Powrót do TVP po latach. Co Dobrosz-Oracz usłyszała od Holeckiej?

2026-01-09 13:13

Justyna Dobrosz-Oracz, po latach nieobecności, wróciła do Telewizji Polskiej, gdzie podczas programu wspomniała kulisy swojego zwolnienia z 2016 roku. Dziennikarka ujawniła szczegóły enigmatycznego odejścia oraz zaskakującą rozmowę z Danutą Holecką. To wydarzenie miało miejsce w styczniu 2026 roku, podczas audycji upamiętniającej 10. rocznicę objęcia funkcji prezesa TVP przez Jacka Kurskiego.

Na pierwszym planie, centralnie, umieszczony jest czarny mikrofon na stojaku, na okrągłej, ciemnoszarej powierzchni biurka. Biurko jest półokrągłe, z lśniącym, białym paskiem biegnącym wzdłuż jego krawędzi. Za biurkiem znajduje się duży, zakrzywiony ekran o ciemnoszarym tle, na którym widoczne są rozmyte, jasne smugi i punkty, rozchodzące się od środka, tworząc wrażenie ruchu. Nad ekranem, pod czarnym sufitem, zawieszone są cztery białe, świecące lampy studyjne z czarnymi osłonami.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Na pierwszym planie, centralnie, umieszczony jest czarny mikrofon na stojaku, na okrągłej, ciemnoszarej powierzchni biurka. Biurko jest półokrągłe, z lśniącym, białym paskiem biegnącym wzdłuż jego krawędzi. Za biurkiem znajduje się duży, zakrzywiony ekran o ciemnoszarym tle, na którym widoczne są rozmyte, jasne smugi i punkty, rozchodzące się od środka, tworząc wrażenie ruchu. Nad ekranem, pod czarnym sufitem, zawieszone są cztery białe, świecące lampy studyjne z czarnymi osłonami.

Zwolnienie z Telewizji Polskiej

Justyna Dobrosz-Oracz opowiedziała o swoim odejściu z Telewizji Polskiej w 2016 roku, tuż po objęciu prezesury przez Jacka Kurskiego. Dziennikarka wskazała, że decyzja o jej zwolnieniu była niejasna, a jej wielokrotne pytania dotyczące konkretnych zarzutów i podstaw tej decyzji pozostały bez odpowiedzi. Dyrektor informował jedynie o nieuchronnym "wietrze zmian" w strukturach stacji, nie precyzując realnych przyczyn rozstania z doświadczoną dziennikarką i jej zespołem.

Dobrosz-Oracz powróciła do TVP po wielu latach nieobecności, występując w programie prowadzonym przez Dorotę Wysocką-Schnepf i Grzegorza Nawrockiego. Podczas emisji w styczniu 2026 roku, gdzie upamiętniano 10. rocznicę objęcia stanowiska prezesa przez Jacka Kurskiego, jej wspomnienia nabrały nowego kontekstu. Jej szczegółowa opowieść rzuciła nowe światło na mechanizmy i atmosferę panującą w mediach publicznych w początkowym okresie tzw. "dobrej zmiany", wzbudzając zainteresowanie widzów.

"Ja słyszałam, że 'wieje wiatr zmian'. To jak mantrę powtarzał dyrektor, który mnie wtedy zwolnił — i nic więcej. Pytałam: 'Dobrze, ale jakie są konkretne zarzuty?'" – wspominała dziennikarka w programie prowadzonym przez Dorotę Wysocką-Schnepf i Grzegorza Nawrockiego.

Rygorystyczne zasady bezstronności

Dziennikarka odniosła się również do wysokich standardów pracy, które obowiązywały w redakcji Telewizji Polskiej przed rokiem 2016. Podkreśliła, że w tamtym okresie szczególną wagę przykładano do zachowania bezstronności oraz rygorystycznej równowagi w prezentowaniu wypowiedzi wszystkich polityków, niezależnie od ich przynależności partyjnej.

Przed nadejściem "dobrej zmiany" redaktorzy z niemal aptekarską sumiennością mierzyli czas wypowiedzi gości politycznych, co dziś może wydawać się wręcz absurdalne. Jeśli politycy z jednej partii otrzymywali 20 sekund czasu antenowego, to przedstawiciele opozycji mieli zagwarantowany identyczny wymiar czasowy, co było fundamentalną zasadą wpajaną dziennikarzom od samego początku ich zawodowej kariery, by zapewnić obiektywność przekazu publicznego.

"To były czasy, które teraz mogą się państwu wydawać wręcz absurdalne. Z aptekarską sumiennością mierzyliśmy nawet czas trwania wypowiedzi polityków. Jeśli PO miała 20 sek., to PiS również miał 20 sek. To było nam wpajane praktycznie od samego początku naszej kariery" - mówiła Dobrosz-Oracz.

Słowa Danuty Holeckiej. Czy zaskoczyły?

Jednym z najbardziej zaskakujących i intrygujących fragmentów wspomnień Justyny Dobrosz-Oracz była jej rozmowa z ówczesną koleżanką z TVP, Danutą Holecką. Dziennikarka relacjonowała, że tuż po otrzymaniu nieoficjalnej informacji o planowanym zwolnieniu, Holecka zasugerowała jej bardzo nietypowe i zaskakujące rozwiązanie zaistniałej sytuacji, budząc niemałe zdziwienie.

Danuta Holecka miała wówczas wprost doradzić Justynie Dobrosz-Oracz, aby niezwłocznie skontaktowała się z Jackiem Kurskim, który pełnił funkcję ówczesnego prezesa Telewizji Polskiej. Ta propozycja wywołała głębokie zdziwienie i wyraźne oburzenie u Justyny Dobrosz-Oracz, która stanowczo odrzuciła ideę "składania hołdu lennego" przed politykiem, twierdząc, że rzetelnie wykonywała swoje obowiązki i nie miała sobie nic do zarzucenia.

"Gdy usłyszałam, że zostanę wyrzucona, podeszła do mnie Danuta Holecka i zapytała: 'Dlaczego nie ratujesz się i nie dzwonisz do Jacka Kurskiego?'" – wspominała Justyna Dobrosz-Oracz.

"Zapytałam: 'Dlaczego mam dzwonić? Co takiego zrobiłam? Rzetelnie wykonywałam swoje obowiązki. Dlaczego miałabym składać hołd lenny przed politykiem?'" - miała odpowiedzieć.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.