Sprawa Mirelli ze Świętochłowic. Czy kobieta wciąż doświadcza przemocy?

2026-02-11 15:47

Historia 42-letniej Mirelli ze Świętochłowic, która spędziła prawie trzy dekady w zamknięciu, wstrząsnęła opinią publiczną. Mimo nadziei na odzyskanie wolności po hospitalizacji, kobieta wróciła do mieszkania rodziców. Nowe ustalenia dziennikarzy wskazują, że Mirella nadal doświadcza przemocy psychicznej i fizycznej, a jej sytuacja prawna pozostaje nierozwiązana.

Antyczne, metalowe okucie z klamką i zamkiem umieszczone jest centralnie na brązowych, drewnianych drzwiach, z wyraźnym usłojeniem. Na ich powierzchni oraz na przylegającej do nich jasnej, białej ścianie po lewej stronie, widoczne są cienie o regularnych, prostokątnych kształtach, tworzące skośne, jasne pasma światła. Prawa część drzwi i obszar na prawo od nich pozostają w głębokim cieniu.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Antyczne, metalowe okucie z klamką i zamkiem umieszczone jest centralnie na brązowych, drewnianych drzwiach, z wyraźnym usłojeniem. Na ich powierzchni oraz na przylegającej do nich jasnej, białej ścianie po lewej stronie, widoczne są cienie o regularnych, prostokątnych kształtach, tworzące skośne, jasne pasma światła. Prawa część drzwi i obszar na prawo od nich pozostają w głębokim cieniu.

Historia Mirelli wstrząsnęła Polską

Sprawa Mirelli ze Świętochłowic ujrzała światło dzienne w październiku 2025 roku, wywołując ogólnokrajowe poruszenie. Okazało się, że 42-letnia kobieta przez 27 lat była praktycznie uwięziona w mieszkaniu w centrum miasta. Jej matka przez lata utrzymywała sąsiadów w przekonaniu, że córka wyjechała lub zaginęła, skutecznie ukrywając ją przed światem zewnętrznym.

Przełom nastąpił w lipcu 2025 roku, kiedy jedna z sąsiadek, zaniepokojona krzykami dobiegającymi z mieszkania, wezwała policję. Funkcjonariusze, po długich negocjacjach, zdołali wejść do lokalu i odnaleźli skrajnie zaniedbaną kobietę. Natychmiast wezwano ratowników medycznych, którzy przetransportowali Mirellę do szpitala w celu udzielenia jej niezbędnej pomocy.

Co zrobiono po odkryciu?

Po przewiezieniu do szpitala, Mirella miała odzyskać siły i otrzymać wsparcie psychologiczne oraz medyczne. Podczas pobytu w placówce medycznej ustalono, że kobieta od ponad dwudziestu lat nie widziała niczego poza swoim pokojem. Nie potrafiła wykonywać podstawowych czynności, takich jak schodzenie po schodach, a także nie posiadała żadnych dokumentów tożsamości ani ubezpieczenia zdrowotnego, co dodatkowo komplikowało jej sytuację.

Niestety, po krótkim okresie hospitalizacji, Mirella została odesłana z powrotem do mieszkania swoich rodziców. Mimo wcześniejszych zapewnień urzędów o zapewnieniu jej bezpieczeństwa i wsparcia, ustalenia dziennikarzy „Kanału Zero” wskazują, że kobieta nadal doświadcza przemocy. Doniesienia mówią o biciu i wyzwiskach, co budzi poważne obawy o jej dalszy los.

Gdy nasza dziennikarka wraz z operatorem byli już na klatce schodowej i zbliżali się do mieszkania, usłyszeli krzyki dobiegające z lokalu, w którym przebywa pani Mirella. Kobieta wzywała pomoc, skarżyła się na bicie i wyzwiska. Usłyszeliśmy część z tych wyzwisk - czytamy w treści publikacji "Kanału Zero".

Czy policja może interweniować?

Dziennikarze oraz sąsiedzi wielokrotnie byli świadkami krzyków dobiegających z mieszkania Mirelli, co prowadziło do wielokrotnego wzywania policji. Jednakże, każdorazowo, gdy funkcjonariusze docierali na miejsce, rodzice kobiety konsekwentnie odmawiali wpuszczenia ich do środka. W rezultacie, patrole policji były zmuszone odjechać bez podjęcia interwencji, co uniemożliwiało skuteczne sprawdzenie sytuacji.

Nagrania i relacje świadków, zebrane przez media, jednoznacznie wskazują, że kobieta wciąż jest ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej. Mimo tych dowodów, prokuratura stoi na stanowisku, że Mirella „chce tak żyć” i przyznaje jej status osoby pokrzywdzonej. Jednocześnie, brak jest podstaw prawnych do wymuszenia obserwacji medycznej lub izolacji od rodziców, co stanowi dużą przeszkodę w zapewnieniu jej bezpieczeństwa.

– Zdarza się tak, że osoby, które są krzywdzone, kochają swojego oprawcę. I będą go bronić. Zatem samo to, że osoba, co do której mamy podejrzenie, że doznawała przemocy, mówi, że chce z kimś być, że chce do niego wracać, nie powinno nas uspokajać – wyjaśnia Kotowska

Dlaczego Mirella broni oprawców?

Psychologowie wyjaśniają, że osoby doświadczające długotrwałej przemocy często rozwijają mechanizmy obronne, które skłaniają je do obrony swoich oprawców. Justyna Kotowska, biegła sądowa cytowana przez „Kanał Zero”, podkreśla, że nieznajomość świata zewnętrznego i całkowita zależność od rodziny mogą sprawiać, że ofiara woli pozostać w znanym, choć niebezpiecznym środowisku domowym. Taka postawa nie powinna być traktowana jako wyraz wolnej woli.

Historia Mirelli uwypukla również poważne luki w polskim systemie pomocy społecznej i wymiarze sprawiedliwości. Przez dziesięciolecia żadna instytucja nie zareagowała skutecznie, pomimo narastających podejrzeń ze strony sąsiadów. Problem dotyczy zarówno braku odpowiednich narzędzi interwencyjnych, jak i niewystarczającej koordynacji działań między różnymi podmiotami, takimi jak szkoły, ośrodki pomocy społecznej czy urzędy.

Reakcja społeczna i prawne kroki

Po ujawnieniu tej wstrząsającej sprawy w mediach lokalnych i krajowych, ruszyła spontaniczna zbiórka na rzecz Mirelli. Jej głównym celem jest zgromadzenie środków na rehabilitację, leczenie oraz wyrobienie niezbędnych dokumentów tożsamości, które umożliwią kobiecie samodzielne funkcjonowanie. Inicjatywa ta spotkała się z szerokim odzewem społecznym, jednak rodzice Mirelli sprzeciwiają się tym działaniom, twierdząc, że nie dopuścili się żadnych nadużyć wobec córki.

Prokuratura Rejonowa w Chorzowie prowadzi obecnie intensywne śledztwo w tej sprawie, badając ją pod kątem przestępstw z artykułów 189 (pozbawienie wolności) i 207 (znęcanie się nad osobą najbliższą) Kodeksu karnego. Trwają przesłuchania rodziców Mirelli i zbieranie materiału dowodowego, jednakże termin zakończenia postępowania karnego pozostaje nieznany. To opóźnienie utrzymuje kobietę w niepewności co do jej przyszłości.

- Nie chcemy wydawać żadnych osądów, bo na prawie się nie znamy, więc nie jesteśmy w stanie ocenić, czy ktoś zawinił – czy i na ile. Natomiast jesteśmy bardzo blisko tej sprawy. Moja koleżanka mieszka z mamą Mirelli drzwi w drzwi, sama zresztą robiła to zgłoszenie. Jedynie co możemy zrobić, to przedstawić suche fakty dotyczące właśnie całej tej sytuacji… Będziemy zadowolone, kiedy Mirella w końcu opuści to mieszkanie" - mówiła dla redakcji "ESKI" w październiku założycielka zbiórki.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.