Spis treści
Dramat w sercu Radomia
Niedzielny poranek 25 stycznia zapisał się w kronikach Radomia jako dzień niewyobrażalnej tragedii. W jednej z zabytkowych kamienic, położonej u zbiegu ulic Sienkiewicza i Mickiewicza, rozegrał się dramat, którego stawką było najmłodsze życie. Dwumiesięczny chłopiec, który wraz z matką przyjechał w odwiedziny do babci, został znaleziony bez oznak życia. To wydarzenie rzuca cień na stan techniczny i warunki bytowe w wielu historycznych nieruchomościach, które często skrywają trudne historie.
Matka dziecka, która dzień wcześniej rozpaliła w piecu kaflowym – jedynym źródle ciepła w lokalu – zastała swoje niemowlę w makabrycznym stanie. Około godziny 6 rano zauważyła, że chłopiec nie oddycha, a na jego twarzy pojawiły się niepokojące wybroczyny. Mimo podjętej natychmiastowej reanimacji, najpierw przez matkę, a później przez wezwanych na miejsce ratowników medycznych, życia noworodka nie udało się uratować. Ta rozpaczliwa walka o oddech maleństwa zakończyła się najgorszym z możliwych finałów, pozostawiając więcej pytań niż odpowiedzi.
"Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia" - poinformowała prok. Aneta Góźdź, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Tajemnica śmierci niemowlęcia. Co ustaliła prokuratura?
Choć śledztwo w sprawie śmierci niemowlęcia prowadzone jest przez Prokuraturę Rejonową Radom-Wschód, początkowe ustalenia nie rzucają jednoznacznego światła na przyczyny tej potwornej tragedii. Oględziny miejsca zdarzenia oraz wstępna sekcja zwłok nie wykazały żadnych obrażeń urazowych, które mogłyby świadczyć o przyczynach zgonu. To tylko pogłębia zagadkę, stawiając śledczych przed trudnym wyzwaniem rozszyfrowania, co faktycznie doprowadziło do utraty życia dwumiesięcznego dziecka.
Co jednak ujawniły służby, to skrajnie trudne warunki bytowe, panujące w mieszkaniu, gdzie doszło do dramatu. W momencie interwencji temperatura w pomieszczeniach oscylowała wokół zera stopni Celsjusza, a lokal nie był w ogóle ogrzewany. Prokuratura potwierdziła, że matka i babcia dziecka były trzeźwe. Ten fakt dodaje dodatkowego dramatyzmu i każe zastanowić się, jak mogło dojść do tak tragicznych okoliczności w sercu miasta. Śledztwo jest prowadzone w sprawie, co oznacza, że na tym etapie nikomu nie postawiono żadnych zarzutów.
Kamienica z historią, dziś na sprzedaż. Czy właściciel wiedział?
Kamienica, która stała się niemym świadkiem tragedii, to budynek z długą historią, datowany na 1890 rok i objęty ochroną konserwatorską. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się być częścią miejskiego krajobrazu, w rzeczywistości jest prywatną nieruchomością, która wraz z sąsiednim obiektem, została wystawiona na sprzedaż za kwotę 4,5 miliona złotych. Taki obrót spraw budzi pytania o odpowiedzialność za stan techniczny i bytowy w takich nieruchomościach, zwłaszcza gdy są one zamieszkane.
Najbardziej zdumiewające w całej historii jest to, że właściciel budynku, mieszkający na stałe za granicą i – jak podaje pośrednik – nieinwestujący w nieruchomość przeznaczoną do sprzedaży, o tragedii dowiedział się... z mediów. „Super Express” jako pierwszy ujawnił, że opiekun oferty sprzedaży nie miał wiedzy o dramacie, a sam właściciel był nim kompletnie zaskoczony. To pokazuje, jak często rzeczywistość w zabytkowych, prywatnych budynkach, wystawionych na sprzedaż, może być odległa od oczekiwań i jak niewiele potrzeba, by doszło do tragedii, której nikt nie przewidział.
"Właśnie rozmawiałem z właścicielem kamienicy i jest bardzo zdziwiony tą informacją, ponieważ nikt się z nim nie kontaktował" - relacjonuje opiekun oferty sprzedaży.
Co dalej ze śledztwem?
Obecnie kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn śmierci dwumiesięcznego chłopca są wyniki dodatkowych badań, w tym histopatologicznych. Prokuratura z niecierpliwością czeka na te ekspertyzy, które mają dostarczyć odpowiedzi na najbardziej palące pytania dotyczące tego, co faktycznie doprowadziło do zgonu dziecka w tak tragicznych okolicznościach. Prognostyczne trzy tygodnie oczekiwania to czas, który może zaważyć na kierunku dalszego postępowania i potencjalnych konsekwencjach.
Ta dramatyczna historia z Radomia po raz kolejny uwypukla problem niedostatecznych warunków mieszkaniowych i zaniedbań, które w skrajnych przypadkach mogą prowadzić do najstraszniejszych tragedii. To przypomnienie, że za fasadami zabytkowych kamienic często kryje się proza życia, która wymaga uwagi i interwencji, zanim będzie za późno. Ostateczne wnioski z tego śledztwa będą miały kluczowe znaczenie nie tylko dla bliskich zmarłego dziecka, ale mogą również zainicjować szerszą dyskusję na temat stanu technicznego i warunków bytowych w podobnych obiektach w całej Polsce.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.