Wypadek w Tryńczy w Boże Narodzenie 2017. Kto prowadził Daewoo Tico?

Wypadek w Tryńczy na Podkarpaciu w Boże Narodzenie 2017 roku wstrząsnął całą Polską. Pięć młodych osób – trzy nastolatki i dwóch mężczyzn – tragicznie zginęło, gdy ich samochód, Daewoo Tico, wpadł do rzeki Wisłok. Do dziś wielu zastanawia się nad okolicznościami tej niewyobrażalnej tragedii i nad tym, co dokładnie wydarzyło się feralnego wieczoru. Pamięć o Annie, Dominice, Klaudii, Bogusławie i Sławomirze pozostaje żywa.

Na tle zamglonego jeziora w kolorach szarości i błękitu, z linią horyzontu zlewającą się z niebem, zanurza się w wodzie ciemny, zakrzywiony obiekt. Na powierzchni wody wokół niego widoczne są drobne, koncentryczne fale. Odległe brzegi są ledwo widoczne jako ciemniejsze, rozmyte pasma, a górna część kadru jest jasna, niemal biała, przechodząc w stopniowo ciemniejsze odcienie ku dołowi.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Na tle zamglonego jeziora w kolorach szarości i błękitu, z linią horyzontu zlewającą się z niebem, zanurza się w wodzie ciemny, zakrzywiony obiekt. Na powierzchni wody wokół niego widoczne są drobne, koncentryczne fale. Odległe brzegi są ledwo widoczne jako ciemniejsze, rozmyte pasma, a górna część kadru jest jasna, niemal biała, przechodząc w stopniowo ciemniejsze odcienie ku dołowi.

Wypadek w Boże Narodzenie 2017

Boże Narodzenie 2017 roku miało być czasem rodzinnych spotkań i radości, jednak dla mieszkańców Tryńczy na Podkarpaciu stało się dniem niewyobrażalnej tragedii. Pięć młodych osób – Anna (16 lat), Dominika (18 lat), Klaudia (18 lat), Bogusław (27 lat) oraz Sławomir (24 lata) – wybrało się na przejażdżkę samochodem. Niestety, ich podróż zakończyła się fatalnie, gdy pojazd Daewoo Tico niespodziewanie zjechał z polnej drogi i wpadł do rzeki Wisłok.

Tragedia rozegrała się w Tryńczy, a jej echa wstrząsnęły całą lokalną społecznością i regionem. Samochód z niewyjaśnionych przyczyn opuścił utwardzoną drogę, zsuwając się z wysokiego brzegu prosto do nurtu rzeki. Wszyscy pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu, a ich telefony komórkowe przestały nadawać sygnał około godziny 21:00 w dniu wypadku.

Ustalenia śledczych po wypadku

Po wyciągnięciu samochodu z wody i odnalezieniu ciał ofiar, rozpoczęły się intensywne działania śledcze. Kilka dni po tragicznym zdarzeniu, prokuratura ustaliła wstępne okoliczności wypadku. Samochód jechał polną drogą biegnącą wzdłuż rzeki, a następnie zjechał z wysokiego brzegu bezpośrednio do Wisłoka.

Analiza ciał pięciu młodych osób wykazała, że przyczyną śmierci było utonięcie. Nie stwierdzono poważniejszych obrażeń fizycznych, co wskazywało, że pasażerowie nie odnieśli śmiertelnych ran w wyniku samego uderzenia. Wszyscy desperacko walczyli, próbując uwolnić się z pasów bezpieczeństwa i opuścić tonący pojazd, lecz niestety bezskutecznie.

"Utonęli. Żadne z nich nie miało poważniejszych obrażeń" - mówiła wówczas Marta Pętkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Kto kierował Daewoo Tico?

Jednym z kluczowych pytań w śledztwie, które do dziś pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi, było to, kto siedział za kierownicą Daewoo Tico w momencie wypadku. Prokuratura, mimo prowadzonych działań, nigdy nie zdołała jednoznacznie ustalić osoby kierującej pojazdem. Dodatkowo, badanie krwi ofiar wykazało obecność alkoholu.

Wiadomo, że Bogusław miał we krwi 1,84 promila alkoholu, natomiast Sławomir – 1,81 promila. Te dane świadczyły o znacznym upojeniu alkoholowym obu mężczyzn. Brak możliwości precyzyjnego wskazania kierowcy utrudnił pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej tragicznej śmierci pięciu osób.

Pogrzeby ofiar w Tryńczy

Początek 2018 roku w Tryńczy był naznaczony głęboką żałobą i serią pogrzebów, które wstrząsnęły całym Podkarpaciem. Mieszkańcy regionu tłumnie przybywali, aby pożegnać tragicznie zmarłych i okazać wsparcie ich rodzinom. Pierwsze pożegnania dotyczyły dwóch sióstr, Anny i Dominiki, które zostały pochowane wspólnie.

Następnego dnia Tryńcza opłakiwała dwóch młodych mężczyzn, Bogusława i Sławomira. Ostatni pogrzeb odbył się dla Klaudii, co zamknęło bolesny cykl pożegnań. Liczba uczestników ceremonii świadczyła o ogromnym poruszeniu i solidarności lokalnej społeczności w obliczu tak wielkiego nieszczęścia.

Pamięć o tragedii wciąż żywa

Mimo upływu lat, pamięć o tragedii w Tryńczy wciąż jest żywa i stanowi bolesne wspomnienie dla wielu. W miejscu, gdzie doszło do wypadku, postawiono metalowy krzyż. Ten symboliczny znak przypomina o pięciu młodych istnień, które zgasły w Boże Narodzenie 2017 roku.

Rodziny ofiar, ich bliscy oraz mieszkańcy regionu regularnie odwiedzają to miejsce, zapalając znicze i składając kwiaty. Tragedia w Tryńczy na zawsze pozostanie przestrogą i bolesnym przypomnieniem o kruchości życia oraz konsekwencjach lekkomyślnych decyzji.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.