Spis treści
Zielone światło dla poszukiwań na Wołyniu
Po latach proceduralnych przepychanek i nierzadko frustrującego impasu, Polska w końcu uzyskała od Ukrainy zgodę na wznowienie kluczowych prac poszukiwawczych na terenach dawnego Wołynia. Mowa o Puźnikach, niewielkiej miejscowości w obwodzie tarnopolskim, która dla Polaków jest symbolem niewyobrażalnej tragedii. Według informacji RMF24 i szacunków Fundacji Wolność i Demokracja, wiosną 2025 roku archeolodzy rozpoczną działania, które mają na celu odnalezienie szczątków nawet osiemdziesięciu osób. To bez wątpienia moment, na który czekały całe pokolenia.
Nowa zgoda na prace poszukiwawcze w Puźnikach jest konsekwencją zniesienia przez Ukrainę zakazu poszukiwań i ekshumacji, co nastąpiło w listopadzie 2024 roku. Już wówczas, w okresie od kwietnia do maja 2025 roku, udało się przeprowadzić pierwsze działania, podczas których odkryto szczątki co najmniej 42 osób, co stanowiło symboliczny, lecz niezwykle ważny sygnał dobrej woli. Teraz nadzieja na dalsze odkrycia jest większa niż kiedykolwiek.
Tylko poszukiwania, nie ekshumacje?
Wydawać by się mogło, że „zielone światło” na Wołyniu otwiera drogę do pełnego procesu odnalezienia i godnego pochówku ofiar, jednak rzeczywistość okazuje się bardziej złożona. Jak wyjaśnił Maciej Dancewicz, wiceprezes Fundacji Wolność i Demokracja, uzyskana zgoda dotyczy wyłącznie poszukiwań drugiego dołu ze szczątkami, a nie samej ekshumacji. To istotne rozróżnienie, które rzuca cień na szybkość całego procesu i wymaga dalszych negocjacji.
Oznacza to, że archeolodzy mogą jedynie zlokalizować miejsca pochówku, identyfikując konkretne doły śmierci, ale na wydobycie szczątków potrzebna będzie kolejna, odrębna zgoda. Ten dwuetapowy proces podkreśla delikatność sytuacji i fakt, że droga do pełnego zamknięcia tej bolesnej karty historii nadal pozostaje wyboista. To świadectwo, że kwestia Wołynia wciąż wymaga ostrożności i ścisłej współpracy.
"Dopiero w wyniku prac poszukiwawczych i odnalezieniu mogiły, czyli tego dołu ze szczątkami, (...) będziemy mogli wystąpić o zgodę na ekshumacje" – tłumaczył Dancewicz w rozmowie z RMF FM.
Puźniki krwawa karta historii
Nazwa Puźniki na zawsze wpisała się w pamięć historyczną jako symbol jednej z najbardziej brutalnych zbrodni wołyńskich. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku, ta niegdyś spokojna miejscowość stała się areną krwawej masakry. Ukraińscy nacjonaliści pod dowództwem Petra Chamczuka z UPA dokonali tam ataku, który według różnych szacunków pochłonął od 50 do 120 polskich istnień.
Atak rozpoczął się o trzeciej nad ranem, zaskakując mieszkańców we śnie i nie pozostawiając im szans na ucieczkę czy obronę. Tragiczne jest to, że dowodzący tą brutalną akcją Chamczuk oraz jego podwładni nigdy nie ponieśli kary za swoje czyny, co dodatkowo pogłębiało poczucie niesprawiedliwości. To przypomina, jak wiele historycznych ran wciąż pozostaje niezabliźnionych, oczekując na sprawiedliwe rozliczenie.
Pamięć łączy pokolenia
Wznowienie prac poszukiwawczych na Wołyniu, w tym w Puźnikach, to nie tylko sucha kwestia historycznych dociekań czy politycznych negocjacji. To przede wszystkim moralny imperatyw i głęboko ludzki wymiar pamięci. Dla setek, a nawet tysięcy rodzin ofiar odnalezienie i godne pochowanie bliskich jest krokiem ku zamknięciu niewyobrażalnie bolesnego rozdziału w ich życiu. To symboliczne zadośćuczynienie.
Każda odnaleziona mogiła, każdy zidentyfikowany szczątek to nie tylko kolejny fakt do historycznej kroniki, ale przede wszystkim szansa na ukojenie bólu. To możliwość oddania hołdu pomordowanym i przypomnienia, że ich los nie został zapomniany. Tragedia Wołynia to przestroga dla przyszłych pokoleń, że brak rozliczenia z przeszłością zawsze będzie powracał, by dręczyć sumienia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.