Spis treści
Początek rybnickiej „afery kubeczkowej”
Podczas ostatniej przedświątecznej sesji rady miasta w Rybniku, radni otrzymali bożonarodzeniowe upominki. Wśród nich znalazł się porcelanowy kubek, na którym widniał wizerunek charakterystycznej bazyliki św. Antoniego. Początkowa radość radnego Prawa i Sprawiedliwości Andrzeja Sączka szybko przerodziła się w oburzenie. Po sprawdzeniu spodu naczynia, radny odkrył, że kubek został wyprodukowany w Niemczech.
To odkrycie dało początek szeroko komentowanej w mediach społecznościowych „aferze kubeczkowej”. Radny Sączek nie krył irytacji, podkreślając, że miasto powinno wspierać lokalnych przedsiębiorców i producentów. Sprawa szybko zyskała rozgłos, angażując mieszkańców i wywołując dyskusję na temat miejskich zakupów i patriotyzmu gospodarczego.
Reakcja władz miasta i radnego
Na oburzenie radnego Andrzeja Sączka zareagował sekretarz miasta Rybnik, Robert Cebula. Przedstawił on wyjaśnienia dotyczące procedur zakupowych stosowanych przez miasto od wielu lat. Zgodnie z jego oświadczeniem, kluczowym kryterium wyboru wykonawcy miejskich gadżetów jest zawsze cena oferowanego produktu.
Mimo tych wyjaśnień, radny Sączek nie uznał sprawy za zakończoną. Zwrócił się z prośbą o udostępnienie pełnej dokumentacji przetargowej dotyczącej zakupu kubków. Wyraził przy tym nadzieję, że całe postępowanie było prowadzone zgodnie z zasadami „efektywnego i uczciwego wydatkowania środków publicznych oraz zapewnienia równego dostępu do rynku i uczciwej konkurencji”.
Krytyka internautów i osobiste wybory
Do dyskusji w internecie szybko włączyli się użytkownicy mediów społecznościowych. Zauważyli oni pewną niekonsekwencję w postawie radnego Andrzeja Sączka. Internauci wytknęli mu, że choć oburza go niemieckie pochodzenie kubka, to prywatnie sam porusza się niemieckim samochodem – volkswagenem golfem.
Ta uwaga wywołała kolejną falę komentarzy i skłoniła radnego do krótkiej odpowiedzi, próbującej uciąć dalszą dyskusję. Stwierdził on wówczas, że "Nie mój samochód". Publiczne wytykanie osobistych wyborów radnego nasiliło debatę wokół sprawy, zmieniając jej charakter z dyskusji o miejskich zamówieniach na szerszą debatę społeczną.
Co skłoniło radnego do refleksji?
Wydaje się, że intensywna dyskusja w sieci oraz argumenty przedstawione przez internautów skłoniły radnego Sączka do ponownego przemyślenia całej sytuacji. Po pewnym czasie na jego prywatnym profilu w serwisie Facebook pojawił się wymowny wpis. Do wpisu dołączono zdjęcie czerwonego, świątecznego kubka z wizerunkiem rybnickiej bazyliki.
Ten publiczny gest sugerował zmianę perspektywy lub próbę uspokojenia nastrojów. Mimo początkowego oburzenia, radny postanowił celebrować poranną kawę właśnie w tym konkretnym naczyniu. Wpis zyskał szeroki odzew, symbolizując zakończenie „afery kubeczkowej” w Rybniku.
"Po krótkim spacerku, kawusia w świątecznym rybnickim kubeczku i w drogę" - napisał Andrzej Sączek.
Duże zainteresowanie świątecznymi kubkami
Niezależnie od całej „afery kubeczkowej”, mieszkańcy Rybnika wykazali duże zainteresowanie świątecznymi kubkami. Gadżety, dostępne w cenie 20 złotych za sztukę, rozeszły się w bardzo krótkim czasie. Z 300 sztuk dostępnych na jarmarku bożonarodzeniowym sprzedano wszystkie, podobnie jak 200 sztuk na festiwalu grzańca.
Dodatkowo, 700 kubków zostało rozdanych w ramach różnych konkursów oraz jako oficjalne miejskie upominki. Łącznie do mieszkańców trafiło 1200 świątecznych kubków. To właśnie z puli upominków pochodził egzemplarz, który zapoczątkował całe zamieszanie wokół jego niemieckiego pochodzenia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.