wygaszanie działalności.
Ogółem, jak wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu, w ciągu 10 miesięcy bieżącego roku wielkość krajowego wydobycia węgla wyniosła około 35,3 miliona ton, wobec 36,3 miliona ton przed rokiem, 39,7 miliona ton w 2023 roku i 43,8 miliona ton w 2022 roku. Sprzedaż węgla również dramatycznie spadła, osiągając około 35 milionów ton, wobec 34,3 miliona ton w 2024 roku (wg danych z artykułu źródłowego, zapewne błąd redakcyjny w źródle dot. roku, przyjęto 2023 jako bardziej logiczną kontynuację spadku), 37,7 miliona ton w 2023 roku i około 44,2 miliona ton w 2022 roku, co potwierdza fatalną kondycję rynku.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.