Schronisko w Sobolewie zamknięte. Co ujawniono na jego terenie?

2026-01-26 16:13

Schronisko „Happy Dog” w Sobolewie zostało natychmiastowo zamknięte decyzją Powiatowego Lekarza Weterynarii. Ostatni dzień działalności placówki naznaczyły protesty i interwencje obrońców praw zwierząt. Pojawiły się doniesienia o fatalnym stanie zwierząt oraz przedmiotach znalezionych na terenie obiektu, wskazujących na możliwe okrucieństwo. W sprawie głos zabrali politycy i aktywiści.

Drewniane, uchylone drzwi, utrzymane w ciemnych, szarych i brązowych odcieniach, dominują prawą stronę kadru. Na ich wewnętrznej stronie, mniej więcej w połowie wysokości, zamontowana jest klamka z metalowym uchwytem oraz zamek z zawieszoną metalową kłódką. Przez uchylone drzwi wpada ukośne światło, tworząc jaśniejszą smugę na podłodze i fragmentach ścian we wnętrzu, które poza tym pozostaje w półmroku.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Drewniane, uchylone drzwi, utrzymane w ciemnych, szarych i brązowych odcieniach, dominują prawą stronę kadru. Na ich wewnętrznej stronie, mniej więcej w połowie wysokości, zamontowana jest klamka z metalowym uchwytem oraz zamek z zawieszoną metalową kłódką. Przez uchylone drzwi wpada ukośne światło, tworząc jaśniejszą smugę na podłodze i fragmentach ścian we wnętrzu, które poza tym pozostaje w półmroku.

Protest w Sobolewie

W sobotę, 24 stycznia, obrońcy praw zwierząt zgromadzili się przed urzędem gminy w Sobolewie. Domagali się natychmiastowej poprawy warunków życia psów przebywających w schronisku „Happy Dog”, z którym gmina miała podpisaną umowę. Następnie protest przeniósł się bezpośrednio pod bramy placówki, gdzie sytuacja eskalowała. Tłum spontanicznie przerwał ogrodzenie obiektu, aby uwolnić zwierzęta uwięzione na mrozie. Wydarzenia te wywołały pytania dotyczące bezpieczeństwa adopcji przeprowadzonych bez standardowych procedur i ich potencjalnych konsekwencji.

Na miejscu obecny był poseł Łukasz Litewka, który stanął w obronie uczestników protestu. W swoich mediach społecznościowych podkreślił, że nikt nie mógł przewidzieć ani przygotować się na rozwój wydarzeń. Dodał, że ludzie przyjechali protestować, a nie zabierać psy. Poseł zaznaczył, że nie była to euforia, lecz podyktowana chęcią ratunku, ponieważ zwierzęta po raz pierwszy były na wyciągnięcie ręki.

„Nie wińcie ich, nie atakujcie. Nie było Was tam, nikt nie mógł przewidzieć i przygotować się na to, co się wydarzy” – napisał w mediach społecznościowych poseł Litewka.

„To nie była euforia, to była chęć ratunku. Pierwszy raz te biedne zwierzęta były na wyciągnięcie ręki” – dodał poseł.

Co znaleziono w schronisku?

Poseł Litewka przedstawił publicznie informacje dotyczące przedmiotów, które miały znajdować się na terenie schroniska „Happy Dog”. Wśród nich wymienił maszynkę do mielenia mięsa, a także pałki do bicia zwierząt, na których widoczna była krew. Dodatkowo, opisał stan psów jako posiadających guzy, rany i ropnie, co wzbudziło ogromne oburzenie społeczne. Jego relacja znacząco zaostrzyła nastroje wokół sprawy schroniska.

Wcześniejsze doniesienia i kontrole wskazywały na liczne uchybienia w placówce. Schronisko było już wcześniej przedmiotem interwencji i zaleceń ze strony odpowiednich organów. Słowa posła potwierdziły obawy wielu aktywistów i obrońców praw zwierząt, którzy od dłuższego czasu alarmowali o złych warunkach panujących w „Happy Dog”.

Reakcja premiera i MSWiA

Decyzję o natychmiastowym zamknięciu schroniska „Happy Dog” przekazał publicznie premier Donald Tusk. Zapewnił, że nie będzie żadnej taryfy ulgowej dla osób, które skazują zwierzęta na cierpienie. Szef rządu podkreślił, że jest to kolejny dowód na brak odpowiedzialności w traktowaniu zwierząt. Schronisko zostało formalnie zamknięte przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, co świadczy o skali problemu i oficjalnej interwencji.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji potwierdziło, że właściciel obiektu otrzymał decyzję o natychmiastowym zamknięciu placówki oraz zakazie prowadzenia jakichkolwiek schronisk w przyszłości. Głównym powodem podjęcia tak drastycznych kroków było niestosowanie się do wcześniejszych zaleceń kontrolnych. W azylu przebywało około 180 psów oraz kilka kotów, które wymagały pilnej relokacji. Kontrole te były częścią ogólnopolskiej akcji mającej na celu sprawdzenie warunków bytowych zwierząt w schroniskach podczas okresu mrozów.

„Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie” – napisał premier Donald Tusk.

„Dobro zwierząt to nie ideologia. To obowiązek i odpowiedzialność” – napisała wiceszefowa resortu Magdalena Roguska.

Głosy obrońców zwierząt

Na protest w Sobolewie, który odbył się 24 stycznia, przybyły osoby z różnych regionów Polski, wyrażając swoje oburzenie. Marek z Warszawy w rozmowie z „Super Expressem” nie ukrywał wściekłości, podkreślając, że zwierzęta są „naszymi braćmi mniejszymi” i ich cierpienie porusza serce. Ostro skrytykował władze i służby, zarzucając im znieczulicę oraz prowadzenie biznesu kosztem zwierząt. Jego słowa odzwierciedlały frustrację wielu uczestników.

Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) wyraził jeszcze mocniejsze stanowisko, krytykując systemowe okrucieństwo i patologię. Stwierdził, że obecny system polega na umieszczaniu zwierząt w „schroniskach-mordowniach”, gdzie te „konają”. Jego słowa podkreślały głębokie rozczarowanie działaniem wymiaru sprawiedliwości w sprawach dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Wspomniał o wadliwości prokuratury i sądów.

„To są takie same stworzenia jak my, nasi bracia mniejsi. Jak ja widzę, co tu robią… to człowieka rusza za serce” – mówił Marek z Warszawy.

„Mamy ch** wartą prokuraturę, ch*** warte sądy” – grzmiał Konrad Kuźmiński z DIOZ.

„Jedyny system, jaki jest, to jest właśnie włożenie zwierzęcia do schroniska-mordowni, w którym to zwierzę sobie kona” – dodał Kuźmiński.

Historia uratowanej suczki

Dla Ewy i Krzysztofa z Warszawy sprawa schroniska „Happy Dog” miała bardzo osobisty wymiar. Osiem lat wcześniej uratowali z tej placówki suczkę, która znajdowała się w tragicznym stanie. Wspominają, że bez ich interwencji pies „na pewno by nie przeżył”. Dzięki zaangażowaniu wolontariuszy, zwierzę trafiło pod opiekę fundacji, przeszło operację i obecnie żyje, choć, jak podkreślają, doświadczona trauma pozostała. Ich historia stała się symbolem walki o prawa zwierząt.

Schronisko „Happy Dog” współpracowało z około trzydziestoma gminami, a grunt pod obiektem był dzierżawiony przez gminę Sobolew. Po licznych interwencjach i protestach, placówka została ostatecznie zamknięta. Decyzja ta kończy wieloletnią działalność schroniska, które od dawna budziło kontrowersje i było przedmiotem skarg dotyczących złego traktowania zwierząt. Zamknięcie schroniska „Happy Dog” jest postrzegane przez wielu jako ważny krok w kierunku ochrony praw zwierząt w Polsce.

„Na pewno by nie przeżyła. Na pewno by tego nie przeżyła” – mówią dziś Ewa i Krzysztof.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.