Wataha psów zagryzła zwierzęta pod Siedlcami. Co wydarzyło się na posesji pana Adama?

2026-01-07 11:46

Wataha zdziczałych psów sieje postrach w podlaskiej wsi Pieńki, nieopodal Siedlec. Mieszkańcy żyją w permanentnym lęku po tym, jak agresywne czworonogi dokonały bestialskiej rzezi na prywatnej hodowli. Właściciel stracił alpaki i owce kameruńskie, a jego obawy o bezpieczeństwo własnej rodziny narastają z każdą kolejną godziną. Policja już zajęła się sprawą, próbując ustalić, kto ponosi odpowiedzialność za ten makabryczny incydent.

Drewniane ogrodzenie ciągnie się przez całe zdjęcie, oddzielając zielone pole po lewej od lekko zaoranego terenu po prawej stronie. Ogrodzenie składa się z pionowych słupków i dwóch poziomych desek, rzucając długie, równoległe cienie na soczystą, zieloną trawę po lewej stronie. W tle, na horyzoncie, widać linię bezlistnych drzew pod jasnym, jednolitym niebem.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Drewniane ogrodzenie ciągnie się przez całe zdjęcie, oddzielając zielone pole po lewej od lekko zaoranego terenu po prawej stronie. Ogrodzenie składa się z pionowych słupków i dwóch poziomych desek, rzucając długie, równoległe cienie na soczystą, zieloną trawę po lewej stronie. W tle, na horyzoncie, widać linię bezlistnych drzew pod jasnym, jednolitym niebem.

Horror w Pieńkach strach mieszkańców

Wydarzenia, które rozegrały się w niewielkiej wsi Pieńki pod Siedlcami, mogłyby stanowić scenariusz rasowego thrillera, gdyby nie fakt, że to makabryczna rzeczywistość. Pan Adam Kobyliński, oddany hodowca, przeżył prawdziwy koszmar, gdy jego spokojna oaza zamieniła się w arenę bestialskiej walki. W ciągu zaledwie kilku dni stracił dorobek życia i ukochane zwierzęta, które pielęgnował od maleńkości, padły ofiarą bezwzględnej watahy zdziczałych psów. Mieszkańcy boją się, że to nie koniec krwawych widowisk.

Pierwszy atak miał miejsce w nocy z 6 na 7 grudnia, kiedy to dwie alpaki stały się celem agresorów. Pan Adam, znajdując rano zmasakrowane ciała swoich pupili, stanął w obliczu niewyobrażalnej tragedii. Futra porozrywane, ślady duszenia – obraz, który na zawsze wrył się w jego pamięć, a to był dopiero początek piekła, które rozpętało się na jego posesji w powiecie siedleckim.

"Zwierzęta znalazłem rankiem, miały ślady duszenia, a ich futerka były porozrywane" - powiedział „Super Expressowi” załamany mężczyzna.

Druga rzeź czy psy polowały z głodu?

Niestety, koszmar powrócił z potrójną siłą zaledwie kilka dni później, 12 grudnia. Wataha, która raz poczuła krew, nie zamierzała rezygnować z dalszych łowów, tym razem obierając na cel owce kameruńskie. Pan Adam, widząc biegające psy, ruszył na ratunek, ale było już za późno – w zagrodzie zastał scenę jak z najgorszego horroru, siedem pięknych owiec miało podgryzione gardła. Trudno sobie wyobrazić skalę rozpaczy hodowcy, który bezsilnie patrzył na zniszczenie tego, co budował z pasją.

To, co najbardziej wstrząsa w tej historii, to przekonanie właściciela, że psy nie zaatakowały z głodu. Brak ubytków w tuszach alpak jednoznacznie wskazywał, że była to czysta, niczym nieuzasadniona agresja. Bezwzględna chęć zabijania dla samej przyjemności siania zniszczenia. Straty materialne, oszacowane na 13 tysięcy złotych, to tylko ułamek ceny, jaką pan Adam płaci za ten dramatyczny incydent, bo wspomnienia o tej hekatombie pozostaną z nim na zawsze.

"Zobaczyłem przez okno biegające obok zagrody zwierząt psy. Wybiegłem krzycząc, a psy momentalnie uciekły pod siatką, tą sama droga, którą weszły - relacjonuje pan Adam. - W zagrodzie ujawniłem jatkę. Te bestie zagryzły mi siedem pięknych owiec kameruńskich. Wszystkie miały podgryzione gardła."

"Psy nie zaatakowały z głodu, bo nie stwierdziłem ubytków w tuszach alpak. To była po prostu napaść, by zabić" - wyjaśnia SE hodowca.

Czy wataha zaatakuje ludzi?

Po dwóch tak brutalnych atakach, fala strachu rozlała się po całej okolicy. Mieszkańcy Pieńków boją się, że psy, które raz poczuły smak krwi i bezkarność, mogą teraz skierować swoją uwagę na ludzi. Obawy pana Adama o bezpieczeństwo jego dzieci są uzasadnione i podzielają je sąsiedzi, którzy również mieli styczność z agresywnymi czworonogami. Ta niepokojąca sytuacja zmusza do refleksji nad odpowiedzialnością za zwierzęta i nad tym, gdzie leży granica między naturą a zagrożeniem dla człowieka. Czy wataha psów naprawdę nie cofnie się przed niczym?

Pytanie, kto jest odpowiedzialny za tę zdziczałą watahę, pozostaje otwarte. Czy to bezpańskie psy, czy może zwierzęta, których właściciele dopuścili się rażących zaniedbań? Bez względu na odpowiedź, problem jest realny, a ludzie żyją w ciągłym poczuciu zagrożenia. Ten incydent rzuca światło na szerszy problem zwierząt pozostawionych bez odpowiedniej opieki, które, pozbawione nadzoru, stają się zagrożeniem dla lokalnych społeczności. To także sygnał dla władz, że ignorowanie takich zjawisk może prowadzić do jeszcze tragiczniejszych konsekwencji.

"Teraz po tym wszystkim boimy się o własne życie i życie naszych dzieci" - dodaje pan Adam.

Co robi policja?

Na szczęście, sprawa nie została zbagatelizowana. Policja, po otrzymaniu zgłoszeń o atakach, natychmiast podjęła działania, co jest jedynym pocieszeniem w tej trudnej sytuacji. Funkcjonariusze zabezpieczyli ślady i rozpoczęli intensywne poszukiwania właścicieli agresywnych czworonogów, mając nadzieję, że uda im się pociągnąć winnych do odpowiedzialności. To kluczowe dla przywrócenia spokoju w Pieńkach i zapobieżenia kolejnym, być może jeszcze bardziej tragicznym zdarzeniom. Lokalna społeczność z nadzieją patrzy na działania służb, oczekując szybkiego rozwiązania tej patowej sytuacji.

Jak przekazała kom. Ewelina Radomyska z Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach, zgłoszenia zostały przyjęte w komisariacie w Skórcu. Policjanci wykonali oględziny miejsca zdarzenia, a ich obecne czynności koncentrują się na ustaleniu, kto jest odpowiedzialny za to bestialstwo. To ważne, aby właściciele zwierząt poczuli konsekwencje swoich zaniedbań, a mieszkańcy znowu mogli czuć się bezpiecznie we własnych domach i na swoich posesjach, bez obawy, że za rogiem czai się krwiożercza wataha. Sprawa jest rozwojowa i z pewnością będzie budzić emocje dopóki nie zostanie w pełni wyjaśniona.

"Przyjęliśmy w komisariacie w Skórcu zgłoszenia o ataku psów na zwierzęta hodowlane" - przekazała Super Expressowi kom. Ewelina Radomyska z Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach.

"Policjanci wykonali oględziny miejsca zdarzenia. Obecnie prowadzimy czynności zmierzające do ustalenia właścicieli psów" - dodała.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.