Śmierć gęsi w paczce. Czy hodowczyni naprawdę nie zawiniła?

2025-12-24 11:50

Półroczna gęś Lusia udusiła się w przesyłce kurierskiej, co wywołało dwuletnią batalię sądową. Sąd Okręgowy w Siedlcach ostatecznie uniewinnił hodowczynię drobiu, panią Annę Stępniewską-Derkacz, od zarzutu znęcania się nad zwierzętami. Werdykt zaskakuje, bo wskazuje na przewoźnika jako nieświadomego sprawcę tragedii. To postawiło pod znakiem zapytania odpowiedzialność za transport żywych zwierząt.

W centralnej części obrazu znajduje się otwarte, brązowe pudełko kartonowe, z klapą lekko uniesioną i opierającą się o jego bok. Pudełko stoi na jasnej powierzchni, która przypomina blat lub podłogę. Silne światło pada z lewej strony, tworząc długi cień pudełka, rozciągający się w prawą stronę obrazu. W tle widoczna jest ciemniejsza, szara ściana, na której rysuje się wyraźny, pionowy czarny kształt.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI W centralnej części obrazu znajduje się otwarte, brązowe pudełko kartonowe, z klapą lekko uniesioną i opierającą się o jego bok. Pudełko stoi na jasnej powierzchni, która przypomina blat lub podłogę. Silne światło pada z lewej strony, tworząc długi cień pudełka, rozciągający się w prawą stronę obrazu. W tle widoczna jest ciemniejsza, szara ściana, na której rysuje się wyraźny, pionowy czarny kształt.

Tragiczny rejs gęsi Lusi

Sprawa sześciomiesięcznej gęsi o imieniu Lusia, która dwa lata temu padła ofiarą fatalnego transportu, wciąż budzi liczne pytania o odpowiedzialność i procedury. Hodowczyni drobiu, Anna Stępniewska-Derkacz z mazowieckiej Wólki Leśnej, wysłała dwa ptaki do odbiorcy pod Koszalinem. Nikt nie spodziewał się, że ta z pozoru zwyczajna przesyłka, miała zakończyć się tak tragicznie dla jednego ze zwierząt.

Ptaki zostały zapakowane w duże tekturowe pudełko, specjalnie wyposażone w otwory wentylacyjne o średnicy pięciu centymetrów. Karton wyścielono styropianem, a w środku znajdowało się pokrojone jabłko jako pożywienie na drogę. Wszystko to wskazywało na rzetelne przygotowanie przesyłki, co zresztą podkreślał później sąd. Mimo to, pracownik firmy kurierskiej w Koszalinie, ku swojemu zdziwieniu, odkrył martwą gęś Lusię, co zapoczątkowało dwuletnią batalię sądową.

Głośne oskarżenie o okrucieństwo

Śmierć Lusi natychmiast wywołała głośną reakcję lokalnego lekarza weterynarii, który złożył zawiadomienie o przestępstwie. Oskarżenie o znęcanie się nad zwierzętami, przestępstwo traktowane w Polsce coraz poważniej, trafiło do prokuratury, a jego adresatką stała się pani Anna Stępniewska-Derkacz. Rozpoczęło się śledztwo, które miało ustalić, kto ostatecznie ponosi odpowiedzialność za tę nietypową tragedię. Czy to hodowca, czy może ktoś inny?

Sąd Rejonowy w Siedlcach, który początkowo rozpatrywał sprawę, wydał wyrok, który zaskoczył wielu. Uniewinnił hodowczynię, twierdząc, że to przewoźnik nieświadomie zawinił, zakrywając otwory w paczce. Prokuratura nie mogła się z tym werdyktem pogodzić i natychmiast zaskarżyła wyrok do sądu wyższej instancji, domagając się surowszej oceny dla wysyłającej, argumentując, że powinna ona przewidzieć potencjalne ryzyka transportu.

"Prokurator zarzucał oskarżonej, że zapakowanie gęsi przez hodowcę nie dawało szans na przeżycie przez nią transportu. Kobieta nie chciała uśmiercić ptaka, bo miała otrzymać za niego pieniądze" – motywował wyrok uniewinniający sędzia Paweł Mądry z Sądu Okręgowego w Siedlcach.

"Ponadto opakowanie było przygotowane do wysyłki zwierzęcia, miało otwory do oddychania. Zawinięcia paczki folią, nie dokonała oskarżona, tylko przewoźnik" – dodał sędzia Paweł Mądry.

Czy wina przewoźnika jest oczywista?

Sąd Okręgowy w Siedlcach, rozpatrując apelację prokuratury, podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji, kończąc tym samym trwający dwa lata spór. Tym samym ostatecznie potwierdzono, że odpowiedzialność za śmierć półrocznej Lusi nie spoczywa na hodowczyni. To decyzja, która w pewnym sensie stawia w nowym świetle rolę firm kurierskich w transporcie żywych zwierząt, budząc ważne pytania o ich procedury i świadomość konsekwencji.

Sędzia Paweł Mądry szczegółowo wyjaśnił motywy wyroku, zwracając uwagę na kluczowy aspekt sprawy. Podkreślił, że opakowanie było odpowiednio przygotowane do transportu, a decydującą winę za zakrycie otworów wentylacyjnych ponosi przewoźnik. To właśnie nieświadome działanie kuriera stało się bezpośrednią przyczyną tragedii, uwalniając panią Annę od zarzutu znęcania się nad zwierzętami, choć cała sytuacja pozostawia pewien niesmak.

"Po dwóch latach nerwówki wreszcie się skończyło" – mówi z uśmiechem pani Anna.

"Kocham, zwierzęta i nigdy bym nie mogła zrobić krzywdy gąsce, którą wychowałam od jajka" – ociera łzy radości pani Anna.

Prokuratura nie składa broni

Choć pani Anna Stępniewska-Derkacz cieszy się z ostatecznego wyroku, który ją uniewinnił, ta historia może mieć jeszcze jeden akt. Prokuratura, mimo dwukrotnej porażki w sądzie, nadal rozważa możliwość wniesienia kolejnej apelacji. To pokazuje determinację w dążeniu do ukarania odpowiedzialnych za śmierć Lusi, niezależnie od tego, kto nim ostatecznie zostanie.

Cała sprawa jest gorzkim przypomnieniem o kruchości życia i złożoności systemów transportowych, które często stawiają zwierzęta w sytuacji bez wyjścia. Wyrok uniewinniający hodowczynię, choć sprawiedliwy z jej punktu widzenia, nie usuwa cienia wątpliwości wokół standardów transportu żywych istot i odpowiedzialności za nie. Ile jeszcze "Lusi" musi cierpieć, zanim system zostanie naprawdę uszczelniony?

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.