Śmierć 19-latka po pościgu. Co naprawdę działo się w karetce pogotowia?

2026-01-09 12:40

Dwa lata po dramatycznych wydarzeniach w Grudziądzu, sprawa śmierci 19-letniego Aleksandra S. ponownie wstrząsa opinią publiczną. Emisja wstrząsających nagrań z karetki w programie „Uwaga!” TVN ujawniła, jak młody mężczyzna, skarżący się na duszności i proszący o tlen, miał być bagatelizowany i wyśmiewany przez ratowników. Ta szokująca relacja wywołała natychmiastową reakcję grudziądzkiego szpitala, otwierając bolesną dyskusję o standardach ratownictwa medycznego w Polsce.

W centralnej części obrazu widoczny jest rozmyty korytarz o jasnych ścianach i podłodze, z wyraźnym światłem wydobywającym się z jasnego otworu na jego końcu. Po lewej stronie, na pierwszym planie, znajdują się cztery intensywne, rozmyte czerwone okręgi, ułożone w kwadratową formację, obok nich podobne cztery niebieskie okręgi. Całość utrzymana jest w chłodnej palecie barw bieli, szarości i błękitu, z akcentami czerwieni.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI W centralnej części obrazu widoczny jest rozmyty korytarz o jasnych ścianach i podłodze, z wyraźnym światłem wydobywającym się z jasnego otworu na jego końcu. Po lewej stronie, na pierwszym planie, znajdują się cztery intensywne, rozmyte czerwone okręgi, ułożone w kwadratową formację, obok nich podobne cztery niebieskie okręgi. Całość utrzymana jest w chłodnej palecie barw bieli, szarości i błękitu, z akcentami czerwieni.

Ujawnione nagrania z interwencji

Program „Uwaga!” TVN ponownie rzucił światło na tragiczną historię Aleksandra S. z Grudziądza, ujawniając materiały, które wzbudziły powszechne oburzenie i falę komentarzy. Widzowie mieli okazję zobaczyć nagrania z kamer policjantów oraz monitoringu karetki, gdzie młody mężczyzna, ledwo żywy, błagał o tlen, a jego prośby miały być ignorowane i lekceważone.

Dramat rozegrał się ponad dwa lata temu, gdy 19-latek uciekał przed policją po tym, jak przy jego koledze znaleziono substancje narkotyczne. Podczas ucieczki Aleksander uległ wypadkowi, doznając poważnego urazu tętnicy udowej, co doprowadziło do śmiertelnego krwotoku. W programie „Uwaga!” przedstawiono także poruszające słowa młodego mężczyzny, który przed śmiercią mówił: "nie chce do taty", choć jego ojciec nie żył od kilku lat.

Wersja policji i pierwsze oskarżenia

Policjanci zaangażowani w pościg i interwencję wobec Aleksandra S. od początku utrzymują, że ich działania były zgodne z obowiązującymi procedurami i nie było podstaw do zastosowania bardziej inwazyjnych środków przymusu. Zapewniali, że natychmiast wezwali karetkę i udzielali pomocy przedmedycznej, co miało odsuwać od nich bezpośrednią odpowiedzialność za tragiczny finał.

Jednakże, jak ujawnia „Gazeta Pomorska” i materiały TVN, kluczowe w tej sprawie okazały się zaniedbania po stronie medyków. Śledztwo w sprawie śmierci Aleksandra S. koncentruje się na osobach, które miały bezpośredni kontakt z poszkodowanym w karetce i na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, a ich postawa mogła przyczynić się do pogorszenia jego stanu.

- Na miejsce policjanci natychmiast wezwali karetkę pogotowia, a do czasu jej przyjazdu udzielali 19-latkowi pomocy przedmedycznej - powiedziała krótko po zdarzeniu mł. insp. Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy, cytowana przez bydgoski „Super Express”.

Kim był Aleksander S.?

Aleksander S., 19-letni mieszkaniec Grudziądza, był młodym człowiekiem pochodzenia ormiańskiego, uczącym się w technikum i aktywnie angażującym się w życie społeczności lokalnej, m.in. śpiewając w chórze kościelnym. Jego historia jest tym bardziej tragiczna, że w 2024 roku miał przystąpić do matury, a całe życie stało przed nim otworem.

Matka Aleksandra, będąca pracowniczką służby zdrowia, od dwóch lat niestrudzenie walczy o sprawiedliwość dla swojego zmarłego syna, szukając odpowiedzi na pytania dotyczące zaniedbań i braku odpowiedniej opieki medycznej. Jej determinacja w dużej mierze przyczyniła się do ponownego nagłośnienia sprawy przez media.

Zarzuty prokuratury. Czy medycy poniosą konsekwencje?

W lipcu ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Toruniu podjęła zdecydowane kroki, kierując do sądu akt oskarżenia przeciwko trzem medykom: jednemu z zespołu karetki pogotowia oraz dwóm lekarzom z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Grudziądzu. Postawiono im zarzut narażenia rannego Aleksandra S. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Za ten czyn, który w świetle nagrań TVN wydaje się tym bardziej bulwersujący, grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Sprawa ta budzi nadzieję na to, że odpowiedzialność za tragiczne zaniedbania zostanie jasno wskazana, a podobne sytuacje nie będą miały miejsca w przyszłości, zmuszając do refleksji nad procedurami.

Reakcja szpitala. Czy to wystarczy?

Dzień po emisji programu „Uwaga!”, dyrekcja grudziądzkiego szpitala wydała oświadczenie, informując o natychmiastowych działaniach podjętych w związku z ujawnionymi nagraniami. Podkreślono, że materiały z kamer policji nie były wcześniej dostępne dla placówki, co sugeruje pewne luki w dotychczasowym postępowaniu wyjaśniającym.

Decyzja o natychmiastowym rozwiązaniu umów z personelem Zespołu Ratownictwa Medycznego biorącym udział w tym zdarzeniu jest sygnałem stanowczości, ale nie zamyka dyskusji. Pozostaje pytanie, czy tak radykalne kroki to efekt realnej troski o pacjentów, czy jedynie próba gaszenia medialnego pożaru wywołanego przez TVN.

- Po przeanalizowaniu zgromadzonych materiałów Dyrekcja Szpitala podjęła decyzję o natychmiastowym rozwiązaniu umów z personelem Zespołu Ratownictwa Medycznego biorącym udział w tym zdarzeniu – czytamy w oświadczeniu.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.