Spis treści
Nietypowy wypadek na górce saneczkowej
W niedzielę, 4 stycznia, na górce saneczkowej w Parku Jaworek przy ulicy Jaśkowickiej w Tychach doszło do zdarzenia wymagającego interwencji służb. Około godziny 16:55 dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Tychach otrzymał zgłoszenie dotyczące potrącenia mężczyzny przez sanki. Informację o incydencie przekazał świadek, dzwoniąc na numer alarmowy 112. Na miejsce natychmiast skierowano zespół pogotowia ratunkowego oraz patrol policji, aby zapewnić pomoc poszkodowanemu i wyjaśnić okoliczności.
Z ustaleń policjantów wynikało, że dzieci, bawiąc się na sankach pod opieką rodziców, zjeżdżały z górki przeznaczonej do tego typu aktywności. W pewnym momencie na trasie zjazdu pojawił się 47-letni mężczyzna, w którego wjechały dzieci. Poszkodowany został zabrany przez pogotowie ratunkowe do szpitala. Tam przeprowadzono dokładne badania w celu wykluczenia poważniejszych urazów ciała.
„Policja, zgodnie z obowiązującą procedurą, jedynie asystowała ratownikom medycznym” - wyjaśnia asp. Paulina Kęsek z zespołu prasowego tyskiej komendy policji w rozmowie z portalem noweinfo.pl.
Brak postępowania w sprawie potrącenia
Mimo interwencji służb, tyska policja nie będzie prowadzić żadnego postępowania w sprawie potrącenia 47-letniego mężczyzny. Powodem tej decyzji jest fakt, że poszkodowany nie złożył formalnego zawiadomienia o zdarzeniu. Brak wniosku ze strony ofiary wyklucza dalsze działania prawne w tego typu przypadkach. Całe zdarzenie zostało zakwalifikowane jako nieszczęśliwy wypadek, bez znamion przestępstwa.
Sytuacja w Tychach, choć nietypowa, podkreśla znaczenie ostrożności podczas zimowych zabaw. Incydent zakończył się bez poważnych konsekwencji prawnych dla uczestników. Głównym celem interwencji było zapewnienie pomocy medycznej poszkodowanemu oraz ustalenie podstawowych faktów, co zostało zrealizowane przez obecne na miejscu służby.
Niebezpieczna zabawa na zamarzniętym jeziorze
W tym samym dniu, w innym śląskim mieście, Gliwicach, doszło do bardziej niepokojącej sytuacji, która mogła mieć tragiczne konsekwencje. Policja z Gliwic została wezwana przez straż miejską na zamarznięty zbiornik wodny, gdzie bawiły się dzieci. Znajdowały się one pod opieką 41-letniego mężczyzny, który był ojcem jednego z chłopców i pilnował również drugiego dziecka za zgodą rodziców.
Interweniujący funkcjonariusze rozmawiali z opiekunem, który przyznał, że dzieci faktycznie poruszały się po zamarzniętej powierzchni jeziora. Twierdził jednak, że nie oddalały się one od brzegu. Badanie alkomatem wykazało, że mężczyzna był trzeźwy. Niemniej jednak, jego działania zostały ocenione jako skrajna nieodpowiedzialność, grożąca poważnym niebezpieczeństwem.
Konsekwencje prawne dla opiekuna
Zachowanie 41-letniego opiekuna na zamarzniętym jeziorze w Gliwicach może mieć poważne konsekwencje prawne. Za skrajną nieodpowiedzialność i narażenie dzieci na niebezpieczeństwo mężczyźnie grozi teraz kara pozbawienia wolności do pięciu lat. To zdarzenie stanowi ostrzeżenie przed bagatelizowaniem zagrożeń związanych z zimowymi warunkami, zwłaszcza w przypadku opieki nad dziećmi.
Porównując oba incydenty, sytuacja w Gliwicach podkreśla znacznie większe ryzyko i potencjalne konsekwencje prawne związane z lekceważeniem bezpieczeństwa najmłodszych. Podczas gdy wypadek na sankach w Tychach zakończył się bez dalszych działań policji, przypadek chodzenia po zamarzniętym jeziorze jest traktowany z dużo większą surowością ze względu na bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.