Spis treści
Koalicyjny spór o Państwową Inspekcję Pracy
Koalicja rządząca znów pokazuje rysy, tym razem w kwestii niezwykle drażliwej dla milionów Polaków – przyszłości rynku pracy i ochrony zatrudnionych. Wystarczyło, że pod koniec 2025 roku, podczas jednego z ostatnich posiedzeń rządu, pojawiła się kontrowersyjna ustawa dotycząca wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy, a iskry posypały się błyskawicznie. Jak donosiło TVN24, premier Donald Tusk miał poczuć się wręcz oszukany, co tylko zaostrzyło atmosferę polityczną.
Kością niezgody stały się konkretne przepisy, które miały dać PIP większe narzędzia do walki z powszechnym problemem fikcyjnego samozatrudnienia oraz wykorzystywania umów cywilnoprawnych do maskowania stosunku pracy. Premier Donald Tusk szybko zajął stanowisko na platformie X, jasno wyrażając swoje obawy. Jego wypowiedzi, które miały na celu uwolnienie gospodarki od nadmiernych regulacji, wywołały natychmiastową i ostrą reakcję lidera partii Razem, Adriana Zandberga.
"Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł".
"Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników".
Czy premier rozumie współczesny rynek pracy?
Odpowiedź Adriana Zandberga, lidera partii Razem, na słowa premiera Tuska była błyskawiczna i wyjątkowo dosadna. Bez ogródek wskazał na sedno problemu pozornego samozatrudnienia, które w ostatnich latach stało się plagą polskiego rynku. Zandberg twardo podkreślił, że nie ma miejsca na półśrodki: albo ktoś jest realnie zatrudniony, albo prowadzi prawdziwą działalność gospodarczą, a wszelkie próby ukrywania tego statusu są po prostu oszustwem kosztem pracownika.
Co więcej, Adrian Zandberg posunął się w swojej krytyce znacznie dalej, zadając retoryczne pytanie, które miało zszokować opinię publiczną i podważyć kompetencje szefa rządu. Bezpośrednie uderzenie w premiera sugeruje, że jego stanowisko może być interpretowane jako obrona interesów nieuczciwych pracodawców, którzy unikają odpowiedzialności i obciążeń. To poważne oskarżenie, które rzuca cień na spójność programową koalicji.
"Albo ktoś jest zatrudniony, albo prowadzi działalność gospodarczą. Jak ktoś jest zatrudniony, a na papierze szef kazał mu zarejestrować działalność gospodarczą, żeby zaoszczędzić kosztem pracownika, to jest to działalność pozorna"
"Dziadek Donald nie ogarnia jak dziś wygląda rynek pracy, czy broni nieuczciwych szefów?".
Co dalej ze wzmocnieniem praw pracowników?
Ten nagły i ostry spór między Adrianem Zandbergiem a Donaldem Tuskiem to coś więcej niż zwykła wymiana zdań – to sygnał poważnych tarć wewnętrznych w koalicji rządzącej. Różnice w podejściu do gospodarki i kwestii społecznych, zwłaszcza w kontekście praw pracowniczych, ujawniają głębokie pęknięcia między lewicowym skrzydłem a liberalnymi tendencjami premiera. Ustawa o PIP miała być przecież kluczowym krokiem w kierunku lepszej ochrony osób zatrudnionych w Polsce.
Teraz pozostaje otwarte fundamentalne pytanie: czy rząd Donalda Tuska faktycznie zdoła znaleźć "lepsze sposoby ochrony pracowników", które zadowolą zarówno lewicowe oczekiwania, jak i liberalne obawy przed nadmierną biurokracją? Konflikt wokół Państwowej Inspekcji Pracy dobitnie pokazuje, że definicje "uwolnienia gospodarki" i "ochrony pracownika" bywają diametralnie różne, a to z kolei ma realne i poważne konsekwencje dla przyszłości milionów Polaków pracujących na umowach cywilnoprawnych i B2B.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.