Szaman z Bysiny oszukał pacjentki. Dlaczego naturopata uniknie więzienia?

2026-04-12 5:08

Historia dwóch kobiet, które zaufały samozwańczemu naturopacie z Małopolski, znanemu jako „Szaman z Bysiny”, jest przestrogą. Zamiast kontynuować sprawdzone leczenie onkologiczne, porzuciły je na rzecz obietnic cudownego uzdrowienia. Obie zmarły, a choć sąd uznał winę Tomasza S., wymierzony wyrok w zawieszeniu wywołał falę oburzenia i pozostawił wiele pytań o granice odpowiedzialności w medycynie alternatywnej.

Rozmyty obraz przedstawia wnętrze nowoczesnego budynku, z dominującymi ciemnymi i jasnymi odcieniami. Po prawej stronie widać ciemną, pionową powierzchnię, która zasłania część widoku. W centrum i po lewej stronie obrazu dominuje jasna, beżowa przestrzeń, oświetlona skośnym światłem tworzącym geometryczne kształty. Architektura charakteryzuje się prostymi liniami i kątami, z widocznymi filarami i prostopadłościennymi otworami, prowadzącymi w głąb ciemniejszych partii konstrukcji.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Rozmyty obraz przedstawia wnętrze nowoczesnego budynku, z dominującymi ciemnymi i jasnymi odcieniami. Po prawej stronie widać ciemną, pionową powierzchnię, która zasłania część widoku. W centrum i po lewej stronie obrazu dominuje jasna, beżowa przestrzeń, oświetlona skośnym światłem tworzącym geometryczne kształty. Architektura charakteryzuje się prostymi liniami i kątami, z widocznymi filarami i prostopadłościennymi otworami, prowadzącymi w głąb ciemniejszych partii konstrukcji.

Samozwańczy uzdrowiciel bez wykształcenia

Tomasz S. (57 l.), szerzej znany jako „Szaman z Bysiny”, miał być nadzieją dla ciężko chorych, choć w rzeczywistości okazał się zaledwie nauczycielem z Niska, bez żadnego wykształcenia medycznego. Przez lata podawał się za eksperta medycyny holistycznej, rzekomo praktykującego we Francji, co miało dodawać mu wiarygodności w oczach zdesperowanych pacjentów. Jego metody, takie jak generator plazmowy czy wahadełka, brzmiały egzotycznie i tajemniczo, obiecując szybkie i bezbolesne uzdrowienie.

Kobiety cierpiące na nowotwory, Urszula K. (+66 l.) i Karolina G. (+35 l.), usłyszały od niego, że ich choroby to jedynie „zakażenie patogenami”, a nie groźny rak. Zmanipulowane przez naturopatę, porzuciły sprawdzone leczenie onkologiczne na rzecz jego „terapii”, za które pobierał niemałe sumy – w jednym przypadku nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przyjmował w swoim domu w Małopolsce, reklamując się w internecie jako autorytet, do którego zwracają się nawet profesorowie.

Jak "Szaman z Bysiny" manipulował pacjentkami?

Historia Urszuli K. rozpoczęła się w 2022 roku, kiedy zdiagnozowano u niej guza trzustki. W poszukiwaniu ratunku, za namową znajomego, trafiła do Tomasza S. Tam, witana w egzotycznej czapeczce i poddawana dziwacznym badaniom z użyciem lalek, dłoni oraz łańcuszków, usłyszała słowa, które zaważyły na jej życiu. „Pani nie ma żadnego nowotworu” – zapewniał szarlatan, rozwiewając wszelkie medyczne diagnozy i dając złudną nadzieję.

„Pani nie ma żadnego nowotworu” - powiedział kobiecie, która niestety uwierzyła.

Niczego nieświadoma Urszula K. poddała się jego „leczeniu”, polegającemu na wielogodzinnym naświetlaniu generatorem plazmowym i restrykcyjnej płynnej diecie, za co płaciła 250 zł dziennie przez trzy miesiące. Kiedy jej stan drastycznie się pogorszył, Tomasz S. odwiózł ją do szpitala, gdzie usłyszała polecenie, by milczeć o metodach alternatywnego leczenia. Niestety, guz urósł dwukrotnie, uniemożliwiając jakąkolwiek operację, a kobieta zmarła 1 kwietnia 2023 roku, ofiara fałszywych obietnic.

Karolina G. także ofiarą oszusta

Tragiczny schemat powtórzył się w przypadku Karoliny G., zaledwie 35-letniej kobiety, zmagającej się z nowotworem piersi. Ona również dała się zwieść obietnicom „Szamana z Bysiny”, porzucając konwencjonalne leczenie na rzecz kamieni i sprężynek. Za te wątpliwej skuteczności usługi zapłaciła ponad 40 tysięcy złotych, niestety również przypłacając to życiem, co stawia pod znakiem zapytania etykę i prawne ramy działania naturopatów.

Zarzuty prokuratury wobec naturopaty

Prokuratura, widząc rażące naruszenia i tragiczną śmierć pacjentek, oskarżyła Tomasza S. o oszustwa, doprowadzenie do bezpośredniego zagrożenia życia oraz nielegalne udzielanie świadczeń zdrowotnych. Dodatkowo zarzucono mu nakłonienie do zaniechania terapii medycznych, co miało fatalne konsekwencje dla obu kobiet. Wydawało się, że dowody są na tyle mocne, by sprawiedliwości stało się zadość i naturopata trafi za kratki.

Sąd Rejonowy w Katowicach, ku zaskoczeniu i oburzeniu opinii publicznej, skazał Tomasza S. na zaledwie rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Dodatkowo orzeczono zakaz wykonywania zawodu naturopaty na ten sam okres, co wydawało się niezwykle łagodną karą za doprowadzenie do śmierci dwóch osób. Taki wyrok natychmiast wywołał falę krytyki i dyskusji na temat adekwatności kary wobec tak poważnych konsekwencji.

Sądowy wyrok, który zszokował opinię

Prokuratura, niezadowolona z orzeczenia, złożyła apelację, domagając się surowszej kary oraz uznania czynów za nieumyślne spowodowanie śmierci, co zmieniałoby kwalifikację prawną i konsekwencje dla oskarżonego. Obrońcy Tomasza S. utrzymywali natomiast, że ich klient nie działał z zamiarem oszustwa, co ma kluczowe znaczenie dla wymiaru kary. Sąd Okręgowy utrzymał jednak niemal w całości wyrok pierwszej instancji, co tylko pogłębiło poczucie niesprawiedliwości.

W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślił, że generator plazmowy nie posiada żadnych właściwości leczniczych w kontekście nowotworów, a działania Tomasza S. pozbawiły pacjentki realnych szans na skuteczne leczenie. Kluczowym argumentem było jednak stwierdzenie, że nie można jednoznacznie orzec, czy kobiety przeżyłyby, gdyby nie spotkały naturopaty, co zaważyło na braku surowszej kwalifikacji czynu. Ta prawna zawiłość budzi największe kontrowersje.

„Taki wyrok to jak żaden wyrok. On powinien siedzieć. Trzeba chronić ludzi przed takimi osobami. Życia mojej żony nikt mi nie zwróci” - mówił Władysław K., wdowiec po Urszuli.

Granice medycyny alternatywnej w Polsce

Władysław K., wdowiec po Urszuli, nie krył swojego oburzenia i rozczarowania wyrokiem, nazywając go „żadnym wyrokiem” i podkreślając potrzebę ochrony społeczeństwa przed takimi praktykami. Jego stanowcze słowa są głosem wszystkich, którzy domagają się sprawiedliwości i surowszego podejścia do odpowiedzialności za życie i zdrowie pacjentów, zwłaszcza w obliczu rosnącej popularności medycyny alternatywnej. Sprawa „Szamana z Bysiny” na nowo rozpaliła ogólnopolską dyskusję o granicach działalności „medycyny alternatywnej” i o tym, gdzie kończy się wolność wyboru, a zaczyna odpowiedzialność za czyjeś życie. Coraz częściej pojawiają się pytania o regulacje prawne i moralne, które powinny chronić osoby chore przed oszustami żerującymi na ich nadziei i cierpieniu, oferującymi złudne cuda zamiast rzetelnej pomocy medycznej. To wydarzenie to gorzka lekcja dla całego społeczeństwa.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.