Spis treści
Dramat na ulicy Szymonowica
Poniedziałkowy wieczór, 5 stycznia 2026 roku, zapisał się w pamięci mieszkańców Zamościa jako chwile pełne grozy. Około godziny 18:45, dyżurny zamojskiej komendy policji odebrał dramatyczne zgłoszenie o pożarze, który wybuchł w mieszkaniu na parterze bloku przy ulicy Szymonowica. Gęsty dym szybko wypełnił klatkę schodową, odcinając drogę ucieczki niektórym lokatorom i budząc realny strach.
Pierwszy na miejscu pojawił się policyjny patrol, który zastał już część mieszkańców ewakuowanych na zewnątrz, jednak wciąż panowało zamieszanie i niepewność. Widok kłębów dymu wydobywających się z budynku jasno sygnalizował, że sytuacja jest poważna, a funkcjonariusze bez chwili wahania podjęli decyzję o wkroczeniu do środka, by sprawdzić, czy wszyscy są bezpieczni.
Akcja ratunkowa bez wahania
W obliczu zagrożenia sierżant Adam Lubaś i starszy sierżant Aleksandra Czop natychmiast podzielili się rolami, co w takich warunkach jest kluczowe dla skuteczności. Policjantka podjęła odważną próbę przedostania się do płonącego mieszkania na parterze, lecz duszące kłęby dymu skutecznie uniemożliwiły jej sprawdzenie wszystkich pomieszczeń, co pokazywało skalę pożaru.
W tym samym czasie sierżant Lubaś, nie zważając na ryzyko zatrucia, skierował się na wyższe piętra bloku, by osobiście upewnić się, że wszyscy mieszkańcy zdążyli się ewakuować. Tam, na jednej z kondygnacji, odnalazł 77-letnią kobietę, która była uwięziona i potrzebowała natychmiastowej pomocy – liczyła się każda sekunda, a policjant bez zwłoki pomógł seniorce wydostać się na zewnątrz, ratując jej życie.
Heroizm z konsekwencjami
Szczęśliwie, uratowana seniorka nie odniosła żadnych obrażeń i po dramatycznych chwilach nie potrzebowała interwencji medycznej, co było prawdziwym cudem. Niestety, akt heroizmu miał swoją cenę dla wybawcy – sierżant Adam Lubaś po opuszczeniu zadymionego budynku został przewieziony do szpitala z poważnym podejrzeniem podtrucia tlenkiem węgla, gazem śmiertelnie niebezpiecznym.
Na szczęście, po szczegółowych badaniach i obserwacji, policjant mógł opuścić placówkę medyczną i wrócić do domu, co jest ulgą dla całej jednostki. Szybko ustalono również, co było przyczyną tak groźnego zdarzenia: roztargnienie 69-letniego mieszkańca parteru, który, wychodząc na zakupy, zostawił na włączonej kuchence garnek z jedzeniem, uruchamiając lawinę zdarzeń.
Kto zapewnił lokum zastępcze?
Na miejscu pożaru, równolegle z policyjną akcją ratunkową, z niezwykłą sprawnością działali strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Zamościu. Ich priorytetem było ugaszenie ognia i dokładne oddymienie całego budynku, co pozwoliło opanować sytuację. Łącznie z bloku ewakuowano sześć osób, w tym wspomnianą seniorkę, której życie ocalił bohaterski policjant. To przypomina, jak ważne są szybkie i zsynchronizowane działania służb ratunkowych.
Po zakończeniu wszystkich działań ratowniczo-gaśniczych i gruntownym sprawdzeniu budynku, większość lokatorów mogła wrócić do swoich mieszkań, odzyskując choć część spokoju. Tylko 69-latek, sprawca całego zamieszania, którego mieszkanie doszczętnie spłonęło, potrzebował schronienia zastępczego – to dotkliwa lekcja o konsekwencjach nieuwagi, która mogła mieć znacznie tragiczniejszy finał.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.