Spis treści
- Dawny Gmach Dyrekcji Kolei Wschodnich – perła architektury
- Wzruszające powroty po latach do dawnej siedziby
- Kafkowska rzeczywistość? Pierwsze wrażenia nowej urzędniczki
- Czy gmach Dyrekcji budził zawsze respekt?
- Magia Sali 200 – świadka historii i zabawy
- Sala 200. Czy czuć ducha tamtych lat?
- Wspomnienia dyrektora Szklarskiego. Czy sala zmalała?
- Kolejarze z Bydgoszczy – rzetelność, praca i zabawa
Dawny Gmach Dyrekcji Kolei Wschodnich – perła architektury
Bydgoszcz, miasto z bogatą historią, może poszczycić się wyjątkowym zabytkiem – gmachem dawnej Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej. Ukończony w 1888 roku, monumentalny budynek został wzniesiony na podstawie projektu biura Martin P. Gropius & Heino Schmieden, który następnie zmodyfikował inspektor budowlany Bergman, nadając mu niepowtarzalny styl i rozmach. Jego okazałe elewacje, wykonane w charakterystycznym niderlandzkim manieryzmie, z czerwonej cegły harmonijnie zestawionej z jasnym, bogato rzeźbionym detalem z piaskowca, do dziś budzą podziw i świadczą o dawnej świetności.
Przez lata budynek przy ul. Dworcowej w Bydgoszczy był niedostępny, owiany aurą tajemniczości i zaniedbania, co z pewnością budziło żal wśród wielu mieszkańców miasta. Niedawno jednak zmienił właściciela, a nowa wizja przewiduje jego odrestaurowanie i przekształcenie w luksusowy hotel za około dwa lata, co zapowiada powrót życia w te zabytkowe mury. Zanim to jednak nastąpi, Grupa Konkret we współpracy z Bydgoską Lokalną Organizacją Turystyczną otworzyła gmach dla zwiedzających, co spotkało się z ogromnym zainteresowaniem i pozwoliło ponad dwustu osobom poznać jego sekrety.
"Pracowałam tu przez wiele lat i miałam przyjemność pracować z wieloma wspaniałymi ludźmi. To już dawno temu, bo – jeśli dobrze pamiętam – od około 2011 roku budynek jest całkowicie nieczynny. Wcześniej jednak mieściły się tu różne działy, z którymi trzeba było współpracować, przychodzić, załatwiać rozmaite sprawy. Dla mnie zawsze ważny był prestiż tego miejsca i rola, jaką odgrywało. Pracowali tu ludzie z pasją, z wizją kolejnictwa – to było naprawdę wyjątkowe. Zawsze uważałam, że jeśli ktoś wykonuje swoją pracę z zaangażowaniem i sercem, to zostawia po sobie cząstkę siebie. Dlatego dziś, po latach, będąc tu znowu, czuję ogromne wzruszenie. To naprawdę piękne - mówi Wioleta Jurkowska."
Wzruszające powroty po latach do dawnej siedziby
Wśród licznych zwiedzających pojawiła się również grupa najbardziej niezwykłych gości – dawni pracownicy kolei, którzy niegdyś spędzili tu długie lata swojego zawodowego życia. Ich powrót do historycznych wnętrz Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej w Bydgoszczy był nie tylko podróżą sentymentalną, ale także okazją do podzielenia się osobistymi wspomnieniami, które nadały zwiedzaniu unikalny, głęboko emocjonalny wymiar. Oprowadzani przez specjalnie przeszkolonych przewodników, weterani bydgoskich kolei snuli opowieści o minionych czasach, przypominając sobie dawne biura, korytarze i legendarną Salę 200.
Takie inicjatywy są bezcenne, gdyż pozwalają zachować żywą pamięć o miejscach i ludziach, którzy je tworzyli, zanim te zostaną przekształcone na potrzeby współczesności. Dla wielu z nich ten powrót był niczym spotkanie ze starym przyjacielem, który przez lata był poza zasięgiem, a teraz znów uchyla rąbka swojej historii. Wzruszenie malujące się na ich twarzach było świadectwem silnych więzi, jakie przez dekady łączyły ich z tym niezwykłym gmachem i panującą w nim atmosferą.
"- Mam tu ulubione miejsca, przede wszystkim piwnicę – tam pracowałam przez krótki czas, ale mam z tym miejscem bardzo miłe wspomnienia. Poza tym wszystkie korytarze były mi bliskie. Sala 200 również – to tam, jako młoda dziewczyna, miałam zaszczyt trzymać tacę z odznaczeniami podczas uroczystości. Po latach zawsze było mi żal, gdy przechodziłam obok pustego, zniszczonego budynku. Dlatego teraz ogromnie się cieszę, słysząc, że wszyscy są zadowoleni, że ten obiekt zostanie odrestaurowany i znów wróci tu życie. Kiedyś tu naprawdę tętniło życie – nigdy nie było cicho. Po korytarzach krążyli ludzie, słychać było rozmowy, śmiech, głosy. Nawet dziś czuję ducha tamtych lat, jakby to wszystko wciąż tu było - dodaje Wioleta Jurkowska."
Kafkowska rzeczywistość? Pierwsze wrażenia nowej urzędniczki
Labirynty korytarzy Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej musiały robić wrażenie nie tylko na laiku, ale i na przyszłych pracownikach, którzy stawiali tu swoje pierwsze kroki zawodowe. Jedna z dawnych urzędniczek wspominała swój pierwszy dzień w murach bydgoskiego gmachu jako doświadczenie rodem z prozy Franza Kafki, gdzie gąszcz brązowych drzwi i niekończących się przejść budził poczucie zagubienia. "Jezus Maria, jestem w procesie Kafki! Zaraz ktoś mnie o coś oskarży!” – miała pomyśleć, co doskonale oddaje monumentalny, czasem przytłaczający charakter tego miejsca.
Oswojenie się z architektonicznym układem budynku wymagało czasu i cierpliwości, bo przez pierwsze tygodnie, jak przyznała, często błądziła, wchodząc do niewłaściwych pomieszczeń. To właśnie w tych "kafkoskich" korytarzach rozpoczęła swoją karierę jako referendarz, by z czasem awansować na dyrektora ds. rozliczeń międzynarodowych pasażerskich, pracując najpierw dla Przewozów Regionalnych, a później dla PKP Intercity. Jej historia to świadectwo nie tylko wytrwałości, ale i dynamiki zmian, jakie przechodziły polskie koleje na przestrzeni dekad.
"- Pamiętam mój pierwszy dzień, kiedy przyszłam tu szukać pracy i złożyć dokumenty po studiach. Jestem z wykształcenia filologiem, więc gdy zobaczyłam te wszystkie brązowe drzwi, jedno za drugim, i niekończące się korytarze, pomyślałam: „Jezus Maria, jestem w procesie Kafki! Zaraz ktoś mnie o coś oskarży.” Trzeba było czasu, żeby oswoić ten budynek, zrozumieć jego układ i przestać się gubić. Przez pierwszy miesiąc naprawdę często błądziłam po korytarzach, wchodziłam nie tam, gdzie trzeba. Ale potem już poszło. Zaczęłam tu pracować jako zwykły urzędnik — to było moje pierwsze miejsce pracy po studiach. Początkowo byłam referendarzem, a dość szybko awansowałam. Skończyłam jako dyrektor ds. rozliczeń międzynarodowych pasażerskich, pracując już wtedy dla Przewozów Regionalnych, bo właśnie tam trafiła nasza jednostka - opisuje była pracownica kolei. - Później kontynuowałam pracę w innej lokalizacji, już dla PKP Intercity – czyli innego przewoźnika, który przejął te funkcje. Zaczęłam w 1990 roku, a pracowałam tutaj do 2007 roku. Potem nas przeniesiono w ramach restrukturyzacji i podziału kolei. Zaczynałyśmy z koleżanką jako pracownice Polskich Kolei Państwowych, a kończyłyśmy jako pracownice PKP Intercity."
Czy gmach Dyrekcji budził zawsze respekt?
Nie tylko zawiłe korytarze, ale i ogólna aura Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej budziła respekt, a niekiedy wręcz przerażenie u osób, które próbowały się w niej odnaleźć. Inna ze zwiedzających wspominała, że jej pierwsze podejście do złożenia podania o pracę zakończyło się fiaskiem, ponieważ zrezygnowała po tym, jak nie mogła odnaleźć właściwego pokoju. „Pamiętam, że kiedy przyszłam pierwszy raz złożyć podanie o pracę, tak mnie te korytarze zakręciły, że… poddałam się i wyszłam, bo nie mogłam znaleźć właściwego pokoju” – opowiadała, co doskonale obrazuje monumentalność obiektu.
Dopiero drugiego dnia, zdeterminowana, wróciła i tym razem udało jej się znaleźć zarówno odpowiednie pomieszczenie, jak i upragnioną posadę. Ta anegdota, choć zabawna, podkreśla, jak potężne i onieśmielające mogły być te mury dla nowicjuszy. Budynek, z jego imponującą architekturą i rozległymi wnętrzami, od zawsze wymagał od swoich użytkowników nie tylko orientacji w terenie, ale i pewnej dozy odwagi, by sprostać jego wyzwaniom.
"- Pamiętam, że kiedy przyszłam pierwszy raz złożyć podanie o pracę, tak mnie te korytarze zakręciły, że… poddałam się i wyszłam, bo nie mogłam znaleźć właściwego pokoju. Przyszłam więc drugiego dnia — i wtedy już znalazłam. Pokój. I pracę też - opisuje inna ze zwiedzających."
Magia Sali 200 – świadka historii i zabawy
Przejście przez piękne, drewniane drzwi do Sali 200 to dla dawnych pracowników bydgoskich kolei niczym wejście do kapsuły czasu. To właśnie w tym imponującym pomieszczeniu toczyło się życie towarzyskie i oficjalne dyrekcji, będące świadkiem niezliczonych wydarzeń. Odbywały się tu świąteczne spotkania dla dzieci, choinkowe bale z tańcami i zabawami, które na zawsze zapisały się w pamięci uczestników. "Pamiętam, jak moja córeczka była na takim pierwszym balu… to już trzydzieści lat temu, ale mam to w oczach jak dziś" – wzrusza się jedna z byłych pracownic.
Sala 200 była również miejscem uroczystości oficjalnych, takich jak obchody 85-lecia dyrekcji, podczas których wręczano odznaczenia. To tam wiele koleżanek, w tym wspomniana pracownica, zostało uhonorowanych odznaką resortową „Zasłużony Kolejarz”, co było powodem do ogromnej dumy. To miejsce symbolizuje nie tylko ciężką pracę, ale także wspólnotę i radość, które towarzyszyły bydgoskim kolejarzom przez lata. W pamięci zapadła też anegdota o pracownicach, które zorganizowały pożegnalną kolację, a jedna z nich, przebrana za kelnera, wprowadziła dyrektora w zabawne osłupienie.
"– Ta sala była naprawdę piękna. Tyle się tu działo! Odbywały się wszystkie świąteczne spotkania dla dzieci – choinkowe bale z tańcami i zabawami. Pamiętam, jak moja córeczka była na takim pierwszym balu… to już trzydzieści lat temu, ale mam to w oczach jak dziś - opisuje jedna ze zwiedzających. - Były też uroczystości oficjalne – między innymi na 85-lecie dyrekcji. Właśnie wtedy zostałam odznaczona odznaką resortową Zasłużony Kolejarz. Byłam bardzo dumna. Razem ze mną wyróżniono wtedy wiele koleżanek z innych działów – było nas naprawdę mnóstwo. To była wielka uroczystość. Organizowaliśmy tu też imprezy pożegnalne dla pracowników. Jedna z nich szczególnie zapadła mi w pamięć – była bardzo zabawna. W naszym dziale pracowały same kobiety, ani jednego mężczyzny. Dziewczyny zastanawiały się, co będzie do jedzenia i jak to wszystko zorganizować. A ja… wypożyczyłam smoking, krótko ścięłam włosy i poszłam obsługiwać kolację jako „kelner”. Dyrektor, pan Szklarski, zapytał wtedy: – A wyście tego kelnera z Hotelu pod Orłem wzięły? Śmiechu było co niemiara, a potem – tańce. Każda chciała ze mną tańczyć! Cudowne wspomnienia - dodaje."
Sala 200. Czy czuć ducha tamtych lat?
Sala 200, choć przede wszystkim kojarzona z pracą i uroczystościami służbowymi, skrywała również wspomnienia młodości i pierwszych romantycznych uniesień. Jedna z dawnych pracownic wspominała, że po raz pierwszy postawiła w niej stopę, mając zaledwie osiemnaście lat, jeszcze zanim zaczęła tu pracować, siedząc przy okrągłym stoliku z chłopakiem. „Nie przypuszczałam, że kiedyś tu wrócę jako pracownica” – przyznała, zaskoczona ironią losu, która połączyła jej osobiste życie z zawodowym właśnie w tym miejscu. Sala była wtedy pięknie przystrojona, bo to był karnawał, a wszystko błyszczało, tworząc magiczną atmosferę.
To tylko potwierdza, jak wiele warstw historii i emocji kryje się w murach tego zabytkowego gmachu. Dla każdego z pracowników Sala 200 miała swoje unikalne znaczenie, będąc tłem dla ważnych momentów życia – od pierwszych randek po zawodowe wyróżnienia. Dziś, choć budynek czeka transformacja, wspomnienia te pozostają żywe, tworząc most między przeszłością a przyszłością, między kolejarzami a nowymi mieszkańcami – gośćmi hotelu.
"- Pierwszy raz byłam w tej sali mając osiemnaście lat – jeszcze zanim zaczęłam tu pracować. Siedziałam wtedy przy okrągłym stoliku z chłopakiem. Nie przypuszczałam, że kiedyś tu wrócę jako pracownica. Sala była wtedy pięknie przystrojona, bo to był karnawał – wszystko błyszczało. Kiedy później tu pracowałam, czułam dumę, że już znam to miejsce - opisuje kolejna z dawnych pracownic."
Wspomnienia dyrektora Szklarskiego. Czy sala zmalała?
Po latach do Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej zawitał również Henryk Szklarski, który niegdyś pełnił funkcję dyrektora tego ważnego dla bydgoskich kolei miejsca. Jego powrót wywołał natychmiastowy przypływ wspomnień, choć z zaskoczeniem stwierdził, że Sala 200 wydaje mu się dziś znacznie mniejsza, niż ją zapamiętał z czasów swojej pracy. „W mojej pamięci pozostała jako ogromne pomieszczenie” – mówił, co jest częstym zjawiskiem, gdy wraca się do miejsc z przeszłości, które w oczach dziecka czy młodzieńca wydawały się większe. Wówczas stały tu na stałe trzy rzędy długich stołów, gromadząc ponad stu uczestników zebrań.
Sala 200 była miejscem nie tylko radosnych chwil, ale i trudnych narad służbowych, często związanych z kluczowymi dla gospodarki tematami, takimi jak transport węgla ze Śląska na wybrzeże. Miesięczne spotkania z naczelnikami ponad stu stacji z regionu nie zawsze przebiegały w miłej atmosferze, zwłaszcza w dni bez klimatyzacji, gdy "bywało gorąco – nie tylko z powodu emocji towarzyszących obradom". Mimo to, sala ta zapisała się w pamięci dyrektora jako coś więcej niż tylko przestrzeń do pracy, symbolizując zarówno dyscyplinę, jak i ludzkie interakcje.
"– Wspomnienia wróciły od razu - mówi Henryk Szklarski. - Dziś wydaje mi się, że ta sala jest o wiele mniejsza, niż ją zapamiętałem. W mojej pamięci pozostała jako ogromne pomieszczenie. Stały tu na stałe trzy rzędy długich stołów, a po obu stronach ustawiono krzesła. W czasie zebrań gromadziło się tu ponad sto osób. Sala nie była klimatyzowana, więc bywało gorąco – nie tylko z powodu emocji towarzyszących obradom, ale też z powodu wysokich temperatur na zewnątrz. Odbywały się tu wszystkie narady służbowe. Nie zawsze należały do przyjemnych – często dotyczyły trudnych tematów, zwłaszcza transportu węgla ze Śląska na wybrzeże. W tej sali odbywały się spotkania z naczelnikami stacji – na naszym obszarze było ich ponad sto. Na czele każdej stacji stał naczelnik, a narady z nimi organizowano raz na miesiąc. Nie zawsze przebiegały one w miłej atmosferze, ale sala ta zapisała się w moich wspomnieniach nie tylko jako miejsce pracy. Były tu także chwile radości. Odbywały się bale sylwestrowe, koncerty, uroczystości. Pamiętam wspaniały występ artystów z Opery Nova – wówczas budynek opery był jeszcze w stanie surowym, więc artyści chętnie korzystali z zaproszeń. Wśród wykonawców był pan Staśniński. Za tymi drzwiami, tuż obok, artyści przebierali się i przygotowywali do występu. W tej sali organizowaliśmy też spotkania z jubilatami, z pracownikami odchodzącymi na emeryturę czy z okazji Dnia Kobiet. Staraliśmy się, by oprócz surowej dyscypliny pracy panowała tu także serdeczna atmosfera. To miejsce było znane z tego, że słowo dane – przyrzeczenie czy decyzja – zawsze było dotrzymywane. Bydgoscy kolejarze słynęli z rzetelności i porządku. Nie chcę się odwoływać do bardzo odległej historii, ale coś w tym rzeczywiście jest – tak o nas mówiono. Ten sposób pracy mieliśmy we krwi. Ja sam pochodzę z Wielkopolski, więc łatwo było mi się w to wpisać, bo i tam obowiązywały podobne zasady – gdy pracujemy, to robimy to uczciwie. A gdy się bawimy - też uczciwie! - podkreśla dawny dyrektor."
Kolejarze z Bydgoszczy – rzetelność, praca i zabawa
Dyrektor Henryk Szklarski z dumą podkreślał, że bydgoscy kolejarze słynęli z rzetelności i porządku, co było głęboko zakorzenione w ich mentalności, szczególnie wśród tych pochodzących z Wielkopolski. Panowała tu zasada: "gdy pracujemy, to robimy to uczciwie. A gdy się bawimy – też uczciwie!". Ta mieszanka profesjonalizmu i radości życia tworzyła unikalną atmosferę w gmachu Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej, sprawiając, że budynek tętnił życiem zarówno podczas poważnych narad, jak i szampańskich bali.
Przyszłość historycznego gmachu Dyrekcji Pruskiej Kolei Wschodniej w Bydgoszczy, który ma zostać przekształcony w hotel, stanowi symboliczny koniec pewnej epoki i początek nowej. Dziś, gdy dawni pracownicy z nostalgią wspominają swoje lata pracy, mają nadzieję, że nowy rozdział w historii tego miejsca będzie równie owocny i pełen życia. Miejmy nadzieję, że duch rzetelności i serdeczności, który niegdyś unosił się w tych murach, znajdzie swoje odzwierciedlenie w nowej odsłonie obiektu, przyciągając gości z całego świata.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.