Spis treści
Warszawska Wytwórnia Energii startuje
Z rozmachem godnym państwowych przedsięwzięć, po ponad rocznym rozruchu i testach, oficjalnie otwarto rozbudowaną spalarnię śmieci na Targówku, teraz dumnie nazywaną Warszawską Wytwórnią Energii. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, obok ambasadora Korei Jun Youl Tae, podkreślał skalę i znaczenie tej inwestycji, która bez wątpienia jest jedną z największych w Polsce ostatnich lat. Projekt, sfinalizowany przez koreańską firmę Posco, kosztował majątek.
Wielkością dorównuje terminalowi lotniskowemu, a jej cena, bagatela 1,65 mld zł netto, równa się kosztom przekopu Mierzei Wiślanej – co samorządowiec wykorzystał jako dowód na zdolność miasta do realizacji przedsięwzięć o ogólnokrajowym znaczeniu. Prezydent zapewnił również o bezpieczeństwie i ekologiczności obiektu, twierdząc, że emisje będą minimalne.
"To największa przemysłowa instalacja wybudowana w ostatnich latach w Polsce. Najnowocześniejsza, bezpieczna tak, że na jej dachu mogą pracować pszczoły. Będzie wytwarzać tylko tyle emisji co jedna dieslowska ciężarówka. Wydaliśmy na tę inwestycję tyle, ile kosztował przekop Mierzei Wiślanej (aktualny koszt to 1,65 mld zł netto - red.). To przykład na to, że samorząd jest w stanie realizować inwestycje o skali państwowej" - mówił podczas oficjalnego otwarcia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
Lata przygotowań i niedotrzymane terminy
Otwarcie nie obyło się bez odniesień do trudnej przeszłości projektu, który mierzył się z wieloletnimi przygotowaniami i, co tu dużo mówić, wielokrotnie niedotrzymywanymi terminami zakończenia prac. Prezydent Trzaskowski dyplomatycznie zaznaczył, że "takie budowle nie powstają z dnia na dzień", próbując usprawiedliwić wcześniejsze poślizgi. Mieszkańcy z pewnością pamiętają te perypetie i z niecierpliwością oczekiwali na finał.
Ciekawostką, która z pewnością uspokoi sąsiadów, jest zapewnienie, że wbrew powszechnym obawom i stereotypom, obiekt "nie śmierdzi". Dziennikarze „Super Expressu” mieli okazję przekonać się o tym osobiście, co jest ważnym argumentem w debacie o akceptacji tego typu instalacji w przestrzeni miejskiej.
"- Takie budowle nie powstają z dnia na dzień, nie szliśmy na skróty licząc na szybki efekt" – tak prezydent odniósł się do lat przygotowań i kilkukrotnie niedotrzymanych terminów zakończenia inwestycji.
Imponująca skala i logistyka
Wnętrza Warszawskiej Wytwórni Energii robią wrażenie, nie tylko ze względu na technologiczną złożoność, ale i na samą skalę. Główna hala, do której zjeżdżają śmieciarki z odpadami komunalnymi, może jednocześnie pomieścić aż 600 pojazdów! To logistyczne wyzwanie zostało rozwiązane za pomocą specjalnej ramki z podgrzewaną nawierzchnią, co ma zapobiegać korkom na ulicy Zabranieckiej.
Za drzwiami tej imponującej przestrzeni rozciąga się labirynt taśm transportowych, gdzie resztki, z których nie dało się już niczego odzyskać, suną w różnych kierunkach. Obok, pracownicy MPO ręcznie segregują odpady, wybierając cenne surowce takie jak metal i plastik, co podkreśla, że zakład nie tylko spala, ale i odzyskuje.
Jak dużo energii ze śmieci?
Rocznie Warszawska Wytwórnia Energii jest w stanie przetworzyć imponujące 265 tysięcy ton zmieszanych odpadów komunalnych, co stanowi aż jedną trzecią śmieci generowanych przez stolicę. To ogromny skok w porównaniu do wcześniejszych 40 tysięcy ton, które przetwarzała stara spalarnia. Wydajność ta ma przełożyć się na znaczącą produkcję energii.
Prezydent Trzaskowski z dumą zapowiedział, że nowa instalacja wyprodukuje rocznie tyle prądu, ile potrzebuje 50 tysięcy gospodarstw domowych, a także wystarczającą ilość ciepła do ogrzania osiedla zamieszkiwanego przez 30 tysięcy osób. To ma być realny wkład w bezpieczeństwo energetyczne i ekologię miasta.
"Rocznie Warszawska Wytwórnia Energii wyprodukuje tyle prądu, ile potrzebuje 50 tys. gospodarstw domowych i tyle ciepła, że wystarczy do ogrzania 30-tysięcznego osiedla domów" - podkreślał prezydent Warszawy.
Przyszłość starej instalacji – co dalej?
Warto również wspomnieć o planach dotyczących przyszłości obiektu. Prezes MPO, Adam Chwieduk, poinformował, że dotychczasowa, stara linia spalarni została wyłączona. To jednak nie koniec inwestycji na Zabranieckiej, ponieważ wkrótce czeka nas kolejny etap modernizacji, który obejmie właśnie tę starszą część kompleksu. Oznacza to, że zakład będzie ewoluował.
Perspektywa dalszych ulepszeń jest obiecująca, jednak prawdziwe pytanie, które zadają sobie wszyscy warszawiacy, dotyczy kwestii, która najbardziej wpływa na ich codzienne życie: czy uruchomienie tak nowoczesnego i wydajnego obiektu przełoży się na niższe opłaty za śmieci i energię?
"- Dziś stara linia spalarni jest wyłączona. Wkrótce czeka nas kolejny etap modernizacji, właśnie w tej starej części" - zapowiedział prezes MPO Adam Chwieduk.
Czy niższe rachunki to nadzieja?
I tu pojawia się gorzka pigułka. Mimo gigantycznej inwestycji i obietnic o produkcji energii, warszawiacy nie mają co liczyć na obniżki. Wręcz przeciwnie, w kwietniu 2026 roku najprawdopodobniej powrócą opłaty za śmieci sprzed wcześniejszej obniżki, czyli 85 zł w blokach i 107 zł w domach jednorodzinnych. Rachunki za energię mają pozostać bez zmian, co z pewnością ostudzi entuzjazm wielu.
Prezydent Trzaskowski, choć nie potwierdził jednoznacznie tych podwyżek, skłania się ku takiemu rozwiązaniu, argumentując to stabilizacją cen. Ostateczna decyzja ma zapaść w Radzie Warszawy, ale już teraz widać, że inwestycja za ponad miliard złotych nie oznacza ulgi dla portfeli mieszkańców w najbliższej przyszłości. Czy zatem ten "samorządowy sukces" nie jest kolejnym finansowym obciążeniem dla warszawiaków?
"- Być może w dłuższej perspektywie doprowadzimy do tego, że ceny energii śmieci będą niższe. Na razie cieszmy się z tego, że stabilizujemy ceny i walczymy o to, by mieć na nie wpływ" – tłumaczy Rafał Trzaskowski.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.