Spis treści
Szał porzuconego kochanka
Wigilia to czas spokoju i rodzinnych spotkań, jednak dla mieszkańców jednego z krakowskich bloków na osiedlu Kalinowym tegoroczne święta zamieniły się w prawdziwy koszmar. Zamiast kolęd i świątecznej atmosfery, z okien jednego z mieszkań rozbrzmiewała głośna muzyka, przerywana przerażającymi odgłosami demolki. Marcin S., mieszkaniec czwartego piętra, wpadł w amok, którego powodem miało być porzucenie przez ukochaną.
Coś, co początkowo wyglądało na nietypowy, przedświąteczny remont, szybko okazało się aktem agresji wymierzonej w całą przestrzeń wspólną. Mieszkańcy z niepokojem obserwowali, jak ich sąsiad konsekwentnie niszczy nie tylko własne lokum, ale i klatkę schodową, zamieniając ją w wysypisko gruzu i śmieci. Nikt nie spodziewał się, że rozstanie może doprowadzić do tak dramatycznych konsekwencji.
„Początkowo myśleliśmy, że może jakiś konieczny remont musi zrobić, ale to było dziwne, że tuż przed świętami zaczyna” – opowiada mieszkaniec bloku na osiedlu Kalinowym.
Krakowska klatka grozy. Co zniszczono?
Na korytarzu czwartego piętra pojawiła się zdemontowana muszla sedesowa, stosy gruzu i rur, a także inne odpady budowlane, które skutecznie zagradzały drogę. Drzwi mieszkania Marcina S. zostały obklejone podpaskami, ułożonymi w zaskakujące „kwiatki”, co tylko potęgowało poczucie absurdu i bezradności. To był jednak dopiero początek dewastacji, która objęła znacznie szerszy obszar wspólnej przestrzeni.
Agresor nie ograniczył się do swojego lokum – rozkuł ścianę na klatce schodowej i ozdobił ją wulgarnymi napisami, wykonanymi czerwoną farbą. Wśród obraźliwych haseł, jak relacjonuje Przemysław Moszczyński w rozmowie z „Super Expressem”, pojawiło się imię „Dorotka”, co szybko naprowadziło sąsiadów na trop prawdopodobnego motywu działania Marcina S. To właśnie Dorota miała być kobietą, która go porzuciła.
„On rozkuł nawet ścianę na klatce schodowej, pobazgrał ścianę czerwoną farbą, proszę spojrzeć na te wulgarne napisy. To przerażające co się tu stało” – opowiada w rozmowie z "Super Expressem" Przemysław Moszczyński ( 41 l.).
Policja bezradna?
Przez blisko dwa tygodnie, od Wigilii aż do 5 stycznia, mieszkańcy osiedla Kalinowego żyli w ciągłym strachu i poczuciu zagrożenia. Ich apele o pomoc były wielokrotnie kierowane do służb, co potwierdza Piotr Szpiech, rzecznik KMP w Krakowie. Policja interweniowała pod wskazanym adresem ponad dwadzieścia razy, ale za każdym razem jej wizyta przynosiła jedynie chwilowe uspokojenie sytuacji. Agresor, zamiast się opamiętać, stawał się coraz bardziej nieobliczalny i brutalny w swoim zachowaniu.
Mieszkańcy byli zdruzgotani bezsilnością organów ścigania, które nie potrafiły skutecznie powstrzymać Marcina S. „Dzwoniliśmy wiele razy na policję, wszyscy dzwonili. Ale sąsiad nic sobie z tego nie robił, po każdej wizycie policji był jeszcze bardziej agresywny, jeszcze mocniej kuł tym młotem a nas wyzywał” – opowiada pan Przemysław, podkreślając narastające poczucie bezradności. Skala zniszczeń była zatrważająca, a perspektywa dalszego terroru paraliżowała lokalną społeczność.
„Dzwoniliśmy wiele razy na policję, wszyscy dzwonili. Ale sąsiad nic sobie z tego nie robił, po każdej wizycie policji był jeszcze bardziej agresywny, jeszcze mocniej kuł tym młotem a nas wyzywał” – opowiada pan Przemysław.
Zamaskowane okna i transparent
Poza gruzem i wulgarnymi napisami, Marcin S. postanowił dodatkowo utrudnić życie sąsiadom, zamalowując wszystkie okna na klatce schodowej nieznaną substancją, przypominającą tynk lub gips. Akt ten skutecznie odciął dostęp do naturalnego światła, pogrążając wspólne przestrzenie w ponurym mroku i potęgując wrażenie osaczenia. Blok zamienił się w prawdziwą fortecę rozpaczy, pozbawioną nadziei na szybki powrót do normalności.
Co więcej, mężczyzna nie poprzestał na dewastacji. Kilka dni wcześniej opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie transparentu z napisanym czerwoną farbą wyznaniem miłości i prośbą o powrót Doroty. Transparent ten, według relacji, miał zostać umieszczony na drzwiach zakładu pracy kobiety, co stanowiło dodatkowy element dręczenia i świadczyło o obsesyjnym charakterze jego działania. Takie zachowanie mogłoby sugerować, że była to przemyślana zemsta.
„Oprócz tego gruzu na klatce i napisów na ścianach on jeszcze wszystkie okna na klatce schodowej zamalował jakąś mazią przypomina to tynk czy gips, w każdym razie nic przez te okna nie widać” – dodaje mężczyzna.
Finał awantury Marcina S.
Dopiero 5 stycznia funkcjonariusze policji podjęli stanowcze kroki, które zakończyły kilkunastodniowy terror. Podczas ostatniej interwencji Marcin S. został zatrzymany i przewieziony do szpitala, gdyż, jak informuje Piotr Szpiech z KMP w Krakowie, „nie był w logicznym kontakcie”. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą, ale pytanie o przyszłość i ewentualny powrót agresora pozostaje otwarte. Czy ich spokój będzie trwały, czy to tylko chwilowa przerwa w koszmarze?
Tego samego dnia przedstawiciel administracji budynku złożył oficjalne zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach. W związku z tym w Komisariacie Policji VII w Krakowie prowadzone są czynności mające na celu uzupełnienie zarzutów. Policja pozostaje w kontakcie z prokuraturą, gromadząc materiał dowodowy w sprawie wandalizmu i nękania. Miejmy nadzieję, że organy ścigania doprowadzą do sprawiedliwego rozwiązania tej niezwykłej sprawy.
„5 stycznia br. podczas ostatniej interwencji mężczyzna z uwagi na to, że nie był w logicznym kontakcie, trafił do szpitala. Tego samego dnia przedstawiciel administracji złożył zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach, w związku z czym prowadzone są czynności zmierzające do uzupełnienia zarzutów. W komisariacie Policji VII w Krakowie toczą się postępowania, gromadzony jest materiał dowodowy i odnośnie prowadzonych spraw pozostajemy w kontakcie z prokuraturą” – informuje Piotr Szpiech Super Express.
Co dalej z Marcinem S.?
Mieszkańcy osiedla Kalinowego doświadczyli prawdziwego piekła, które zgotował im jeden z sąsiadów. Trauma związana z chaosem, niepewnością i brakiem bezpieczeństwa z pewnością pozostawi trwały ślad. Choć Marcin S. został tymczasowo odizolowany, fundamentalne pytanie o jego powrót i konsekwencje jego czynów nadal nurtuje lokalną społeczność. Wielu zadaje sobie pytanie, czy sprawca w pełni odpowie za swoje działania.
Sprawa dewastacji bloku w Krakowie jest doskonałym przykładem, jak osobiste problemy i nierozwiązane konflikty mogą eskalować, wpływając na życie całego otoczenia. Pozostaje mieć nadzieję, że wymiar sprawiedliwości rozpatrzy tę sprawę z należytą uwagą, a mieszkańcy odzyskają poczucie bezpieczeństwa i spokój, który został im brutalnie odebrany w okresie świątecznym. Czynności prokuratury mogą być kluczowe dla ich dalszego komfortu.
„Co będzie gdy on wróci?” – mówią.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.