Spis treści
Tragiczne utonięcie braci w Mokobodach
Wspomnienia o tragicznych wydarzeniach sprzed lat wciąż powracają w Mokobodach, położonych w powiecie siedleckim. Co roku, w połowie lutego, mieszkańcy przypominają sobie dramat, który rozegrał się w styczniu i lutym 2015 roku. Dwóch braci, piętnastoletni Marcin i dwunastoletni Pawełek, utonęło w lodowatej wodzie rzeki Liwiec, płynącej przez wieś. Chłopcy zginęli, kiedy lód nagle załamał się pod ich ciężarem podczas zabawy.
Tragedia ta wstrząsnęła całą Polską, a poszukiwania zaginionych braci były szeroko relacjonowane przez media. Mimo upływu lat, wspomnienia o tym wydarzeniu nadal wywołują silne emocje wśród mieszkańców. Szukano ich przez wiele tygodni, angażując w akcję liczne służby i lokalną społeczność, co świadczyło o ogromnej mobilizacji w obliczu tej niewyobrażalnej straty.
"Wszyscy mieliśmy nadzieje, że nie utopili się, ale wyjechali, uciekli gdzieś w Polskę" - opowiada mężczyzna.
Poszukiwania i smutne odkrycia
Zwłoki starszego brata, Marcina, odnaleziono w rzece po czterech dniach od jego zaginięcia, co potwierdziło najgorsze obawy. Marian M. (68 l.) z Zaliwia, który brał udział w poszukiwaniach razem ze strażą i policją, przyznał, że wszyscy mieli nadzieję na inne rozwiązanie. Mężczyzna po raz pierwszy od jedenastu lat wrócił nad brzeg rzeki, gdzie toczyły się dramatyczne wydarzenia.
Uczestnicy akcji poszukiwawczej wciąż pamiętają trudne chwile, gdy każda godzina zmniejszała szanse na odnalezienie chłopców żywych. Nadzieja powoli ustępowała miejsca rozpaczy, szczególnie po odnalezieniu pierwszego ciała. Marian M. nie krył wzruszenia, wspominając tamten czas i przyznając, że minęło wiele lat, zanim odważył się ponownie odwiedzić to tragiczne miejsce.
"Gdy odnaleziono Pawła, rozpłakałem się" - wyznaje.
"Minęło tyle czasu nim nabrałem odwagi, by przyjechać na to miejsce..." - ociera łzy.
Ostatnie chwile braci. Co się stało?
W 11. rocznicę śmierci Marcina i Pawełka, na cmentarzu w Mokobodach ponownie pojawiły się znicze i kwiaty, upamiętniające ich tragiczną śmierć. Bracia, za zgodą rodziców, wyszli rano z domu, informując, że idą do kolegi, co było dla nich typowym zachowaniem. Zawsze wracali do domu wczesnym wieczorem, dlatego ich nieobecność po zmroku wywołała niepokój.
Rodzice początkowo czekali z nadzieją, że chłopcy po prostu się spóźnią lub wrócą z przeprosinami. Gdy jednak upływały kolejne godziny, a Marcina i Pawełka nadal nie było, najbliżsi rozpoczęli poszukiwania na własną rękę. Po bezowocnych próbach odnalezienia dzieci, rodzina podjęła decyzję o zawiadomieniu policji, co zapoczątkowało szeroko zakrojoną akcję ratunkową.
"Nigdy nie miałam z nimi kłopotów" - zapewniała 39-letnia wówczas pani Barbara, mama braci.
Kto uczestniczył w poszukiwaniach chłopców?
W akcji poszukiwawczej, prowadzonej na terenie Mokobód, brały udział znaczne siły policyjne, w tym funkcjonariusze z całego powiatu oraz z Radomia. Do wsparcia poszukiwań dołączyli również strażacy, a także liczni mieszkańcy z lokalnej społeczności. Skala zaangażowanych służb i cywilów świadczyła o powadze sytuacji oraz determinacji w odnalezieniu zaginionych chłopców.
W celu zwiększenia szans na odnalezienie Marcina i Pawełka, do akcji sprowadzono nawet jasnowidza. Jego przewidywania były jednoznaczne i bolesne dla rodziny: stwierdził bez ogródek, że chłopcy nie żyją. Cztery dni po zgłoszeniu zaginięcia, te smutne prognozy potwierdziły się wraz z odnalezieniem ciała 15-letniego Marcina w rzece Liwiec.
Jak dziadek odnalazł ciało wnuka?
Po odnalezieniu Marcina, poszukiwania Pawełka wciąż trwały, a jego ciało pozostawało nieodnalezione przez ponad miesiąc. Dziadek chłopca, ówczesny 71-letni pan Tadeusz, codziennie udawał się nad rzekę Liwiec w nadziei na znalezienie wnuka. To właśnie on, 11 lutego 2015 roku, zauważył w wodzie coś, co odbiegało od naturalnego krajobrazu.
Na przeciwległym brzegu rzeki pan Tadeusz dostrzegł kształt, który przypominał dryfującego człowieka. Rozpoznał, że mogło to być ciało jego dwunastoletniego wnuka. Natychmiast pobiegł do domu, aby poinformować o swoim odkryciu córkę, brata i zięcia, a następnie wszyscy wspólnie udali się nad rzekę z bosakami, aby potwierdzić przerażające przypuszczenia.
"Na przeciwległym brzegu zauważyłem kształt przypominający dryfującego człowieka. Nogi ugięły się pode mną i od razu zdałem sobie sprawę z tego, że to może być Pawełek" - opowiada.
"Pobiegłem do domu, powiedziałem córce, bratu i zięciowi. Ruszyliśmy nad rzekę. Zabraliśmy bosaki. W pewnej chwili na powierzchni ukazało się ciało Pawełka. To był straszny widok" - raptownie przerywa.
Pogrzeb braci z Mokobód. Pożegnanie
Bracia Marcin i Pawełek zostali pochowani w jednym grobie na parafialnym cmentarzu w Mokobodach, choć ich pogrzeby odbyły się w odstępie kilku tygodni. Obie uroczystości zgromadziły tłumy, które przyszły pożegnać tragicznie zmarłych chłopców. Wśród obecnych była rodzina, sąsiedzi, koledzy ze szkół oraz nauczyciele, świadczący o wsparciu dla pogrążonej w żałobie rodziny.
Proboszcz parafii, żegnając Marcina, podkreślał ogrom cierpienia, jakie spadło na rodziców. Stwierdził, że ta tragedia stanowi dla nich "bolesną drogę krzyżową", co oddawało skalę ich straty. Społeczność Mokobód jednoczyła się w bólu, wspierając rodzinę w tych niezwykle trudnych chwilach, a pamięć o Marcinie i Pawełku pozostaje żywa w sercach mieszkańców.
"Ta tragedia jest dla rodziców bolesną drogą krzyżową" - mówił żegnając Marcina proboszcz parafii.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.