Schronisko Happy Dog Sobolew. Jak przebiegło zamknięcie placówki?

2026-01-25 18:20

Schronisko dla psów „Happy Dog” w Sobolewie, o którym mieszkańcy alarmowali od dawna z powodu ekstremalnie trudnych warunków, zostało ostatecznie zamknięte 24 stycznia. Mimo zarzutów znęcania się nad zwierzętami, prawomocny wyrok wciąż nie zapadł, co tylko podgrzewało emocje wokół placówki. Niedziela przyniosła wieści o zabraniu aż 146 psów, jednak nie obyło się bez gorących protestów i kontrowersyjnych działań na miejscu.

Drewniane, uchylone drzwi w brązowym kolorze znajdują się po lewej stronie kadru. Górna część drzwi jest jaśniejsza, oświetlona smugą światła, która podkreśla ich słoje, natomiast dół pozostaje w cieniu. Na wysokości klatki piersiowej na drzwiach widnieje zardzewiała zasuwa z dwoma złotymi, błyszczącymi kłódkami, z których jedna rzuca cień. Za drzwiami rozciąga się ciemny korytarz z białymi ścianami, a w jego dali widać smugę jasnego światła, która oświetla fragment podłogi.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Drewniane, uchylone drzwi w brązowym kolorze znajdują się po lewej stronie kadru. Górna część drzwi jest jaśniejsza, oświetlona smugą światła, która podkreśla ich słoje, natomiast dół pozostaje w cieniu. Na wysokości klatki piersiowej na drzwiach widnieje zardzewiała zasuwa z dwoma złotymi, błyszczącymi kłódkami, z których jedna rzuca cień. Za drzwiami rozciąga się ciemny korytarz z białymi ścianami, a w jego dali widać smugę jasnego światła, która oświetla fragment podłogi.

Koniec koszmaru w Sobolewie

Długo wyczekiwane zamknięcie schroniska dla psów „Happy Dog” w Sobolewie, które od lat było na ustach obrońców praw zwierząt, ostatecznie nastąpiło 24 stycznia. Ostatni dzień działalności placówki przypominał raczej pole bitwy niż spokojny finał, a towarzyszyły mu **liczne kontrowersje i spontaniczny protest** mieszkańców oraz aktywistów. Ludzie, zdesperowani losem czworonogów, nie zamierzali biernie obserwować dalszych wydarzeń, co doprowadziło do eskalacji emocji wokół cierpienia zwierząt.

Sceny, jakie rozegrały się na terenie schroniska „Happy Dog” w Sobolewie, były wstrząsające dla wielu świadków. Zgromadzeni tłumnie obrońcy zwierząt, widząc otwierającą się szansę na ratunek, **przerwali ogrodzenie i ruszyli w kierunku przetrzymywanych psów**. Te improwizowane „adopcje”, przeprowadzone bez jakichkolwiek formalnych procedur, natychmiast wywołały falę pytań i obaw o przyszłość zabranych zwierząt, które często wymagały specjalistycznej opieki po latach zaniedbań i potwornych warunków.

„Nie wińcie ich, nie atakujcie. Nie było Was tam, nikt nie mógł przewidzieć i przygotować się na to, co się wydarzy. Ci ludzie, zwykli, normalni, przyjechali tam by protestować. W momencie gdy ogłosiliśmy, że schronisko raz na zawsze zamyka się, to nie była euforia, to była chęć ratunku. Pierwszy raz te biedne zwierzęta były na wyciągnięcie ręki, pierwszy raz każdy mógł wejść, przejść bramę, przeskoczyć płot i zobaczyć cierpienie. Nikt nie był w stanie zapanować nad tłumem, ale to tłum ludzi, którzy kochają zwierzęta” - napisał na swoim profilu facebookowym parlamentarzysta Łukasz Litewka.

Kto bronił protestujących?

W obronie osób, które podjęły tak drastyczne kroki, aby uwolnić zwierzęta ze schroniska w Sobolewie, stanął poseł Łukasz Litewka, aktywnie obecny na miejscu wydarzeń w feralną sobotę. Jego słowa rzuciły nowe światło na **motywy działania zgromadzonego tłumu**, podkreślając desperację i głęboką miłość do zwierząt, która popchnęła ich do czynów poza standardowymi procedurami. Parlamentarzysta wyraźnie zaznaczył, że spontaniczność zdarzeń uniemożliwiła jakąkolwiek zorganizowaną akcję.

Litewka, opisując wstrząsający obraz, jaki ukazał się oczom protestujących, nie szczędził mocnych słów na temat warunków panujących w „Happy Dog”. W środku placówki znaleziono rzeczy mrożące krew w żyłach: **maszynkę do mielenia mięsa oraz pałki do bicia zwierząt, na których widoczna była krew**. Dodatkowo, zwierzęta miały cierpieć z powodu „guzów, ran i rop”, co potwierdzało wcześniejsze alarmy o okrutnym traktowaniu podopiecznych.

Co z pozostałymi zwierzętami?

Po chaotycznych scenach „adopcji” i intensywnych protestach, los **pozostałych 146 psów z Sobolewa** został wreszcie rozstrzygnięty. Wszystkie te zwierzęta, które nie zostały zabrane przez wzburzony tłum, trafiły do schroniska w Wojtyszkach, co stanowiło promyk nadziei na lepsze jutro. Ta decyzja, podjęta po wielu tygodniach i miesiącach dramatycznych apeli, kończy jeden rozdział, ale jednocześnie otwiera kolejny – rozdział długiej i wymagającej rehabilitacji.

Tragiczne wydarzenia w schronisku w Sobolewie po raz kolejny uwypukliły **problemy systemowe w ochronie praw zwierząt** w Polsce. Choć zarzuty znęcania się nad zwierzętami zostały postawione, brak prawomocnego wyroku przez tak długi czas budzi pytania o skuteczność mechanizmów kontroli i egzekwowania prawa. Sprawa „Happy Dog” powinna stać się przestrogą i bodźcem do zmian, aby cierpienie zwierząt nigdy więcej nie pozostało bez szybkiej i zdecydowanej reakcji.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.