Spis treści
Tragiczne polowanie w Milejowie
Miejscowość Milejów w powiecie łęczyńskim, położona nad rzeką Wieprz na Lubelszczyźnie, pogrążona jest w żałobie po śmierci Andrzeja L. Ceniony w lokalnej społeczności gospodarz i doświadczony myśliwy zginął tragicznie 11 listopada. Wydarzenie to wstrząsnęło mieszkańcami, którzy wspominają go jako osobę pogodną i pomocną.
Andrzej L. prowadził prężnie działające gospodarstwo warzywne, specjalizując się w uprawie papryki. Uchodził za jednego z pierwszych znawców tego warzywa w Polsce. Jego ostrożność i przestrzeganie zasad łowieckich były powszechnie znane wśród kolegów.
"Dusza człowiek. Pogodny, uśmiechnięty, pomocny" - wymieniali mieszkańcy pytani o Andrzeja L.
Przebieg tragicznych zdarzeń
Tego dnia Andrzej L. wybrał się na polowanie z kolegą, Dariuszem L. (50 l.), na rozległe łąki pod Milejowem. Myśliwi zajęli ambony oddalone od siebie o około 200 metrów. Po kilku godzinach oczekiwania na zwierzynę, gdy zrobiło się ciemno i zaczął padać deszcz, a dziki nie pojawiły się, starszy z mężczyzn podjął decyzję o zejściu.
Andrzej L. zadzwonił do Dariusza L., informując o swoim zamiarze zejścia z ambony i udania się w jego kierunku, gdzie stało auto. Miał do przejścia zaledwie 200 metrów, lecz nigdy nie dotarł do celu.
"Nic się nie dzieje, schodzę i idę do ciebie" - miał powiedzieć Andrzej L. przed zejściem z ambony.
Użycie broni myśliwskiej z celownikiem
Prokurator Dębiec relacjonował szczegóły zdarzenia. Dariusz L. strzelił dwukrotnie ze swojej broni myśliwskiej w kierunku idącego Andrzeja L., godząc go w klatkę piersiową i ramię. Strzały padły z odległości 167 metrów. Broń używana przez Dariusza L. była wyposażona w celownik termowizyjny.
Dopiero po oddaniu strzałów, widząc latarkę ofiary świecącą do góry, strzelec zorientował się, że coś jest nie w porządku. Natychmiast wezwał pomoc, jednak lekarzom nie udało się uratować rannego Andrzeja L., który zmarł w szpitalu.
"W trakcie, kiedy pokrzywdzony szedł w kierunku ambony Dariusza L., ten strzelił ze swojej broni myśliwskiej dwukrotnie, godząc pokrzywdzonego w klatkę piersiową i w ramię. Strzały padły z odległości 167 metrów" – dodał prokurator Dębiec.
Dlaczego myśliwy strzelał?
Dariusz L. podczas przesłuchania tłumaczył, że był przeświadczony o strzelaniu do dzików. Śledczy jednak mają poważne wątpliwości co do tej wersji wydarzeń, zwłaszcza biorąc pod uwagę odległość, położenie ofiary oraz fakt, że strzały padły znacznie wyżej, niż zazwyczaj celuje się do zwierzyny.
Prokuratura nie traktuje tego zdarzenia jako nieszczęśliwego wypadku. W świetle zgromadzonych dowodów, śledczy kwalifikują je jako zabójstwo. Dariusza L. oskarżono o ten czyn i grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
"Mężczyzna tłumaczył, że pojawiły się dziki i był przeświadczony, że strzela do nich" - dodał prok. Dębiec.
Reakcja Polskiego Związku Łowieckiego
Po tragedii Polski Związek Łowiecki wydał oficjalne oświadczenie, w którym stanowczo potępił wszelkie naruszenia zasad bezpieczeństwa podczas polowań. Podkreślono, że każdy myśliwy ma obowiązek bezwzględnego przestrzegania tych reguł. Rzecznik Dyscyplinarny PZŁ ma zbadać, czy w tym konkretnym przypadku wszystkie zasady zostały zachowane.
Związek podkreślił również, że każdy wypadek z użyciem broni jest dla środowiska myśliwskiego bolesną lekcją. Wzywa do refleksji nad odpowiedzialnością, która nieodłącznie wiąże się z działalnością łowiecką.
"Bezpieczeństwo jest dla nas absolutnym priorytetem, a Polski Związek Łowiecki jednoznacznie potępia wszelkie działania naruszające zasady bezpieczeństwa. Każdy myśliwy zobowiązany jest do ich przestrzegania. Rzecznik Dyscyplinarny zbada, czy w tym przypadku zasady te zostały zachowane. Każdy wypadek z bronią stanowi dla całego środowiska myśliwskiego bolesną lekcję i refleksję nad odpowiedzialnością, jaka wiąże się z naszą działalnością."
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.