Spis treści
Tragedia na warszawskiej Białołęce
Dramatyczne zdarzenie miało miejsce 30 lipca 2024 roku przy ulicy Kąty Grodziskie w Warszawie, pod blokiem, gdzie prowadzono prace remontowe na dachu. Grzegorz W., oskarżony w tej sprawie, zeznał, że wraz z kolegą od rana zajmował się demontażem starego kotła oraz montażem nowego urządzenia grzewczego. Po zakończeniu godzin pracy, w pośpiechu i zmęczeniu, podjęli decyzję o zrzuceniu ciężkich elementów z dachu. Wybrali do tego teren, który według oskarżonego był „nieużytkiem”, co miało być uzasadnieniem dla podjętej decyzji.
Zgodnie z zeznaniami, robotnicy postanowili zrzucić 30-kilogramowy kocioł oraz inne ciężkie części, zamiast znosić je w bezpieczny sposób. Ta decyzja okazała się tragiczna w skutkach. Grzegorz W. wielokrotnie sprawdzał teren pod blokiem, zanim podniósł ostatni element. Niestety, w momencie zrzucenia kotła, pod budynkiem znajdował się 18-letni Dymytro, który wracał z zakupami do swojego mieszkania, położonego zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej.
"Wychylałem się pięć lub sześć razy. Ścieżka była pusta. Podniosłem ostatni element, oparłem o druty piorunochronu i rzuciłem. Kiedy leciał, zobaczyłem człowieka. Uderzyło go w głowę" - wyczytał sąd zeznania Grzegorza W.
Przebieg tragicznego zdarzenia
Sąd Rejonowy dla Warszawy – Pragi Północ podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się w czwartek 27 listopada, przedstawił szczegóły zdarzenia. Asesor Marek Janora cytował wcześniejsze zeznania Grzegorza W., w których oskarżony opisywał chwilę, gdy zrzucił kocioł. Robotnik twierdził, że wielokrotnie upewniał się, czy teren jest wolny, zanim podjął decyzję o zrzuceniu ciężkiego przedmiotu. Kocioł ważący 30 kilogramów spadł prosto na głowę nastolatka.
Bezpośrednio po uderzeniu, Grzegorz W. zdał sobie sprawę z dramatu. Jak wynika z jego zeznań, był w szoku i nie mógł odnaleźć telefonu, aby wezwać pomoc. Pobiegł wówczas do swojego kolegi, krzycząc o wezwanie pogotowia ratunkowego. Ta natychmiastowa reakcja, mimo paniki, świadczyła o skali jego przerażenia i świadomości dokonanej tragedii.
"Chciałem zadzwonić po pomoc, ale nie mogłem znaleźć telefonu. Pobiegłem do kolegi i krzyczałem: „Dzwoń, bo zabiłem człowieka!”" - czytał asesor Marek Janora.
Kim był 18-letni Dymytro?
Na sali sądowej zapanowała cisza, gdy głos zabrała Tetiana Gunder, ciocia zmarłego Dymytra. 18-latek mieszkał u niej w Warszawie, gdzie podjął pracę i planował kontynuować studia. Pragnął odciążyć finansowo swoich rodziców, co świadczyło o jego dojrzałości i odpowiedzialności. Tragicznie, Dymytro przepracował zaledwie tydzień przed wypadkiem, który odebrał mu życie.
Ciocia dowiedziała się o wypadku z osiedlowej grupy internetowej. Całą noc czuwała w szpitalu, gdzie lekarze przeprowadzili skomplikowaną operację. Przez kilka dni Dymytro był w śpiączce, lecz później został z niej wybudzony. Miał odzyskiwać świadomość, rozpoznawać głosy bliskich i nawet reagować ruchami, co dawało nadzieję rodzinie. Niestety, jego stan nagle się pogorszył i zmarł.
"Nie chciał obciążać rodziców. Przepracował tylko tydzień. O wypadku dowiedziałam się z osiedlowej grupy" - mówiła Tetiana Gunder.
"Po kilku dniach obudzili go ze śpiączki. Poznawał nasze głosy, nawet machał. A potem zmarł. Mama do dziś nie funkcjonuje. Tata codziennie wchodzi do jego pokoju i rozmawia z nim" - kontynuowała ciocia Dymytra.
Jaka kara grozi oskarżonemu?
Początkowo Grzegorz W. usłyszał zarzuty związane z narażeniem życia. Jednakże po przeprowadzeniu sekcji zwłok 18-latka, prokuratura podjęła decyzję o zmianie kwalifikacji czynu. Obecnie robotnik odpowiada za nieumyślne spowodowanie śmierci na podstawie artykułu 155 Kodeksu Karnego. Za to przestępstwo grozi mu kara pozbawienia wolności do 5 lat.
Grzegorz W. przyznał się do winy. W związku z tragicznym zdarzeniem, tuż po nim nałożono na niego szereg środków zapobiegawczych. Obejmowały one zakaz opuszczania kraju, zakaz wykonywania pracy na wysokościach oraz obowiązkowy dozór policyjny. Oskarżony wyraził głęboki żal i poprosił rodzinę Dymytra o wybaczenie.
"Wiem, że żadne słowa tego nie zmienią, nie ukoją bólu, ale proszę mi wierzyć, moje życie też się diametralnie zmieniło tego dnia. Już nic nie jest takie samo jak było. Każdego dnia myślę o tym wydarzeniu, każdej nocy i każdego poranka, i proszę rodzinę o wybaczenie, jeśli to jest możliwe" - powiedział oskarżony Grzegorz W.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.