Spis treści
Dramat w Barcicach. Kim był Piotr B.?
Tragedia, która rozegrała się w malowniczych Barcicach pod Starym Sączem, wstrząsnęła całą Polską. Nocą z 14 na 15 października 25-letni Piotr B. brutalnie odebrał życie swojej 52-letniej matce Małgorzacie, 46-letniemu wujkowi Krzysztofowi oraz 66-letniemu kuzynowi Andrzejowi. Ciała ofiar znaleziono w domu, a sposób ich ułożenia sugeruje, że matka mogła próbować uciekać, podczas gdy pozostali zginęli we śnie.
Zabójca po dokonaniu zbrodni zbiegł i ukrył się w pobliskim, niezamieszkałym budynku, co tylko pogłębiło panikę i niedowierzanie w lokalnej społeczności. Jak się okazało, Piotr B. nie był postacią anonimową – jego problemy i agresywne zachowania były dobrze znane zarówno policji, która regularnie interweniowała w jego miejscu zamieszkania, jak i mieszkańcom.
"Wszyscy wiedzieliśmy, że ma problemy z alkoholem i innymi używkami. Często zachowywał się irracjonalnie, był agresywny, ale raczej do swoich najbliższych, obcych nie zaczepiał" – powiedzieli w rozmowie z Super Expressem mieszkańcy Bracic.
Historia niepokojących sygnałów i walki o pomoc
To nie była nagła eksplozja szaleństwa, lecz tragiczny finał długotrwałego problemu, ignorowanego przez system. Rodzina Piotra B. od lat szukała wsparcia, a Ośrodek Pomocy Społecznej w Starym Sączu miał z nią kontakt już w 2019 roku. Właśnie wtedy, w desperackiej próbie ratowania syna, zamordowana Małgorzata B. z pomocą asystenta rodziny skierowała do sądu oficjalne pismo.
Jej prośba była jasna: kobieta domagała się skierowania Piotra R. na przymusowe leczenie psychiatryczne, alarmując o jego problemach. Niestety, mimo tak wyraźnych sygnałów i zaangażowania służb społecznych, system zawiódł. Sąd finalnie nie podjął decyzji o leczeniu mężczyzny, co w świetle ostatnich wydarzeń budzi ogromny żal i pytania.
"Rodzina z Barcic była nam znana co najmniej od 2019 roku. Mogę powiedzieć, że miała przydzielonego asystenta rodziny, który m.in pomagał pani Małgorzacie napisać pismo do sądu z prośbą o skierowanie na leczenie psychiatryczne syna. Członkowie rodziny byli też w związku z sytuacją w domu kierowani także do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Mogę powiedzieć także, że wraz z lokalną społecznością zaangażowaliśmy się w pomoc tej rodzinie przy odbudowie domu, który uległ uszkodzeniu w wyniku pożaru. Ten dom został wyremontowany, rodzina miała dobre warunki mieszkaniowe. Z panem Piotrem rozmawialiśmy w lipcu tego roku, deklarował chęć współpracy i podjęcia pracy zarobkowej" – powiedział w rozmowie z Super Expressem Franciszek Tudaj dyrektor Centrum Usług Społecznych w Starym Sączu.
Co zadeklarował dyrektor CUS Stary Sącz?
Franciszek Tudaj, dyrektor Centrum Usług Społecznych w Starym Sączu, potwierdził, że rodzina Piotra B. była pod opieką instytucji od 2019 roku, mając przydzielonego asystenta rodziny. CUS aktywnie wspierał Małgorzatę B. w staraniach o leczenie syna, a także angażował rodzinę w działania gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Wspominano również o pomocy w odbudowie domu po pożarze, co miało zapewnić rodzinie godne warunki życia.
Niestety, pomimo deklaracji chęci współpracy i podjęcia pracy zarobkowej, które Piotr B. złożył jeszcze w lipcu tego roku, jego sytuacja nie uległa poprawie. Sąd nie podjął interwencji, a mężczyzna pracy nie znalazł. Ta tragiczna historia staje się kolejnym, bolesnym przypomnieniem o lukach w systemie wsparcia dla osób z zaburzeniami i ich rodzin.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.