Sprzątaczka kradła tablety z firmy. Jak długo trwał ten bezczelny proceder?

2026-02-09 8:22

36-letnia mieszkanka Lęborka, zatrudniona jako pracownica porządkowa w firmie w Łebie, przez tygodnie bezkarnie wynosiła drogi sprzęt. Kobieta, wykorzystując spryt i worki na śmieci, kradła tablety warte ponad 7 tysięcy złotych, a następnie zastawiała je w lombardach. Jej bezczelny proceder zakończył się zatrzymaniem i groźbą kary do 5 lat pozbawienia wolności.

Na podłodze leży czarny, lśniący worek na śmieci, częściowo otwarty. Z wnętrza worka wystaje stos szarych lub srebrnych prostokątnych tabletów ułożonych jeden na drugim. Worek ma zaciśnięte boki, tworząc dwa wyraźne, zaokrąglone wybrzuszenia. Całość znajduje się w słabo oświetlonym pomieszczeniu z jasno-szarymi ścianami i podłogą, na której widać linie łączeń płytek.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na podłodze leży czarny, lśniący worek na śmieci, częściowo otwarty. Z wnętrza worka wystaje stos szarych lub srebrnych prostokątnych tabletów ułożonych jeden na drugim. Worek ma zaciśnięte boki, tworząc dwa wyraźne, zaokrąglone wybrzuszenia. Całość znajduje się w słabo oświetlonym pomieszczeniu z jasno-szarymi ścianami i podłogą, na której widać linie łączeń płytek.

Zuchwały proceder w sercu Łeby

Sprawa 36-letniej mieszkanki Lęborka, która przez wiele tygodni okradała firmę w Łebie, gdzie była zatrudniona do prac porządkowych, przypomina czasy, gdy złodzieje działali z niezwykłą bezczelnością, wykorzystując zaufanie pracodawców. Luty bieżącego roku przyniósł zgłoszenie do lęborskiej policji o kradzieży drogiego sprzętu, co szybko uruchomiło lawinę wydarzeń. Zniknięcie trzech tabletów o łącznej wartości przekraczającej 7 tysięcy złotych z biur jednej z lokalnych firm było sygnałem, że coś jest nie w porządku, jednak nikt początkowo nie spodziewał się, jak blisko źródła problemu się znajdują.

Przedstawicielka pokrzywdzonej firmy, choć początkowo bezskutecznie szukała sprawcy, wpadła na trop jednego ze skradzionych urządzeń w niezwykły sposób – odnajdując je na stronie internetowej lokalnego lombardu. To odkrycie zmieniło bieg śledztwa i ukierunkowało działania kryminalnych z Lęborka, którzy natychmiast udali się na miejsce, aby zabezpieczyć dowód. Ten niecodzienny przypadek pokazuje, jak internet bywa dwuznacznym narzędziem – z jednej strony ułatwiającym zbrodnię, z drugiej – często prowadzącym do ujawnienia prawdy.

"Zawiadamiająca przedstawicielka firmy nie była w stanie wskazać sprawcy kradzieży, ale zanim złożyła zawiadomienie, jeden z tabletów znalazła na stronie internetowej lombardu, wystawiony na sprzedaż. Po uzyskaniu tej informacji kryminalni pojechali do wskazanego lombardu i zabezpieczyli tablet" - czytamy na stronie pomorskiej policji.

Od worków na śmieci do policyjnej celi

Ustalenie, kto zastawił skradziony tablet w lombardzie, okazało się kluczowe dla rozwiązania zagadki. Szybko okazało się, że trop prowadzi do 36-letniej mieszkanki Lęborka, która jeszcze do końca stycznia tego roku świadczyła usługi porządkowe w firmie. Ten fakt zelektryzował śledczych, ujawniając szokującą prawdę o tym, jak łatwo można nadużyć zaufania. Jej zatrzymanie w miejscu zamieszkania było jedynie kwestią czasu po zebraniu odpowiednich dowodów i powiązaniu jej osoby z kradzieżą. Przestępstwo nie było jednorazowym wybrykiem, lecz przemyślanym, trwającym tygodniami procederem.

Kryminalni, analizując zgromadzone materiały, odkryli, że kobieta doskonale znała układ budynku, co ułatwiało jej systematyczne kradzieże. Miała nieograniczony dostęp do niemal wszystkich pomieszczeń, co wykorzystywała w perfidny sposób. Od grudnia ubiegłego roku, aż do stycznia, cenne tablety, które wpadły jej w oko, regularnie "znikały" z firmy. Cała operacja była przemyślana i powtarzana wielokrotnie, co wskazuje na pewną rutynę i poczucie bezkarności, które narastało z każdym udanym "transportem".

Bezczelność złodziejki zdumiewała

Wyobraźnia i bezczelność 36-latki z Lęborka, w kontekście metody wynoszenia "łupów", zdumiewają. Tablety były przenoszone w workach na śmieci do jej podręcznego pomieszczenia służbowego na terenie przedsiębiorstwa. To sprytne ukrycie pozwalało jej na swobodne przemieszczanie się po firmie bez wzbudzania podejrzeń. Następnie, już poza zasięgiem wzroku, chowała je ze swoimi osobistymi rzeczami do zwykłej siatki, by bez problemu wynieść skradziony sprzęt na zewnątrz. Cała operacja była przemyślana i powtarzana wielokrotnie, co wskazuje na pewną rutynę i poczucie bezkarności, które narastało z każdym udanym "transportem".

Poza mury firmy, skradziony sprzęt trafiał prosto do lombardów, gdzie szybko zamieniano go na gotówkę. Ten schemat działania, choć ryzykowny, jest często wybierany przez drobnych złodziei, którzy liczą na szybki zysk i anonimowość, jaką często gwarantują takie placówki. Jednak w tym przypadku przedstawicielka firmy okazała się wyjątkowo dociekliwa, a internet niespodziewanie dostarczył kluczowego dowodu. Sprawa ta pokazuje, jak cienka granica dzieli spryt od naiwności i jak łatwo wpaść w sidła sprawiedliwości, gdy na drodze stają nowoczesne technologie i ludzka spostrzegawczość.

"- Miała dostęp do większości pomieszczeń w budynku. Od grudnia ubiegłego roku do stycznia tablety, które „wpadły jej w oko” przenosiła w workach na śmieci do swojego pomieszczenia na terenie przedsiębiorstwa, a potem chowała je ze swoimi rzeczami do siatki i wynosiła na zewnątrz" - dodają policjanci.

Co czeka sprzątaczkę po wyroku?

Zebrany przez śledczych materiał dowodowy był na tyle mocny i spójny, że umożliwił postawienie 36-latce aż trzech zarzutów kradzieży. Każdy z nich dotyczy zniknięcia jednego z tabletów, co sumuje się w poważne oskarżenie, które nie pozostawia złudzeń co do jej winy. Tego typu przestępstwa, bazujące na nadużyciu zaufania i systematycznym okradaniu pracodawcy, są w polskim prawie traktowane z dużą powagą, co odzwierciedla wysokość przewidzianej kary. Więzienie na okres do 5 lat to perspektywa, która jawi się przed nieuczciwą pracownicą.

Czy jednak surowość kary odstraszy innych przed podobnymi czynami? Ta historia z Łeby i Lęborka jest kolejnym przestrogą, która pokazuje, że zaufanie bywa towarem deficytowym, a jego nadszarpnięcie zawsze niesie za sobą poważne konsekwencje. Nie tylko prawne, ale i społeczne. Choć kobieta liczyła na szybki i łatwy zysk, jej działania ostatecznie doprowadziły ją na salę sądową. Pozostaje czekać na rozstrzygnięcie sprawy i ostateczny wyrok, który z pewnością zamknie ten niechlubny rozdział w historii lokalnej firmy i samej złodziejki.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.