Spis treści
Sąd Najwyższy torpeduje prawo unijne
Kolejne starcie na linii Warszawa–Bruksela staje się faktem, a jego epicentrum znów lokuje się w Sądzie Najwyższym. Tym razem dwie połączone Izby – Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych – podjęły uchwałę, która bezceremonialnie uderza w fundamenty członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Jej główna, zapalna teza jednoznacznie wskazuje, że Polska nie upoważniła unijnych trybunałów do dyktowania zasad funkcjonowania polskich sądów czy zatwierdzania krajowych przepisów w tym obszarze.
Ta kontrowersyjna uchwała Sądu Najwyższego nie jest jedynie prawną interpretacją; to de facto otwarte zakwestionowanie zasady pierwszeństwa prawa unijnego, co stawia ją wprost w opozycji do traktatów. Co więcej, jej rodowód również budzi poważne wątpliwości, gdyż została przyjęta przez sędziów powołanych do SN po 2018 roku, w procedurze z udziałem upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa, której status jest konsekwentnie kwestionowany zarówno w kraju, jak i na europejskich salonach. Cała sytuacja przypomina burze sprzed lat, gdy podobne decyzje prowadziły do eskalacji konfliktu.
"Polska nie dała europejskim sądom ani instytucjom Unii Europejskiej prawa do ustalania zasad dotyczących działania polskich sądów czy zatwierdzania polskich przepisów w tym zakresie."
Waldemar Żurek grzmi
Reakcja na tę prawną woltyżerkę była natychmiastowa i stanowcza, a na czele krytyków stanął minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. W rozmowie z Onetem nie owijał w bawełnę, określając działanie Sądu Najwyższego mianem „zamachu na praworządność”, co jedynie podgrzało atmosferę wokół już i tak napiętego sporu. Jego słowa jasno wskazują, że rządzący nie zamierzają tolerować decyzji podważających unijne zobowiązania, a cała sytuacja jest postrzegana jako frontalny atak na ustabilizowany ład prawny.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, pełniący również funkcję Prokuratora Generalnego, nie pozostawił złudzeń co do kierunku, w jakim zmierza ta konfrontacja. Podkreślił, że tego typu działania bezpośrednio torpedują członkostwo Polski w Unii Europejskiej, stawiając naród przed wyborem. Jego wypowiedzi, pełne ostrych sformułowań, jasno wskazują, że w obliczu tak drastycznych kroków, państwo ma swoje mechanizmy obrony, a reakcja na to „antyunijne” posunięcie będzie adekwatna i bezkompromisowa.
"Oczywiste jest, że nie zamierzam uznawać niczego, co powstało dziś w izbach niebędących sądem w budynku SN. Tym bardziej że powstało to przy udziale osób, które wzięły udział w zamachu na praworządność."
"Jeśli nie podoba się im prawo unijne i nie podoba im się w Unii, niech wnioskują, by z niej wystąpić. Ale o tym decyduje naród, a nie grupa osób zasiadających w SN."
Jakie konsekwencje czekają sędziów?
W obliczu tak ostrych słów i deklaracji, naturalnie rodzi się pytanie o to, jakie faktyczne konsekwencje dla sędziów mogą wyniknąć z tej kontrowersyjnej uchwały Sądu Najwyższego. Waldemar Żurek, choć nie zdradził konkretów, jasno zasugerował, że autorów decyzji mogą spotkać dotkliwe sankcje ze strony państwa, co wprowadza element niepewności i napięcia w środowisku sędziowskim. Jest to groźba, która, choć enigmatyczna, rezonuje z wcześniejszymi próbami dyscyplinowania sędziów, które spotykały się z krytyką zarówno w kraju, jak i za granicą.
Choć minister sprawiedliwości unikał precyzowania natury owych konsekwencji, jego słowa: „Wolę działać, niż mówić”, brzmią niczym zapowiedź konkretnych kroków, które mają zostać podjęte. Takie stanowcze postawienie sprawy nie tylko ma być przestrogą, ale również stanowi sygnał, że państwo nie zamierza biernie przyglądać się podważaniu fundamentów ustroju i relacji z Unią Europejską. To bezprecedensowa sytuacja, która może trwale zmienić krajobraz polskiego sądownictwa i relacje z europejskimi partnerami.
"Państwo ma pełne prawo takie konsekwencje wyciągnąć. A ja jako prokurator generalny to państwo na tym odcinku reprezentuję. Jakie to mogą być konsekwencje, tego precyzować nie będę. Wolę działać, niż mówić."
Sędziowie SN bojkotują posiedzenie
Co ciekawe, sprzeciw wobec decyzji dwóch izb Sądu Najwyższego, która podważa prymat prawa unijnego, płynie również z wnętrza samego wymiaru sprawiedliwości. Legalni sędziowie Izby Pracy, w tym profesor Piotr Prusinowski, odmówili udziału w posiedzeniu, uznając je za nielegalne. Ten symboliczny bojkot jest jasnym sygnałem, że nawet w łonie Sądu Najwyższego istnieje głęboki podział i opór wobec działań, które interpretowane są jako niepraworządne. To kolejny dowód na trwający od lat wewnętrzny konflikt w polskim sądownictwie.
Profesor Prusinowski w dosadnych i pełnych ironii słowach skomentował całą sytuację, przedstawiając ją jako instruktaż „jak nie powinien wyglądać Sąd Najwyższy”. Jego krytyka nie dotyczy jedynie treści uchwały, ale przede wszystkim wadliwego statusu sędziów, którzy ją podjęli, a których powołanie od dawna budziło kontrowersje. To gorzka refleksja nad stanem wymiaru sprawiedliwości, gdzie legitymacja sędziów jest kwestionowana nawet przez ich własnych, uznanych kolegów, co stanowi fundamentalny problem dla stabilności systemu prawnego.
"Jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z instruktażem: 'jak nie powinien wyglądać Sąd Najwyższy', to powinien obejrzeć transmisję z tych obrad. Osoby, które mają wadliwy status sędziego, uniemożliwiający im utworzenie sądu, których nikt w Europie, jak również gremialnie w polskich sądach i uniwersytetach, nie uznaje za sąd, właśnie 'orzekli', że są Sądem Najwyższym i nikt nie może twierdzić, że nim nie są. Brawo."
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.