Strzelanina na Sławkowskiej. Czy tajemnicze głosy usprawiedliwiły zabójstwo?

2026-02-08 4:34

Trzy lata temu Kraków wstrząsnęła niewyobrażalna tragedia, gdy w barze przy ulicy Sławkowskiej zginął 32-letni Piotr B. Ofiarę śmiertelnie postrzelił Dawid Ż. Początkowe pogłoski o porachunkach pseudokibiców szybko rozwiały się, ustępując miejsca szokującej prawdzie: zabójca twierdził, że do strzału zmusiły go tajemnicze „głosy”. To wydarzenie pozostawiło wiele pytań o sprawiedliwość i poczytalność.

Na zdjęciu w centrum kadru pionowo stoi ciemny, wydłużony kształt o lekko zakrzywionych krawędziach, przypominający zakrzywiony pręt lub patyk. Jego podstawa dotyka poziomej, ciemnej powierzchni, która jest pokryta licznymi drobnymi kropelkami, tworzącymi widoczną teksturę. Powierzchnia ta odbija światło, tworząc jasne pasma i rozmyte odbicia w tle. Tło jest rozmyte, ale widać w nim jaśniejsze obszary przypominające korytarz lub przestrzeń z oświetleniem, które stopniowo zanika w ciemniejsze tony u góry kadru. Całość utrzymana jest w chłodnej palecie barw, głównie w odcieniach szarości, granatu i przytłumionego beżu.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Na zdjęciu w centrum kadru pionowo stoi ciemny, wydłużony kształt o lekko zakrzywionych krawędziach, przypominający zakrzywiony pręt lub patyk. Jego podstawa dotyka poziomej, ciemnej powierzchni, która jest pokryta licznymi drobnymi kropelkami, tworzącymi widoczną teksturę. Powierzchnia ta odbija światło, tworząc jasne pasma i rozmyte odbicia w tle. Tło jest rozmyte, ale widać w nim jaśniejsze obszary przypominające korytarz lub przestrzeń z oświetleniem, które stopniowo zanika w ciemniejsze tony u góry kadru. Całość utrzymana jest w chłodnej palecie barw, głównie w odcieniach szarości, granatu i przytłumionego beżu.

Trzy lata po strzelaninie na Sławkowskiej

Dokładnie trzy lata temu, 9 lutego 2023 roku, serce Krakowa zadrżało w posadach, kiedy to spokojny bar przy ulicy Sławkowskiej stał się areną niewyobrażalnej tragedii. Śmierć 32-letniego Piotra B., pracownika firmy remontowo-budowlanej, z rąk Dawida Ż. zszokowała mieszkańców, burząc stereotypy dotyczące motywów przestępczych. Mężczyzna zginął od strzału z pistoletu, a całe zdarzenie początkowo owiane było gęstą mgłą spekulacji, które na szczęście szybko rozwiały się jako nieprawdziwe. Plotki o porachunkach pseudokibiców okazały się kompletnie bezpodstawne, choć dawały pewien, choćby fałszywy, kontekst dla tej brutalnej zbrodni.

Szybko okazało się, że za tym bezsensownym aktem przemocy stał 35-letni Dawid Ż., który w momencie zatrzymania nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć swojego czynu. Twierdził, że do zabicia nieznanego mu Piotra B. zmusiły go tajemnicze „głosy”, co od razu rzuciło cień na jego stan psychiczny. Cała sytuacja wydaje się być tragicznym paradoksem, gdzie brak racjonalnego motywu staje się jednocześnie najbardziej przerażającą częścią historii, ukazującą kruchość ludzkiego życia w obliczu niewytłumaczalnego szaleństwa. Jak widać, czasem najciemniejsze motywy kryją się głęboko w umyśle, a nie w środowisku przestępczym.

Przez lata pracował za granicą. Tam poznał miłość swojego życia, piękną Węgierkę. Do Polski wrócili razem, ale ona po pewnym czasie wyjechała, a Piotr założył firmę remontowo–budowlaną - powiedzieli "Super Expressowi" sąsiedzi Piotra B.

Tragedia bez motywu. Kim był Piotr B.?

Dla Piotra B. feralny 9 lutego 2023 roku miał być kolejnym dniem pracy, poświęconym na rutynowe obowiązki. Mężczyzna, jako pracownik remontowo-budowlany, udał się do baru w centrum Krakowa wyłącznie w celu dokonania pomiarów przed zbliżającym się remontem lokalu. Nikt nie mógł przewidzieć, że ten niewinny obowiązek zamieni się w ostatnią chwilę jego życia, gdy bez żadnego powodu stanie się celem ataku szaleńca. Zaledwie chwile później, Dawid Ż. wycelował w niego z pistoletu SIG Sauer kal. 9 mm i oddał śmiertelny strzał w głowę, przekreślając wszelkie szanse na ratunek.

Ta bezsensowna zbrodnia, w której sprawca i ofiara byli sobie zupełnie obcy, pokazuje, jak cienka granica dzieli codzienność od nagłej, brutalnej tragedii. Nie tylko Piotr B. znalazł się na celowniku Dawida Ż. Napastnik próbował również pozbawić życia Leszka S., wuja i współpracownika Piotra B., jednak tym razem los, a raczej zacięty pistolet, pokrzyżował mu plany. 52-latek, choć doznał silnego szoku i trafił do szpitala, uniknął śmierci, co tylko potęguje grozę całego wydarzenia i uzmysławia, jak niewiele brakowało do jeszcze większej hekatomby.

Głosy, które kazały zabić

Po oddaniu śmiertelnego strzału i nieudanej próbie kolejnego zabójstwa, Dawid Ż. rzucił się do ucieczki z miejsca zbrodni. Jego wolność nie trwała jednak długo, gdyż został zatrzymany zaledwie kilka ulic dalej, na ulicy Wrocławskiej. Postawiono mu cztery poważne zarzuty: zabójstwa, usiłowania zabójstwa, a także nielegalnego posiadania broni i amunicji, co świadczyło o pełnym rozmiarze popełnionego przestępstwa. Mężczyzna, mimo ciążących na nim dowodów, nie przyznał się do winy i początkowo odmówił składania wyjaśnień, co jest standardową taktyką, choć w tym przypadku kryło w sobie coś znacznie więcej niż tylko prawniczą strategię.

Od samego początku śledztwa pojawiały się poważne wątpliwości co do stanu psychicznego Dawida Ż., szczególnie, że w przeszłości był on już leczony psychiatrycznie. To właśnie ta historia medyczna nadała zupełnie nowy kontekst jego milczeniu, a później szokującemu wyznaniu. Ostatecznie, sprawca strzelaniny wyznał śledczym, że za jego brutalnym czynem stały tajemnicze „głosy”, które nakazały mu strzelić do Piotra B. Brak jakiegokolwiek racjonalnego motywu do pozbawienia życia nieznanego mu mężczyzny stał się kluczem do zrozumienia tej makabrycznej zbrodni.

Czy niepoczytalność chroni zabójcę?

Historia Dawida Ż. to nie tylko kronika zbrodni, ale także przypadek, który każe zastanowić się nad granicami odpowiedzialności karnej w polskim systemie prawnym. Bezrobotny mieszkaniec Krakowa, z przeszłością naznaczoną wyrokami za kradzież, włamanie, rozbój i nękanie, został poddany szczegółowej ocenie stanu psychicznego. Ekspertyzy jednoznacznie wskazały na jego niepoczytalność w chwili popełnienia czynu, co fundamentalnie zmieniło dalszy bieg wydarzeń i postawiło pod znakiem zapytania tradycyjne rozumienie sprawiedliwości. To orzeczenie ma daleko idące konsekwencje dla wymiaru sprawiedliwości, rodząc pytania o skuteczność systemu.

Z uwagi na stwierdzoną niepoczytalność, Dawid Ż. nigdy nie stanął przed sądem jako oskarżony w tradycyjnym procesie karnym. To prawna ścieżka, która, choć zgodna z literą prawa, w oczach opinii publicznej często budzi kontrowersje i poczucie niesprawiedliwości, zwłaszcza w obliczu tak drastycznej zbrodni. Zamiast wyroku i kary więzienia, Dawid Ż. został skierowany na leczenie psychiatryczne, co jest standardową procedurą w takich przypadkach, ale dla wielu pozostaje trudne do zaakceptowania jako odpowiedź na śmierć Piotra B. To pokazuje, jak skomplikowane są sprawy, gdy zdrowie psychiczne wchodzi w grę w kontekście przestępstw.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.