Zabójstwo Lizy w Warszawie. Sprawca usłyszał wyrok dożywocia, ale co zdarzyło się tuż przed śmiercią?

Tragedia na ulicy Żurawiej w Warszawie, gdzie dwa lata temu 25-letnia Liza z Białorusi została brutalnie zaatakowana, zgwałcona i zamordowana, wciąż budzi silne emocje. Dorian S., sprawca tej potwornej zbrodni, usłyszał prawomocny wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Sprawa ujawniła wstrząsające okoliczności, w tym ostatnie chwile życia ofiary, które zaskakują nawet doświadczonych śledczych.

Wielokątna kałuża wody odbija zamglony obraz budynku i nieba na ciemnym, ziarnistym asfalcie. Na powierzchni wody, w centrum pierwszego planu, widoczne są koncentryczne fale, rozchodzące się od punktu uderzenia. Odbicie ukazuje brązowy budynek z oknem, a obok niego niebieskie niebo z białymi chmurami. Asfalt wokół kałuży jest pokryty licznymi, drobnymi kroplami wody, tworzącymi ziarnistą teksturę, która staje się mniej wyraźna w oddali.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Wielokątna kałuża wody odbija zamglony obraz budynku i nieba na ciemnym, ziarnistym asfalcie. Na powierzchni wody, w centrum pierwszego planu, widoczne są koncentryczne fale, rozchodzące się od punktu uderzenia. Odbicie ukazuje brązowy budynek z oknem, a obok niego niebieskie niebo z białymi chmurami. Asfalt wokół kałuży jest pokryty licznymi, drobnymi kroplami wody, tworzącymi ziarnistą teksturę, która staje się mniej wyraźna w oddali.

Brutalny atak na ulicy Żurawiej

Dwa lata temu, 25 lutego 2024 roku, w centrum Warszawy doszło do tragicznego zdarzenia, które wstrząsnęło opinią publiczną. Na ulicy Żurawiej, nieopodal jednej z bram, młody mężczyzna w kominiarce zaatakował 25-letnią Lizę z Białorusi. Sprawca, używając noża kuchennego, obezwładnił ofiarę w ciągu zaledwie kilku sekund i siłą wciągnął ją do bramy budynku. Tam doszło do brutalnej zbrodni na tle seksualnym i rabunkowym, której ofiarą padła młoda kobieta.

Liza została znaleziona kilka minut później przez dozorcę budynku. Leżała naga i nieprzytomna na schodach. Dozorca natychmiast zaalarmował policję, która szybko przybyła na miejsce zdarzenia. Funkcjonariusze wezwali pogotowie ratunkowe, a do czasu jego przybycia podjęli działania ratunkowe, udzielając pomocy przedmedycznej. Brutalność przestępstwa sprawiła, że jego wyjaśnienie stało się priorytetem dla wszystkich służb.

"Dusząc kobietę i zatykając jej usta siłą zaciągnął ją do pobliskiej bramy. Nagą i nieprzytomną kobietę leżącą na schodach znalazł dozorca i to on powiadomił o wszystkim policjantów. Kilka minut później w miejscu przestępstwa pojawili się policjanci, którzy wezwali pogotowie ratunkowe a do czasu jego przybycia udzielili pokrzywdzonej kobiecie pomocy przedmedycznej. Z uwagi na brutalność tego przestępstwa ustalenie i zatrzymanie jego sprawcy było priorytetem dla wszystkich policjantów, którzy zajęli się tą sprawą" - mówił o sprawie Robert Szumiata z policji.

Śmierć Lizy w szpitalu

Pomimo natychmiastowej interwencji medycznej, obrażenia, jakich doznała 25-letnia Liza, okazały się zbyt rozległe. Lekarze długo walczyli o życie poszkodowanej w szpitalu, jednak ostatecznie nie udało się jej uratować. Liza zmarła na skutek odniesionych obrażeń, co wywołało ogromne poruszenie wśród tysięcy ludzi w Polsce i poza jej granicami.

Informacja o śmierci młodej kobiety poruszyła społeczeństwo, co zaowocowało zorganizowaniem marszu. W marcu 2024 roku przez ulice Warszawy przeszedł marsz pamięci ku czci Lizy oraz innych ofiar przemocy. Wydarzenie to było wyrazem solidarności i sprzeciwu wobec brutalności. Wielu mieszkańców stolicy zadawało sobie wówczas pytanie: "Dlaczego?!", co świadczyło o głębokim szoku i potrzebie zrozumienia tragedii.

Aresztowanie Doriana S.

Dorian S., wówczas 23-letni sprawca brutalnego ataku, został zatrzymany kilkanaście godzin po zdarzeniu. Policja szybko podjęła działania, a zebrane dowody, w tym zabezpieczony monitoring, który zarejestrował początek tragedii, pozwoliły na identyfikację i schwytanie podejrzanego. Mężczyzna trafił do aresztu. Usłyszał zarzut zabójstwa kobiety na tle rabunkowym i seksualnym, co potwierdziło poważny charakter przestępstwa.

Śledztwo w tej sprawie prowadzone było z najwyższą starannością, zbierając dowody świadczące o okrucieństwie czynu. Prokuratura przedstawiła obszerne akta, które dokładnie dokumentowały przebieg zdarzenia oraz motywy sprawcy. Proces Doriana S. był szeroko komentowany. Od początku ujawniał wstrząsające szczegóły, które malowały obraz bezwzględności i zaplanowanego działania.

Jaki wyrok usłyszał sprawca?

Proces sądowy Doriana S. zakończył się wyrokiem pierwszej instancji, w którym sąd skazał oskarżonego na dożywotnie pozbawienie wolności. Obrona sprawcy próbowała podważyć tę decyzję, kwestionując poczytalność oskarżonego oraz prawidłowość przebiegu postępowania. Argumentowano, że stan psychiczny oskarżonego mógł wpłynąć na jego działania, co miało na celu zmianę kwalifikacji czynu.

Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpatrując odwołanie, 4 listopada 2025 roku ogłosił prawomocny wyrok w tej bulwersującej sprawie. Podtrzymał on wcześniejszą decyzję. Kara dożywocia dla Doriana S. została utrzymana w mocy, co ostatecznie zamknęło kwestię jego winy i wymiaru kary. Wyrok ten potwierdził surowość przestępstwa.

"Biegła toksykolog stwierdziła obecność hydroksyzyny i jej metabolitów we krwi oskarżonego. Obrona próbowała wykazać, że mogła być to pigułka gwałtu. Biegli stwierdzili, że nic w zachowaniu oskarżonego nie wykazywało na jakiekolwiek upośledzenie zachowania. Było ono racjonalne, od początku do końca planowane" - uzasadnił sędzia Maciej Gruszczyński.

"Tato, pomocy. Odj****em i nie wiem, co robić. Proszę pomóż mi, błagam" - miał napisać Dorian S. do ojca tuż po zgwałceniu Lizy.

"Pobiłem kogoś i jak odchodziłem to się nie ruszał ani nie oddychał. Po prostu zabiłem kogoś. Ja nie wiem dlaczego, pijany byłem" - pisał Dorian S. w innej wiadomości.

Brutalność czynu na monitoringu

Sąd podczas uzasadniania wyroku podkreślał wyjątkową brutalność czynu, jakiego dopuścił się Dorian S. Sędzia Maciej Gruszczyński wskazał, że przestępstwo to było połączeniem trzech zbrodni: rozboju z użyciem noża, zgwałcenia i zabójstwa. Monitoring, który zarejestrował pierwszą część zdarzenia, okazał się kluczowym dowodem, pozwalającym na dokładne odtworzenie przebiegu ataku. Nagrania pokazały pięć minut interakcji między oskarżonym a ofiarą, z czego cztery i pół minuty stanowiły rozmowę.

Sędzia Gruszczyński szczegółowo opisał sekwencję zdarzeń. Wskazał, że gdyby motywem był wyłącznie rabunek, sprawca mógłby spokojnie zabrać telefon i inne wartościowe przedmioty Lizy. Jednakże na nagraniach wyraźnie widać, jak zamiar przestępcy ewoluuje w kierunku seksualnym. Odnotowano szarpnięcie za włosy i wciągnięcie ofiary do bramy, co świadczyło o przemyślanym działaniu. Brak było typowych obrażeń obronnych.

"Kara jest po prostu słuszna. Czyn którego dopuścił się oskarżonego to tak naprawdę trzy zbrodnie: zbrodnia rozboju z użyciem noża, zgwałcenia i zabójstwa. Czy ten cechował się wyjątkową brutalnością. Sąd dzięki monitoringowi, który rejestrował pierwszą część zdarzenia, dokładnie mógł zapoznać się z jego przebiegiem. Przez 5 minut dochodzi do interakcji między oskarżonym i ofiarą, 4 i pół minuty rozmawiają" - kontynuował sędzia Gruszczyński.

"Gdyby chodziło o motyw rabunkowy spokojnie mógł zabrać telefon i wszystkie wartościowe przedmioty jakie miała przy sobie. Widać że zamiar ewoluuje w kierunku seksualnym. Widać szarpnięcie za włosy i widać jak ciągnie ofiarę w kierunku bramy. Brak jest typowych obrażeń charakterystycznych obrony. Została pozbawiona przytomności w mechanizmów uduszenia. Później doszło do zgwałcenia. Była nieprzytomna, bezwolna. Mimo to oskarżony przytroczył jej głowę do bramy paskiem" - dodał sędzia.

Pożegnanie Lizy z Warszawą

14 marca 2024 roku w Warszawie odbył się pogrzeb Lizy, który zgromadził tłumy ludzi. Mimo że większość zgromadzonych nie znała ofiary osobiście, wydarzenie to stało się wyrazem głębokiej solidarności i empatii. Uroczystość była poruszającym pożegnaniem z młodą kobietą. Wzruszające słowa wypowiedziane nad grobem Lizy podkreślały uniwersalny wymiar tej tragedii.

Prowadząca ceremonię kobieta podkreślała, że w Lizie wielu widziało swoje siostry, córki i przyjaciółki. Wyraziła głęboką rozpacz, jaka ogarnęła serca żałobników w obliczu tak wielkiej tragedii. Stwierdziła, że była to sytuacja, która mogła dotknąć każdą kobietę, co spotęgowało poczucie straty i bezradności wśród uczestników pogrzebu.

"Jesteśmy tu dlatego, że to co się stało złamało nam serca. Większość z nas, którzy się tutaj zebraliśmy, nie znała Lizy osobiście, ale rozpoznajemy w niej nasze siostry, córki, przyjaciółki. Widzimy w niej siebie" - powiedziała do żałobników prowadząca ceremonię kobieta.

"W obliczu tak wielkiej tragedii nasze serca wypełnia rozpacz. Konfrontujemy się z tym, co od nas niezależne. To mogła być każda z nas" - dodała.

Miłość i życie Lizy

Podczas ceremonii wspomniano również życie Lizy w Polsce oraz miłość, którą odnalazła tuż przed pandemią. Opowiedziano historię jej związku z Danielem. Ich spotkanie miało miejsce w nietypowych okolicznościach, gdy Daniel ćwiczył w swoim pokoju, a Liza pojawiła się pod jego oknem. Ta romantyczna historia ukazywała Lizę jako osobę pełną życia i nadziei.

Daniel stał się dla Lizy oparciem w codziennym życiu, umożliwiając jej bezpieczny rozwój i rozkwit. Wspierali się nawzajem w trudach i perypetiach, budując silną relację opartą na zaufaniu i wzajemnym wsparciu. Mimo że przeszłość Lizy czasem dawała o sobie znać, oboje walczyli o siebie, co świadczyło o głębi ich uczucia. Ich miłość stanowiła ważny element jej życia w Polsce.

"Był COVID, więc wszystkie miejsca publiczne, w tym siłownie, były zamknięte. Daniel ćwiczył w swoim pokoju, który wynajmował na parterze wielorodzinnego domu, kiedy pod jego oknem zjawiła się dziewczyna − sąsiadka mieszkająca kilka pięter wyżej i zapaliła papierosa. To nie było w smak Danielowi, gdy jednak wyjrzał przez okno, nieoczekiwanie zobaczył profil przepięknej dziewczyny, o niemal idealnym nosie, który skradł jego serce. Daniel dawał jej oparcie w codzienności, sprawiał, że Liza mogła w końcu bezpiecznie wzrastać i rozkwitać. Wspierali się w różnych trudach i perturbacjach życia wiedząc, że mogą na siebie liczyć. Bywało różnie − czasem przeszłość Lizy wdawała się we znaki, jednak oboje walczyli wtedy nie ze sobą, a bardziej o siebie" - mówiła mistrzyni ceremonii.

Ostatnie chwile życia Lizy

Jednym z najbardziej wstrząsających i jednocześnie pocieszających szczegółów, jakie ujawniono podczas pogrzebu, były słowa dotyczące ostatnich chwil Lizy. Zgodnie z relacją, Liza miała powiedzieć Arturowi, że nie zdążyła cierpieć. Odpłynęła natychmiast, w chwili ataku znalazła się w innym miejscu, co sugerowało, że opuściła swoje ciało i była spokojna.

Ta niezwykła relacja o braku cierpienia w chwili śmierci stanowiła pewne ukojenie dla bliskich i żałobników. Przekazano, że Liza opuściła ciało "jakby jej tam nie było", co sugeruje nagłość i brak świadomości bólu. Te słowa, wypowiedziane łamiącym się głosem, nadały tragicznej historii pewien wymiar nadziei na spokojne odejście ofiary.

"Liza mówiła Arturowi, że nie zdążyła cierpieć. Odpłynęła natychmiast. W chwili ataku znalazła się w innym miejscu. Była spokojna, opuściła ciało − jakby jej tam nie było" - przekazała łamiącym głosem kobieta.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.