Syrenka oblana farbą. Czy wyrok dla aktywistek będzie precedensem?

2026-03-26 14:10

Głośny incydent z 8 marca 2024 roku, kiedy dwie aktywistki z grupy Ostatnie Pokolenie oblały pomarańczową farbą warszawską Syrenkę, dobiega finału. Sprawa zniszczenia zabytku, która wywołała burzę w mediach i podzieliła opinię publiczną, znalazła swój epilog na sali sądowej. Prokuratura żąda surowych kar, co stawia pytanie o granice aktywizmu. Wyrok ma zapaść już 3 kwietnia, a społeczeństwo z niecierpliwością czeka na rozstrzygnięcie.

Centralny element obrazu to kamienny cokół pomnika, wykonany z szarego, porowatego materiału, na którym widoczne są pęknięcia i drobne ubytki. Na froncie cokołu znajduje się intensywna, prostokątna plama pomarańczowej farby, z której spływają pionowe zacieki w dół. Powyżej cokołu widoczna jest ciemnozielona, patynowana część pomnika, przedstawiająca stopy postaci w udrapowanych szatach. Całość spoczywa na brukowanym placu, gdzie kostka układa się w koncentryczne okręgi wokół podstawy. Tło stanowią rozmyte, niewyraźne zarysy budynków i elementów miejskiego krajobrazu.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Centralny element obrazu to kamienny cokół pomnika, wykonany z szarego, porowatego materiału, na którym widoczne są pęknięcia i drobne ubytki. Na froncie cokołu znajduje się intensywna, prostokątna plama pomarańczowej farby, z której spływają pionowe zacieki w dół. Powyżej cokołu widoczna jest ciemnozielona, patynowana część pomnika, przedstawiająca stopy postaci w udrapowanych szatach. Całość spoczywa na brukowanym placu, gdzie kostka układa się w koncentryczne okręgi wokół podstawy. Tło stanowią rozmyte, niewyraźne zarysy budynków i elementów miejskiego krajobrazu.

Pomarańczowa plama na symbolu Warszawy

8 marca 2024 roku warszawska Syrenka, ikona stołecznego krajobrazu i ważny symbol miasta, stała się mimowolnym świadkiem, a właściwie ofiarą, głośnego aktu protestu. Dwie aktywistki z kontrowersyjnej grupy Ostatnie Pokolenie oblały pomnik pomarańczową farbą, co miało zwrócić uwagę na problem kryzysu klimatycznego. Incydent błyskawicznie wywołał falę komentarzy i dyskusji, zarówno w mediach społecznościowych, jak i w tradycyjnych kanałach informacyjnych, budząc skrajne emocje od oburzenia po zrozumienie dla motywacji.

Interwencja policji była niemal natychmiastowa, a funkcjonariusze zatrzymali kobiety stojące na pomniku z transparentem. Barbara Szczerba z Komendy Stołecznej Policji potwierdziła, że aktywistki zostały zatrzymane w związku z oblanym pomnikiem. Ten incydent z warszawską Syrenką szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych działań Ostatniego Pokolenia w Polsce, tuż obok zakłócania koncertów i blokowania ruchu ulicznego.

Kobiety miały oblać pomnik nieznaną substancją. Zostały zatrzymane. Będą wykonywane z nimi czynności procesowe − przekazywała w rozmowie z „Super Expressem” Barbara Szczerba z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Czy Syrenka zasłużyła na farbę?

Reakcje na akt wandalizmu, czy jak kto woli – artystycznego protestu – były niezwykle zróżnicowane. Od ostrych słów potępienia po próbę zrozumienia, co kierowało aktywistkami. W serwisie X, komentator sportowy Łukasz Jurkowski z przekąsem sugerował, aby „czyścić to teraz szczoteczkami do zębów”, co trafnie oddawało frustrację wielu obywateli. Społeczeństwo, choć coraz bardziej świadome problemów klimatycznych, wciąż ma trudności z akceptacją tak radykalnych form protestu.

Bardzo dosadnie wypowiedziała się Anna-Maria Żukowska, przewodnicząca KKP Lewicy, która zadała retoryczne pytanie o związek Syrenki z kryzysem klimatycznym. Jej słowa odzwierciedlały powszechne wątpliwości, czy niszczenie symboli kultury to skuteczna metoda na zwrócenie uwagi na globalne problemy. Czy oblanie pomnika Syrenki rzeczywiście zmieniło cokolwiek w walce o klimat? Pytania te pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi, lecz świadczą o trwającej debacie na temat granic aktywizmu.

Dobra już mam dosyy tego, co wam Syrenka zrobiła? Co ma Syrenka do kryzysu klimatycznego? Co zmieni jej oblanie farbą? Czego to ma być symbol?

Proces aktywistek Ostatniego Pokolenia

Proces Julii i Marianny z Ostatniego Pokolenia, oskarżonych o zniszczenie zabytku, wszedł w decydującą fazę. Za zarzucany im czyn grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, co pokazuje wagę, jaką wymiar sprawiedliwości przywiązuje do ochrony dziedzictwa kulturowego. Na sali sądowej, oprócz oskarżonych i ich obrońców, obecni byli przedstawiciele prokuratury oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, co świadczy o szerokim zainteresowaniu sprawą i jej potencjalnych konsekwencjach dla przyszłych protestów.

Kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy okazało się przesłuchanie biegłego, który szczegółowo wyjaśnił różnicę między "zniszczeniem" a "uszkodzeniem" zabytku. Jego zeznania mogły mieć istotny wpływ na ostateczną kwalifikację czynu. Biegły podkreślił, że w przypadku warszawskiej Syrenki nie doszło do nieodwracalnych uszkodzeń, a te istniejące zostały już usunięte. To stwierdzenie jest niezwykle ważne w kontekście potencjalnej kary.

Nie było nieodwracalnych uszkodzeń. Uszkodzenia zostały usunięte.

Więzienie czy wolność? Czy nawiązki wystarczą?

Po zakończeniu przewodu sądowego nadszedł czas na mowy końcowe, które zarysowały pełen obraz argumentacji stron. Prokurator nie miał wątpliwości, wnioskując o rok pozbawienia wolności dla każdej z oskarżonych oraz nawiązki w wysokości 5 tys. zł na rzecz instytucji chroniącej zabytki. To surowa propozycja, mająca zapewne na celu odstraszenie od podobnych działań w przyszłości i podkreślenie konsekwencji prawnych aktów wandalizmu, nawet tych motywowanych ideologicznie.

Oskarżyciel posiłkowy, ze swojej strony, argumentował, że wybór Syrenki nie był przypadkowy, lecz miał na celu wywarcie presji politycznej, domagając się kary ograniczenia wolności i prac społecznych. Z kolei obrona aktywistek przekonywała, że ich działania były jedynie formą ekspresji politycznej, chronioną przez wolność słowa. Mecenas Jagura z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wniósł o uniewinnienie, odwołując się do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co stawia całą sprawę w szerszym kontekście praw obywatelskich.

To, co zrobiłyśmy, nie było wandalizmem.

Motywacje aktywistek i oczekiwany wyrok

Same oskarżone miały okazję przedstawić swoje motywacje i spojrzenie na całe zdarzenie. Julia stanowczo podkreślała, że ich czyn nie powinien być kwalifikowany jako wandalizm, lecz jako manifestacja głębokiego niepokoju o przyszłość planety. Marianna natomiast podzieliła się swoimi emocjami związanymi z globalnymi kryzysami, wyjaśniając, co pchnęło ją do tak drastycznego kroku. Te osobiste świadectwa często bywają pomijane w medialnym szumie, lecz dla sądu mogą mieć znaczenie przy ocenie intencji i okoliczności czynu.

Sąd, po wysłuchaniu wszystkich stron i zamknięciu przewodu, zapowiedział ogłoszenie wyroku w sprawie na 3 kwietnia. Niezależnie od decyzji, sprawa aktywistek Ostatniego Pokolenia i oblania Syrenki z pewnością pozostawi swój ślad w debacie publicznej na temat granic protestu, ochrony zabytków oraz roli prawa w obliczu narastających kryzysów ekologicznych. Werdykt będzie sygnałem nie tylko dla innych aktywistów, ale także dla społeczeństwa, jak państwo podchodzi do wolności ekspresji i ochrony dziedzictwa.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.