Spis treści
Małopolska bez hucznych petard?
Koniec roku to tradycyjnie czas podsumowań i hucznego świętowania, które wielu Polaków wciąż nierozerwalnie łączy z rozświetlającymi niebo fajerwerkami. Ten spektakl, choć zachwyca dorosłych i dzieci, od lat budzi poważne kontrowersje, zwłaszcza wśród obrońców zwierząt i mieszkańców ceniących spokój. Problem hałasu i stresu wywołanego eksplozjami pirotechnicznymi stał się na tyle palący, że coraz więcej samorządów decyduje się na radykalne kroki.
Niektóre malownicze zakątki Małopolski już dawno pożegnały się z prywatnymi pokazami pirotechnicznymi, wprowadzając stałe zakazy. Do pionierów tej polityki należą między innymi Zakopane oraz gmina Bukowina Tatrzańska, gdzie odpalanie petard w sylwestrową noc jest surowo wzbronione od wielu lat. To właśnie tam, w cieniu Tatr, problem cierpienia zwierząt domowych i dzikich stał się szczególnie widoczny, wymuszając na władzach konkretne działania.
Dlaczego zwierzęta cierpią od petard?
Specjaliści od dawna biją na alarm, podkreślając dramatyczne konsekwencje huku i błysków fajerwerków dla zwierzęcego świata. Przerażone stworzenia, zarówno te domowe, jak i dzikie, są całkowicie zdezorientowane, nie potrafiąc zinterpretować źródła nagłego zagrożenia. Ucieczki w panice, urazy, a nawet ataki serca to niestety tragiczny bilans każdej nocy sylwestrowej, gdzie króluje pirotechnika.
Tatrzański Park Narodowy od lat pozostaje na pierwszej linii frontu w walce o ciszę w sylwestra, regularnie apelując o powstrzymanie się od odpalania petard. Nie jest to jedynie prośba wynikająca z troski o komfort ludzi, ale przede wszystkim z głębokiej świadomości tego, jak destrukcyjnie hałas wpływa na niezwykle wrażliwy ekosystem Tatr, zagrażając życiu unikalnych gatunków, takich jak kozice czy świstaki.
"Huk wywołuje u zwierząt olbrzymie przerażenie, a nawet ataki paniki, które mogą okazać się groźne dla ich zdrowia i życia" – tłumaczy dyrektor TPN, Szymon Ziobrowski – "zdarzało się, że spłoszone zwierzęta, np. kozice, w trakcie ucieczki ulegały śmiertelnym wypadkom".
Kraków mówi nie fajerwerkom?
Do grona miejscowości stawiających czoła sylwestrowej pirotechnice w końcu dołączył Kraków, stolica Małopolski, choć z pewnym opóźnieniem i wyjątkami. Uchwała Rady Miasta, wprowadzająca coroczny zakaz używania materiałów pirotechnicznych, obowiązuje od 15 grudnia 2025 roku. To oznacza, że przyszłe obchody Nowego Roku w królewskim mieście będą już znacznie cichsze, co z pewnością ucieszy wielu mieszkańców i ich czworonożnych przyjaciół.
Warto jednak zwrócić uwagę na pewną anomalię, która może wprowadzić w błąd. Mimo ogłoszenia zakazu, tegoroczna noc sylwestrowa, poprzedzająca pełne wejście w życie przepisów, jest traktowana wyjątkowo. Tylko w tym jednym roku mieszkańcy Krakowa mogą odpalać fajerwerki w ściśle określonym czasie: od godziny 22:00 w Sylwestra do godziny 2:00 w Nowy Rok. Po tym okresie, podobne odstępstwa mają już nie występować.
Co dokładnie obejmuje zakaz w Krakowie?
Wprowadzony przez Radę Miasta Krakowa zakaz ma charakter uniwersalny i obejmuje nie tylko przestrzenie publiczne, takie jak rynki czy parki, ale także tereny prywatne. Kluczowe jest tutaj kryterium oddziaływania: jeśli użycie fajerwerków lub petard na własnej posesji będzie skutkowało wpływem na miejsca dostępne publicznie, wówczas również podlega ono restrykcjom. Oznacza to, że tradycyjne "strzelanie" w ogródku, które niepokoi sąsiadów czy zwierzęta, również może zostać ukarane.
Konsekwencje niezastosowania się do nowych przepisów są jasno określone i z pewnością powinny działać odstraszająco. Mieszkańcy, którzy zdecydują się zignorować Uchwałę Rady Miasta, muszą liczyć się z karą grzywny w wysokości od 20 do nawet 500 złotych. W przypadku rażących naruszeń, lub gdy grzywna nie będzie wystarczająca, sprawa może zostać skierowana bezpośrednio do sądu, co wiąże się z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami prawnymi.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.