Spis treści
Proces dekady w Warszawie
Sala sądowa w Warszawie ponownie stała się areną dla kolejnej odsłony tragicznej sagi z Nowego Świata. Na ławie oskarżonych zasiada Dawid Mirkowski, któremu prokuratura stawia najcięższe zarzuty – zadanie śmiertelnych ciosów młodemu Maciejowi. Tym razem jednak to nie on był głównym aktorem, lecz jego koledzy, Sebastian W. i Łukasz G., którzy już wcześniej usłyszeli prawomocne wyroki za udział w tym tragicznym pobiciu.
Sąd wezwał obu mężczyzn w roli świadków, co oznaczało ich pierwsze spotkanie z Mirkowskim od feralnej nocy. Przypomnijmy, Dawid Mirkowski po zdarzeniu zbiegł do Turcji, posługując się dokumentami brata, by ostatecznie w grudniu 2024 roku zostać wydanym Polsce w drodze ekstradycji. To proces, który ma raz na zawsze rozjaśnić mroczne kulisy wydarzeń z maja 2022 roku, jednak na razie budzi więcej pytań niż dostarcza odpowiedzi.
Feralna noc na Nowym Świecie
Pierwszy przed obliczem sędzi Anny Kuzaj stanął Sebastian W. Jego zeznania kreśliły obraz beztroskiego wieczoru, który szybko przerodził się w koszmar. W. opisywał, jak wraz z kolegami bawił się w klubie, a następnie, gdy Dawid Mirkowski poczuł się gorzej, opuścili lokal, by spacerować Nowym Światem w kierunku słynnej palmy, z krótkim postojem na dodatkowe drinki w pubie.
Wersja Sebastiana W. zakłada, że wszystko eskalowało przy sklepie monopolowym, gdzie niespodziewanie wybuchły krzyki. W jednej chwili Dawid Mirkowski miał leżeć na ziemi, a nad nim stał poszkodowany Maciej. Sebastian W. przyznał, że wtedy próbował uderzyć Macieja, lecz chybił, sam upadł i został zaatakowany, co zapoczątkowało brutalną bójkę, która przeniosła się w głąb pobliskiej bramy. Wspomniał również, że kopał poszkodowanego i że ten po chwili odszedł.
„Nie wiem, do dzisiaj się nad tym zastanawiam.”
Kto miał nóż? Kwestia kluczowa
W. konsekwentnie utrzymywał, że tej nocy żaden z nich nie posiadał noża, powołując się na fakt przeszukania przez ochronę przed wejściem do klubu. To kluczowy element obrony, jednak szybko stanął w opozycji do wcześniejszych zeznań taksówkarza, który po bójce wiózł całą trójkę do domu. Taksówkarz twierdził, że Sebastian W., siedzący z przodu, miał mu wówczas pokazać ostrze.
Zapytany przez sędzię o obecność ran zadanych ostrym narzędziem na ciele ofiary, Sebastian W. odpowiedział z rozbrajającą wręcz niewiedzą. Jego poprzednie wyjaśnienia z odrębnego procesu, w których przyznał, że bił Macieja „przed i po użyciu noża”, również zostały podważone. W. tłumaczył je „linią obrony” narzuconą przez adwokata z urzędu oraz faktem, że w tamtym czasie znajdował się pod wpływem silnych leków psychiatrycznych przepisanych w areszcie śledczym.
„Nie potwierdzam tych wyjaśnień, to była linia obrony przyznanego mi z urzędu adwokata. Nie wiem, dlaczego sugerował użycie noża, skoro od początku mówiłem, że żaden z nas go nie miał. W tamtym dniu byłem po silnych lekach od psychiatry przepisanych mi w areszcie śledczym, dlatego tak powiedziałem.”
Relacja Łukasza G. Inna wersja?
Po Sebastianie W. przyszedł czas na zeznania Łukasza G., również doprowadzonego z zakładu karnego, gdzie odsiaduje swój wyrok. Jego relacja początkowo pokrywała się z opisem feralnego wieczoru – zabawa w klubie, awantura z innymi gośćmi i wyproszenie przez ochronę. Następnie grupa miała przenieść się do innego lokalu przy Nowym Świecie, gdzie alkohol wciąż lał się strumieniami.
Po opuszczeniu drugiego pubu, idąc w kierunku ronda, natknęli się na grupę dziewcząt, które zaczęli zaczepiać w, jak sam G. określił, „głupi sposób”. Gdy te kazały im „spierd*****”, Łukasz G. dla „głupiej zabawy” rzucił w ich stronę lodem ze swojej szklanki. To właśnie wtedy, zgodnie z jego relacją, miał podejść do nich Maciej, co zapoczątkowało kolejną szarpaninę i tragiczne w skutkach starcie.
Czy próbowano rozdzielić bójkę?
Łukasz G. w swoich zeznaniach próbował przedstawić siebie w roli rozjemcy, twierdząc, że podczas bójki, która szybko przeniosła się na ziemię, gdzie Dawid Mirkowski i pokrzywdzony Maciej się szarpali, on próbował ją rozdzielić. Jego interwencja miała polegać na odpychaniu uczestników zdarzenia oraz innych osób, które pojawiły się na miejscu. Pamiętajmy, że świadkiem zajścia była w pewnym momencie spora grupa osób, co wskazuje na chaotyczny przebieg wydarzeń.
Z jego relacji wynika, że pokrzywdzony Maciej po chwili zdołał wstać i udał się w kierunku sklepu monopolowego, a Łukasz G. ruszył za nim. G. zauważył, że Maciej miał krew na twarzy, ale poza tym nie widział innych ran. Ta wersja zdarzeń rodzi kolejne pytania i potencjalne sprzeczności z zeznaniami Sebastiana W., a zwłaszcza z ustaleniami prokuratury dotyczącymi ran zadanych ostrym narzędziem.
Łukasz G. i cienie przeszłości
Zeznania Łukasza G. nie były jedynym, co zwróciło uwagę podczas procesu. Na jaw wyszła jego kryminalna przeszłość, która rzuca cień na wiarygodność świadka. Jak się okazało, G. miał już na koncie poważne zatargi z prawem, co z pewnością zostanie wykorzystane przez prokuraturę w analizie jego oświadczeń i motywacji.
Na początku lutego 2021 roku został skazany na trzy lata i sześć miesięcy więzienia za współudział w podpaleniu klubu przy ulicy Foksal. W tej samej sprawie występował także Krzysztof M. ps. „Fama”, postać doskonale znana w przestępczym światku Warszawy. Później Sąd Apelacyjny w Warszawie zmniejszył mu karę do trzech lat więzienia, ale to tylko podkreśla, że Łukasz G. nie jest nowicjuszem w brutalnym świecie przestępczym.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.