Spis treści
Pacjent odesłany ze szpitala Tragiczny finał
17 marca 2023 roku w Jastrzębiu-Zdroju rozegrał się dramat, który uwypukla bolączki systemu opieki zdrowotnej. Tomasz, 49-letni mieszkaniec górniczego miasta, nagle poczuł się źle – nasilający się ból po jednej stronie ciała skłonił bliskich do wezwania pogotowia. Ratownicy medyczni, nie mając wątpliwości co do powagi sytuacji, przetransportowali mężczyznę do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w tym samym mieście, oczekując natychmiastowej pomocy.
Niestety, zamiast fachowej opieki na miejscu, pan Tomasz zetknął się z biurokracją i, jak wynika z ustaleń śledczych, z niepokojącym brakiem bezpośredniego kontaktu z lekarzem. Na Izbie Przyjęć zajmowały się nim głównie pielęgniarki, które na zlecenie lekarki Małgorzaty F. wykonały EKG i podały kroplówkę. Problem polegał na tym, że te instrukcje udzielano telefonicznie, a lekarka nie pojawiła się przy pacjencie ani razu.
"On pytał: czy jutro się obudzę? Czy będę żył? To widocznie ruszyło pielęgniarkę. (...) Ale decyzja nie została zmieniona" - wspominał pan Walenty, ojciec Tomasza, cytowany przez "Dziennik Zachodni".
Lekarka nie obejrzała pacjenta Decyzja zdalna
Wyniki badań Tomasza, w tym EKG, zostały ocenione "zdalnie" przez lekarkę Małgorzatę F., co było podstawą jej kontrowersyjnej decyzji o wypisaniu pacjenta do domu. Mimo jego wyraźnych obaw i pytań o życie, oraz widocznego zaniepokojenia pielęgniarek, które ponawiały próbę kontaktu z lekarką, decyzja o odesłaniu mężczyzny pozostała niezmieniona. Pacjent czuł się zdezorientowany i prosił o dalszą pomoc, sygnalizując pogarszający się stan.
Niedługo po opuszczeniu szpitala stan 49-latka gwałtownie się pogorszył. Tomasz osunął się swojemu ojcu, panu Walentemu, na biodro, tracąc przytomność i nie dając oznak życia. Zrozpaczony ojciec natychmiast zaniósł syna z powrotem na Izbę Przyjęć, gdzie personel podjął reanimację, niestety bezskutecznie. Tragedia rozegrała się dosłownie przed wejściem do placówki, gdzie pomoc powinna być na wyciągnięcie ręki.
Biegli o przyczynach śmierci Rażące zaniedbania medyczne
Jak ustalili biegli, przyczyną nagłej śmierci Tomasza było rozwarstwienie aorty, pęknięcie i krwotok wewnętrzny. To schorzenie, które wymaga natychmiastowej interwencji medycznej i w wielu przypadkach jest uleczalne, jeśli zostanie szybko zdiagnozowane. Eksperci medyczni byli zgodni, że gdyby pacjent otrzymał należytą pomoc w szpitalu, jego życie mogło zostać uratowane.
Raporty biegłych jasno wskazują na rażące zaniedbania ze strony lekarki Małgorzaty F. Nie tylko nie przeprowadziła ona osobistego badania pacjenta, co jest podstawą w diagnostyce, ale również zlecone przez nią działania były niewystarczające. Alarmujące jest, że nie podjęto żadnych kroków, aby sprawdzić przyczyn silnego bólu w klatce piersiowej, na który mężczyzna uskarżał się od początku pobytu w placówce.
Pierwszy wyrok sądu Lekarka Małgorzata F. odwoła się
Sprawa Małgorzaty F., specjalistki z 40-letnim doświadczeniem, trafiła na wokandę. Sąd pierwszej instancji uznał ją za winną narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Lekarka została skazana na rok więzienia z warunkowym zawieszeniem na dwa lata, a także nałożono na nią grzywnę w wysokości dwustu dziennych stawek po 80 złotych oraz orzeczono dwuletni zakaz wykonywania zawodu.
Jednakże, jak to często bywa w sprawach o tak poważnym ciężarze gatunkowym, obrona lekarki złożyła apelację od wyroku. Argumentowano, że stan zdrowia zmarłego Tomasza był już bardzo zły, a szanse na jego utrzymanie przy życiu były niewielkie, nawet gdyby został przyjęty na oddział. Powoływano się również na brak oddziału kardiochirurgicznego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju, co miało ograniczyć możliwości leczenia.
Czego domaga się rodzina? Apelacja trwa
Prokuratura oraz pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych nie zgadzają się z wyrokiem pierwszej instancji i domagają się zaostrzenia kary dla lekarki. W procesie apelacyjnym wnioskowano m.in. o zadośćuczynienie na rzecz poszkodowanych w wysokości po 50 tysięcy złotych oraz o wyższy wymiar kary pozbawienia wolności. Rodzina zmarłego Tomasza idzie jeszcze dalej, żąda zmiany kwalifikacji czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci.
Domagają się również zwiększenia okresu warunkowego zawieszenia do trzech lat oraz orzeczenia zakazu wykonywania zawodu aż na pięć lat. Podstawą dla tych żądań są liczne ekspertyzy biegłych, które jednoznacznie wskazują, że działania, a właściwie ich brak, ze strony lekarki Małgorzaty F. znacząco przyczyniły się do zwiększenia zagrożenia życia pacjenta w sposób „nieakceptowalny i karygodny”. Wyrok w procesie apelacyjnym ma zapaść w marcu 2026 roku, a sprawa z pewnością będzie budzić emocje aż do ostatecznego rozstrzygnięcia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.