Spis treści
Karol Nawrocki zmienia układ sił
Zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich w 2025 roku stało się kluczowym momentem dla polskiej sceny politycznej, zwłaszcza po prawej stronie. Jego sukces nie tylko utrwalił nowe podziały, ale także uwidocznił przesuwanie się punktu ciężkości poza struktury Prawa i Sprawiedliwości. Ten transfer ciężaru prawicy jest nowością w krajobrazie politycznym.
Tomasz Sawczuk z Polityki Insight zaznacza, że najbardziej fascynujące zjawiska minionego roku miały miejsce właśnie na prawicy. Kluczowa okazała się zmieniająca się dynamika relacji między PiS a Konfederacją. Jarosław Kaczyński został zmuszony do rewizji swojej tradycyjnej strategii wyborczej.
"Patrząc na miniony rok, muszę przyznać, że najbardziej fascynujące zjawiska rzeczywiście zachodziły po prawej stronie sceny politycznej. Kluczowa okazała się zmieniająca się dynamika relacji między PiS a Konfederacją. Strategia Jarosława Kaczyńskiego przy wyborze kandydata na prezydenta pokazała, że tradycyjne metody budowania większości opartej wyłącznie o PiS uległy wyczerpaniu. Prezes został zmuszony do poszukiwania kandydata zawieszonego między PiS a Konfederacją. Choć ten ruch pozwolił mu ostatecznie wygrać wybory, to zwycięstwo ma swój rewers: Karol Nawrocki, patrząc na jego poglądy, zdaje się być ideowo bliższy formacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena niż macierzystemu ugrupowaniu Kaczyńskiego."
Strategia Jarosława Kaczyńskiego
Prezes Jarosław Kaczyński, pomimo swojej udowodnionej zdolności do trafnego odczytywania warunków politycznych, musiał tym razem wystawić kandydata, którego poglądy nie były w pełni tożsame z linią jego partii. Nie jest to sytuacja całkowicie nowa; podobne przypadki miały miejsce chociażby z Beatą Szydło czy Mateuszem Morawieckim. Ci politycy mieli za zadanie przyciągnąć szersze grono wyborców.
Nowością jest jednak to, że tym razem decydujący punkt ciężkości, umożliwiający zdobycie upragnionej większości, został przesunięty poza Prawo i Sprawiedliwość. Ta zmiana strategiczna wpływa na przyszłą zdolność partii do formowania koalicji i utrzymania władzy. Wyborcy, którzy poparli Nawrockiego, często nie są sympatykami PiS.
"Zdolność do poprawnego odczytania warunków politycznych, w jakich przychodzi działać, to bez wątpienia kluczowa umiejętność dobrego polityka, którą Kaczyński posiada. Fakt, że wystawia on kandydatów o poglądach nie do końca tożsamych z jego własnymi, nie jest nowością – przypomnijmy chociażby casus Beaty Szydło czy Mateusza Morawieckiego. Oboje mieli pełnić rolę twarzy bardziej popularnych, zdolnych do przyciągnięcia wyborców, których sam Kaczyński, obciążony rekordowym w polskiej polityce poziomem nieufności społecznej, nie byłby w stanie do siebie przekonać. Nowością jest jednak to, że tym razem punkt ciężkości, dający upragnioną większość, został przesunięty poza partię."
Niezależność prezydenta Nawrockiego
Dla Prawa i Sprawiedliwości zaistniała sytuacja stwarza istotne zagrożenie. Część prawicowego elektoratu, na której oparto zwycięstwo prezydenckie, znajduje się poza bezpośrednią kontrolą partii. Wielu z tych wyborców jest wrogo nastawionych do PiS, na przykład z powodu polityki rządu w czasach pandemii.
W rezultacie, prezydent Karol Nawrocki może zacząć budować własny, niezależny kapitał polityczny. Jest on postrzegany jako polityk, który skutecznie poszerzył prawicową koalicję, czego sam prezes Kaczyński nie był w stanie już osiągnąć. Ta niezależność daje mu silną pozycję na scenie politycznej, wpływając na przyszłe decyzje.
"Oczywiście, to sytuacja dla partii niebezpieczna, ponieważ część prawicy, na której musiał się oprzeć, znajduje się poza jego kontrolą. Wyborcy ci często bywają wręcz wrodzy wobec PiS, choćby ze względu na politykę rządu w czasach pandemii. W efekcie Nawrocki może zacząć postrzegać funkcję prezydenta jako własny, niezależny kapitał polityczny – jest przecież tym, który poszerzył prawicową koalicję w sposób, w jaki sam Kaczyński już nie potrafił."
Prezydent wszystkich Polaków?
W pierwszych miesiącach swojej prezydentury Karol Nawrocki aktywnie starał się wyjść poza rolę prezydenta związanego wyłącznie z Prawem i Sprawiedliwością. Jego celem było kreowanie wizerunku lidera całej polskiej prawicy, a nawet szerszej grupy obywateli. Prezydent Nawrocki dąży do bycia postrzeganym jako lider wszystkich rozczarowanych obecną władzą.
Nawrocki akcentował aspiracje rozwojowe i modernizacyjne, starając się przyciągnąć wyborców niezidentyfikowanych z twardym elektoratem PiS. Skupiał się na tych, którzy odczuwają, że rząd Donalda Tuska działa zbyt wolno lub nieefektywnie. Była to formuła "antytuskizmu" oparta na potrzebie modernizacji kraju, co rezonowało z częścią społeczeństwa.
"Wydaje się, że Nawrocki dąży do bycia kimś więcej niż tylko głosem prawicy – chce być postrzegany jako prezydent wszystkich rozczarowanych obecną władzą. Na początku swojej drogi akcentował aspiracje rozwojowe i modernizacyjne, starając się złowić tych wyborców, którzy niekoniecznie identyfikują się z twardą tożsamością PiS, ale czują, że rząd Donalda Tuska działa zbyt wolno lub nieefektywnie. To formuła „antytuskizmu” opartego na emocji modernizacyjnej."
Nowa prawica i Grzegorz Braun
Polska prawica stoi w obliczu trwałej utraty monopolu przez Prawo i Sprawiedliwość, co budzi pytania o przyszłą jedność tego obozu. Formuła łącząca solidaryzm społeczny z miękkim nacjonalizmem, na której PiS opierało swoją władzę przez osiem lat, definitywnie się wyczerpała. Jesteśmy świadkami narodzin nowej prawicy, co wpisuje się w szersze, globalne trendy polityczne, jak powrót Donalda Trumpa.
Proces ten rodzi poczucie chaosu, w którym polskie siły polityczne dopiero poszukują skutecznych odpowiedzi na nowe wyzwania. Liderzy prawicy wyciągnęli wnioski z lekcji o szkodliwości rozbicia z lat 90. Problemem staje się jednak pojawienie się Grzegorza Brauna jako "aktora irracjonalnego" na scenie politycznej, który zmienia dotychczasowe zasady gry.
"To jedno z najważniejszych pytań, jakie postawimy sobie w 2026 r. Moim zdaniem, pewna formuła, łącząca solidaryzm społeczny z miękkim nacjonalizmem, na której PiS opierał swoją władzę przez osiem lat, definitywnie się wyczerpała. Jesteśmy w procesie narodzin nowej prawicy, co wpisuje się w szerszy, globalny trend, wzmocniony chociażby powrotem Donalda Trumpa do władzy. To rodzi poczucie chaosu, w którym polskie siły polityczne dopiero szukają skutecznych odpowiedzi. Nie spodziewałbym się jednak prostego powrotu do lat 90., ponieważ lekcja o szkodliwości rozbicia została przez liderów dobrze odrobiona. Problemem staje się jednak pojawienie się Grzegorza Brauna jako aktora irracjonalnego."
Irracjonalizm w polityce: zyski czy straty?
Grzegorz Braun, testując granice akceptowalnych zachowań w systemie politycznym, zdaje się "iść po bandzie". Jego działania, choć uznawane za irracjonalne, mogą paradoksalnie przynosić korzyści polityczne w coraz bardziej emocjonalnych czasach. To utrudnia tradycyjnym partiom, w tym samej Konfederacji, jakąkolwiek współpracę z tak nieprzewidywalnym partnerem politycznym.
Konfederacja, pierwotnie koalicja różnych środowisk, musiała nauczyć się kompromisu i akceptacji pewnych ograniczeń. Ktoś, kto jak Braun nie patrzy na bilans zysków i strat, staje się dla niej obciążeniem. Optymalnym scenariuszem dla prawicy na wybory w 2027 roku byłoby wystawienie maksymalnie dwóch list, aby uniknąć rozdrobnienia głosów.
"O ile Konfederacja powstała z chłodnej kalkulacji, że tylko zjednoczenie środowisk radykalnych daje szansę na przekroczenie progu, o tyle Braun zdaje się „iść po bandzie”, testując, na ile system polityczny jest w stanie znieść zachowania dotąd nieakceptowalne. W dzisiejszych czasach, coraz bardziej emocjonalnych, taki irracjonalizm paradoksalnie może przynosić korzyści polityczne, co utrudnia tradycyjnym partiom, w tym samej Konfederacji, jakąkolwiek współpracę z takim partnerem."
"Właśnie tak. Konfederacja, będąc de facto koalicją różnych ruchów, musiała nauczyć się sztuki kompromisu, co wiąże się z uznaniem pewnych ograniczeń. Ktoś, kto jak Braun nie patrzy na bilans zysków i strat, tylko biegnie przed siebie, staje się dla nich nieprzewidywalnym obciążeniem. Dla prawicy optymalnym modelem na wybory w 2027 r. byłoby wystawienie nie więcej niż dwóch list. Jeśli głosy rozbiją się między PiS, Konfederację i partię Brauna, prawica może nie uzyskać większości, a nawet jeśli ją zdobędzie, koalicja z Braunem byłaby dla Kaczyńskiego koszmarem gorszym niż niegdyś rządy z Samoobroną i LPR."
Wybory 2027: co zdecyduje?
Wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości trwa intensywna walka o kształt partii, zderzają się frakcje Mateusza Morawieckiego, dążące do powrotu do centrum, z grupą zwolenników radykalizacji. Ci drudzy, w obliczu rosnącej siły Grzegorza Brauna, przekonują, że PiS musi licytować się na radykalizm, aby nie stracić twardego elektoratu. Ten głęboki konflikt ideowy w obozie prawicy stanowi prezent dla obecnej koalicji rządzącej.
Pozwala to Donaldowi Tuskowi i jego partnerom pozycjonować się jako symbol stabilności i przewidywalności w obecnych, niespokojnych czasach. Jeśli do 2026 roku rząd zdoła wykazać się sukcesami gospodarczymi oraz sprawnym zarządzaniem państwem, może odzyskać energię polityczną. Prezydent Nawrocki może z czasem tracić na świeżości, a jego weta mogą spowszednieć, co pozbawi prawicę jej obecnego "parasola ochronnego".
"Wewnątrz PiS-u trwa walka o duszę partii. Z jednej strony mamy frakcję Mateusza Morawieckiego, dążącą do odzyskania zdolności koalicyjnej z partiami umiarkowanymi. Z drugiej strony są tzw. „maślarze” oraz środowisko ziobrystów, którzy przekonują, że w obliczu rosnącej siły Brauna PiS musi licytować się na radykalizm, by nie stracić twardego elektoratu. Ten głęboki konflikt ideowy w obozie rywali jest prezentem dla koalicji rządzącej. Pozwala on Donaldowi Tuskowi i jego partnerom pozycjonować się jako oaza stabilności i przewidywalności w tych niespokojnych czasach. Jeśli do 2026 r. rząd zdoła wykazać się sukcesami gospodarczymi, realnymi inwestycjami z KPO i sprawnym zarządzaniem państwem, może odzyskać energię polityczną. Co więcej, prezydent Nawrocki z czasem może zacząć tracić na świeżości – jego kolejne weta mogą spowszednieć, a popularność zacząć topnieć, co pozbawi prawicę jej obecnego „parasola ochronnego”. Wynik wyborów w 2027 roku pozostaje zatem sprawą całkowicie otwartą."
Przyszłość polskiej sceny politycznej
Tuż po wyborach prezydenckich w 2025 roku dominowało przekonanie, że prawica pewnym krokiem zmierza po władzę w 2027 roku. Jednak obecna sytuacja, charakteryzująca się obecnością trzech konkurencyjnych podmiotów na prawicy, jak również wewnętrznymi pęknięciami w samym PiS, podważa tę pewność. Dalsze losy polskiej sceny politycznej zależą dziś od wewnętrznych sporów w obozie prawicowym.
Wewnętrzne konflikty i rywalizacja po prawej stronie otwierają przestrzeń dla rządu Donalda Tuska. Tomasz Sawczuk podkreśla, że wynik wyborów w 2027 roku pozostaje sprawą całkowicie otwartą, a rozwój wydarzeń w prawicowym obozie będzie miał decydujące znaczenie dla przyszłości polskiej polityki.
"Zdecydowanie tak. Tuż po wyborach prezydenckich dominowało przekonanie, że prawica pewnym krokiem zmierza po władzę w 2027 r. Jednak obecność trzech konkurencyjnych podmiotów na prawicy oraz wewnętrzne pęknięcia w samym PiS sprawiają, że ta pewność znika."
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.