Spis treści
Gocław tonie w śmieciach sąsiada
Od lat lokatorzy bloku przy ulicy Bora-Komorowskiego 10 na Gocławiu zmagają się z problemem, który z pozoru wydawał się marginalny, a dziś urósł do rangi prawdziwej plagi. Jeden z mieszkańców systematycznie gromadzi w swoim lokum niewyobrażalne ilości śmieci, zamieniając je w prywatne wysypisko, które sukcesywnie odbiera spokój sąsiadom. To historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz do dramatu społecznego, a jednocześnie jest bolesną rzeczywistością dla kilkudziesięciu rodzin żyjących w sąsiedztwie.
Uporczywy problem z sąsiadem zbieraczem narastał przez ostatnie sześć, siedem lat, a jego początki zbiegły się ze zmianami w osobowości emerytowanego policjanta, który stał się coraz bardziej agresywny i hermetyczny. Z biegiem czasu mieszkanie zaczęło pękać w szwach od gromadzonych przedmiotów i odpadków, a z każdym kolejnym rokiem sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Latem mieszkańców terroryzowały nieznośne fetory i inwazja robactwa, co skutecznie utrudniało normalne funkcjonowanie i spędzało sen z powiek.
„To się zaczęło jakieś 6-7 lat temu. Ten pan jest emerytowanym policjantem. Zaczęły się zmiany osobowości, stał się agresywny. Zaczął znosić do swojego mieszkania przedmioty i gromadzić w nim śmieci” – mówi nam Łukasz Siczek, którego mama mieszka dwa piętra niżej.
Zalanie bloku to tylko początek kłopotów?
Punktem kulminacyjnym tej niecodziennej sagi okazało się niedawne zalanie, które wstrząsnęło mieszkańcami i unaoczniło skalę zagrożenia. W nocy ze środy na czwartek z zagraconego po sufit mieszkania zaczęła strumieniami lać się woda, błyskawicznie zalewając niżej położone lokale i te zlokalizowane w najbliższym sąsiedztwie. Ten incydent jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo strach przed tym, co jeszcze może się wydarzyć, jest wszechobecny wśród lokatorów.
Obawy mieszkańców są jak najbardziej uzasadnione, bo co, jeśli kolejnym tragicznym scenariuszem będzie pożar lub eksplozja gazu? Brak aktualnych przeglądów instalacji elektrycznej czy gazowej, spowodowany notorycznym odmawianiem wpuszczenia kogokolwiek do środka przez pana Bogdana, sprawia, że wisi nad nimi realne widmo katastrofy. Lokatorzy czują się bezsilni wobec zagrożenia, które narasta tuż za ścianą, a każdy dzień to potencjalnie nowa, nieprzewidywalna tragedia.
„Teraz pękła rura, a co jeśli te śmieci się zapalą, albo wybuchnie gaz? Pan Bogdan od lat nie wpuszcza nikogo do środka, więc nie ma aktualnych przeglądów instalacji elektrycznej czy gazowej” – słyszymy od mieszkańców.
Dlaczego nikt nie pomógł zbieraczowi?
Jak się okazuje, problem jest znacznie bardziej złożony niż tylko nieuporządkowane mieszkanie – pan Bogdan, który jest głównym bohaterem tej niechlubnej historii, wymaga profesjonalnej opieki i wsparcia. Paradoksalnie, nawet w mroźne dni, mężczyzna nocuje w samochodzie, a jego dzieci, mimo znajomości sytuacji, zdają się nie interesować losem własnego ojca. To wszystko sprawia, że dramat sąsiadów zbieracza jest jeszcze bardziej dotkliwy, bo człowiek potrzebujący pomocy pozostaje osamotniony.
Sytuacja na Gocławiu nie jest niestety odosobnionym przypadkiem, co tylko podkreśla problem systemowy w Polsce. W 2018 roku „Super Express” opisywał niemal identyczny przypadek, który miał miejsce na sąsiedniej ulicy Rechniewskiego, zarządzanej przez tę samą spółdzielnię. Wówczas interwencja sądowa okazała się skuteczna, a zaśmiecone mieszkanie zostało uprzątnięte przez zewnętrzną firmę, co budzi nadzieję, że i tym razem uda się znaleźć rozwiązanie.
„Ten człowiek wymaga opieki. On śpi w samochodzie, nawet teraz, przy tych mrozach. Jego dzieci akceptują taki stan rzeczy, nie interesują się nim” – dodaje pan Siczek.
Spółdzielnia Gocław bezsilna?
Reprezentujący mieszkańców Łukasz Siczek, podczas poniedziałkowego spotkania z prezesem spółdzielni, nie krył emocji i oskarżeń, zarzucając administracji wieloletnią bierność. „Przez tyle lat nie zrobiliście nic, dopiero teraz się za to wzięliście, jak doszło do dramatu!” – grzmiał, wyrażając frustrację i rozczarowanie postawą zarządzających osiedlem. Ta wymiana zdań doskonale odzwierciedla napięcie i bezsilność, jakie narosły wokół tego uciążliwego problemu.
Krzysztof Sieczyński, zastępca prezesa zarządu spółdzielni Gocław-Lotnisko, bronił się, tłumacząc, że zalanie było pierwszym tak „ekstremalnym zdarzeniem”, a administracja od lat zawiadamiała odpowiednie instytucje. Zaznaczył również, że mają „związane ręce” ze względu na własnościowy charakter mieszkania, co ogranicza ich możliwości działania. Spółdzielnia deklaruje, że próbuje rozwiązać sprawę polubownie, co budzi pytania o skuteczność takiego podejścia w obliczu tak poważnych zagrożeń.
„Zalanie to pierwsze tak ekstremalne zdarzenie. Od lat zawiadamiamy o sytuacji odpowiednie instytucje. Mamy związane ręce, bo to mieszkanie własnościowe. Idziemy na razie drogą polubowną. Uzyskaliśmy pozwolenie od pana A., że wpuści nas w poniedziałek” – tłumaczył Krzysztof Sieczyński, zastępca prezesa zarządu spółdzielni Gocław-Lotnisko.
Czy akcja sprzątania dojdzie do skutku?
Mimo początkowych obietnic i uzyskanej zgody na wejście do mieszkania pana Bogdana w poniedziałek, właściciel w ostatniej chwili wycofał swoje pozwolenie, co pokrzyżowało plany spółdzielni. Taka zmienność nastrojów i decyzji zbieracza dodatkowo komplikuje i tak już trudną sytuację, wydłużając agonię mieszkańców. Spółdzielnia zmuszona jest ustalać nowy termin wejścia, co tylko podsyca frustrację lokatorów.
Niemniej jednak, spółdzielnia zapewnia, że jest w pełni przygotowana do interwencji, z ekipami i materiałami czekającymi w gotowości. Krzysztof Sieczyński obiecuje, że gdy tylko mieszkanie zostanie udostępnione, „na koszt spółdzielni wywieziemy z niego wszystkie śmieci, wykonamy dezynfekcję i dezynsekcję, a następnie zrobimy przeglądy instalacji elektrycznej, gazowej i wentylacji”. Po zakończeniu prac, sytuacja ma być monitorowana, a spółdzielnia utrzymuje kontakt z opieką społeczną, co daje mieszkańcom choć cień nadziei na normalność.
„Mieliśmy tam wejść, jednak właściciel wycofał zgodę i ustalamy z nim nowy termin. Mamy przygotowane ekipy i materiały. Jak tylko mieszkanie zostanie nam udostępnione, na koszt spółdzielni wywieziemy z niego wszystkie śmieci, wykonamy dezynfekcję i dezynsekcję, a następnie zrobimy przeglądy instalacji elektrycznej, gazowej i wentylacji. Potem będziemy monitorować sytuację, bo nic innego nie możemy zrobić. Jesteśmy też w kontakcie z opieką społeczną” – zapewnia Sieczyński.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.