Sprawa tramwaju w Warszawie. Jaki wyrok zapadnie w lutym?

2026-02-03 23:07

Po dwuletnim procesie zakończono mowy końcowe w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło 12 sierpnia 2022 roku na ul. Jagiellońskiej w Warszawie. 4-letni chłopiec zginął, gdy drzwi tramwaju przytrzasnęły mu nóżkę, a pojazd ciągnął go przez kilkaset metrów. Motorniczy Robert S. jest oskarżony o naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu. Prokuratura żąda kary sześciu lat więzienia. Wyrok ma zostać ogłoszony w lutym.

Mokra, błyszcząca powierzchnia asfaltu rozciąga się od pierwszego planu, gdzie widoczne są drobne kropelki wody, aż po horyzont. Na drodze odbijają się rozmyte smugi światła, w tym wyraźny, pionowy pas intensywnych barw – czerwonego i niebieskiego – w prawej, dolnej części kadru. Po obu stronach nawierzchni widoczne są niewyraźne, ciemne kształty, sugerujące obecność budynków lub innych elementów miejskiego krajobrazu, tworząc odblaski na wilgotnym podłożu. Całość utrzymana jest w chłodnych, ciemnych tonacjach szarości i czerni, z kilkoma akcentami kolorowego światła.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Mokra, błyszcząca powierzchnia asfaltu rozciąga się od pierwszego planu, gdzie widoczne są drobne kropelki wody, aż po horyzont. Na drodze odbijają się rozmyte smugi światła, w tym wyraźny, pionowy pas intensywnych barw – czerwonego i niebieskiego – w prawej, dolnej części kadru. Po obu stronach nawierzchni widoczne są niewyraźne, ciemne kształty, sugerujące obecność budynków lub innych elementów miejskiego krajobrazu, tworząc odblaski na wilgotnym podłożu. Całość utrzymana jest w chłodnych, ciemnych tonacjach szarości i czerni, z kilkoma akcentami kolorowego światła.

Tragiczny wypadek na Jagiellońskiej

Dnia 12 sierpnia 2022 roku na ulicy Jagiellońskiej w Warszawie doszło do katastrofalnego wypadku komunikacyjnego. Czteroletni chłopiec został śmiertelnie poszkodowany po tym, jak drzwi tramwaju typu 105N przytrzasnęły jego nóżkę. Pojazd kontynuował jazdę, ciągnąc dziecko przez kilkaset metrów, co doprowadziło do natychmiastowej śmierci.

Motorniczy Robert S. został oskarżony o umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Dodatkowo postawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Sprawa prowadzona jest od dwóch lat, a jej zakończenie procesowe zbliża się. Prokuratura domaga się dla oskarżonego kary sześciu lat pozbawienia wolności.

Jak doszło do tragedii?

Tramwaj typu 105N, który prowadził Robert S., to starszy model charakteryzujący się pewnymi ograniczeniami konstrukcyjnymi. W tym typie pojazdu pierwsze i ostatnie drzwi znajdują się w załamaniach niewidocznych bezpośrednio z kabiny motorniczego. Pełnomocnik rodziny zmarłego chłopca podkreślił, że tragedia była wynikiem braku należytej koncentracji prowadzącego.

Robert S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, utrzymując swoją niewinność. Jego obrońca wskazał na to, że wypadek ten całkowicie zrujnował życie oskarżonego i wpłynął na jego osobowość. Podkreślano, że motorniczy poniósł już ogromną osobistą karę.

"To nie był, jak wiadomo, pierwszy kurs pana S. Był on doświadczonym motorniczym, a wizualizacja i zgromadzony materiał wskazują, że niedostrzeżenie tej dramatycznej sytuacji z 12 sierpnia tkwi wyłącznie w braku należytej obserwacji, należytej koncentracji przez prowadzącego tramwaj" - powiedział pełnomocnik rodziny zmarłego w wypadku 4-latka.

Prokuratura żąda surowej kary

W trakcie zakończonych 3 lutego mów końcowych prokurator zażądał dla Roberta S. surowej kary pozbawienia wolności. Wysokość kary, sześć lat więzienia, odzwierciedla powagę zarzutów oraz tragiczne konsekwencje wypadku. Oskarżenie koncentruje się na odpowiedzialności motorniczego za naruszenie procedur bezpieczeństwa.

Argumentacja prokuratury opiera się na tym, że Robert S., jako doświadczony motorniczy, powinien był zachować szczególną ostrożność. Podkreślono, że wizualizacje zdarzenia i zgromadzony materiał dowodowy wskazują na zaniedbania w obserwacji otoczenia tramwaju. To miało bezpośrednio przyczynić się do tragicznego finału.

"Ten wypadek zmienił jego życie, zmienił osobowość. Pan Robert S. nigdy nie podniesie się już z tego wypadku. [...] Jak pan Robert S. trafi do więzienia w takim stanie, w jakim jest, to jest duże prawdopodobieństwo, że stanie się tragedia. Robert S. poniósł już karę" - mówił obrońca motorniczego.

Kiedy zapadnie wyrok w sprawie?

Sąd ma ogłosić wyrok w sprawie tragicznego wypadku tramwaju jeszcze w bieżącym miesiącu. Decyzja ta zakończy dwuletni proces, który budził szerokie zainteresowanie opinii publicznej. Oczekiwania społeczne i prawne wobec rozstrzygnięcia są wysokie, biorąc pod uwagę dramatyzm zdarzenia.

Wyrok będzie miał kluczowe znaczenie zarówno dla oskarżonego Roberta S., jak i dla rodziny zmarłego chłopca. Będzie on również stanowił precedens w kontekście odpowiedzialności motorniczych i procedur bezpieczeństwa w transporcie publicznym. Sprawa ta ma na celu ustalenie pełnej odpowiedzialności i sprawiedliwości wobec wszystkich stron.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.