Tajemnicza kolizja w Warszawie. Co naprawdę wydarzyło się na Stanisławowskiej?

2026-01-02 12:58

W grudniową noc na ulicy Stanisławowskiej w Warszawie doszło do niecodziennej kolizji, która wzbudziła poważne podejrzenia służb. Patrol straży miejskiej natknął się na rozbity samochód marki Dodge oraz nietrzeźwą parę. Mężczyzna, z widocznymi obrażeniami, przedstawił zaskakującą wersję wydarzeń, oskarżając o wszystko nieznajomego obywatela Ukrainy. Niespójne zeznania i stan upojenia alkoholowego doprowadziły do natychmiastowej interwencji policji.

Ciemny, asfaltowy chodnik z widocznymi, lekko błyszczącymi kroplami wody, rozciąga się w kierunku skrzyżowania. Na mokrej nawierzchni ulicy padają wydłużone, czarne cienie słupów, przecinające kadr od lewej do prawej strony. W górnej części obrazu widoczne są fragmenty budynków z oknami, niektóre z nich słabo oświetlone, a także pasy dla pieszych w kolorze białym. Jasne, fioletowo-białe refleksy światła odbijają się od mokrego asfaltu w środkowej części ujęcia.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Ciemny, asfaltowy chodnik z widocznymi, lekko błyszczącymi kroplami wody, rozciąga się w kierunku skrzyżowania. Na mokrej nawierzchni ulicy padają wydłużone, czarne cienie słupów, przecinające kadr od lewej do prawej strony. W górnej części obrazu widoczne są fragmenty budynków z oknami, niektóre z nich słabo oświetlone, a także pasy dla pieszych w kolorze białym. Jasne, fioletowo-białe refleksy światła odbijają się od mokrego asfaltu w środkowej części ujęcia.

Interwencja na Stanisławowskiej

26 grudnia, w bożonarodzeniową noc, około godziny 4 nad ranem, patrol straży miejskiej podczas rutynowej kontroli ulicy Stanisławowskiej w Warszawie, natknął się na niepokojący widok. Na jezdni stał doszczętnie rozbity samochód marki Dodge, a w jego pobliżu znajdowała się kobieta i mężczyzna. Pojazd miał całkowicie zniszczony przód, a z silnika wyciekały płyny eksploatacyjne, tworząc na asfalcie niebezpieczną plamę.

Funkcjonariusze zwrócili uwagę na liczne części karoserii walały się wokół wraku, a we wnętrzu pojazdu widoczne były wystrzelone poduszki powietrzne, świadczące o sile zderzenia. Uczestnicy zdarzenia, kobieta i mężczyzna, mieli wyczuwalny zapach alkoholu, a mężczyzna posiadał widoczne ślady krwi w okolicy nosa, co natychmiast wzbudziło podejrzenia służb. Ich zachowanie było niezwykłe jak na osoby uczestniczące w kolizji, ponieważ nalegali na szybkie wezwanie lawety i prośbę, aby „nikomu nie mówili o całym zajściu”.

Tajemniczy Ukrainiec

Mężczyzna, widocznie pod wpływem alkoholu, przedstawił strażnikom miejskim wersję wydarzeń, która od razu wzbudziła wątpliwości. Twierdził, że zaledwie kwadrans wcześniej pożyczył swój samochód Dodge „mężczyźnie pochodzenia ukraińskiego”. Według jego zeznań, „nieznajomy Ukrainiec” miał zapłacić mu 200 złotych za możliwość krótkiej przejażdżki samochodem po okolicy. Para oczekiwała, że kierowca szybko wróci pojazdem.

Kiedy „nieznajomy” długo nie pojawiał się z powrotem, mężczyzna wraz z żoną mieli wyjść przed blok, aby sprawdzić, co się dzieje. Tam, ku swojemu zdziwieniu, zastali swojego Dodge’a wbitego w inny pojazd, który był zaparkowany na skraju drogi. Szczegóły tej historii, w połączeniu z ewidentnym stanem upojenia alkoholowego zgłaszających, wydały się funkcjonariuszom na tyle niespójne, że podjęto decyzję o wnikliwym sprawdzeniu wszystkich okoliczności zdarzenia.

Działania służb na miejscu

Niespójne i wręcz absurdalne wyjaśnienia pary nie przekonały obecnych na miejscu strażników miejskich. W obliczu tak poważnych rozbieżności w zeznaniach oraz widocznego stanu upojenia alkoholowego obojga, funkcjonariusze podjęli natychmiastową decyzję o wylegitymowaniu uczestników kolizji. Następnie wezwano na miejsce zdarzenia patrol policji, aby przeprowadzić dalsze czynności. Teren kolizji został zabezpieczony, aby zapobiec dalszym zagrożeniom dla ruchu drogowego i świadków.

Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji szybko potwierdzili wcześniejsze podejrzenia strażników miejskich. Badanie alkomatem wykazało, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna, byli pod wpływem alkoholu, co skomplikowało sytuację. Dalsze działania służb były już standardową procedurą w takich przypadkach. Na miejsce tajemniczej kolizji w Warszawie wezwano technika kryminalistyki, aby zabezpieczyć dowody i ustalić prawdziwe okoliczności wypadku.

Śledztwo w sprawie wypadku na Stanisławowskiej

Technik kryminalistyki dokładnie przeprowadził szczegółowe oględziny rozbitego auta oraz miejsca zdarzenia. Każdy detal, od śladów opon na jezdni po ułożenie szczątków samochodu, mógł okazać się kluczowy w ustaleniu prawdziwych okoliczności kolizji. Zebrano wszystkie możliwe dowody, aby rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące przebiegu zdarzeń i tożsamości rzeczywistego sprawcy. Policjanci starannie dokumentowali uszkodzenia pojazdów i otoczenia.

Decyzją oficera dyżurnego, obie osoby, które zastano przy rozbitym Dodge'u, zostały zatrzymane do dalszych czynności procesowych. Teraz na barkach śledczych spoczywa ciężar rozwikłania tej zagadki i ustalenia, kto faktycznie siedział za kierownicą w chwili zdarzenia. Organy ścigania będą również badać prawdziwe motywy tak kuriozalnych zeznań i zweryfikują, czy „nieznajomy Ukrainiec” rzeczywiście istniał, czy też był jedynie desperacką próbą uniknięcia odpowiedzialności za spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.