Zbrodnia kibiców w Krakowie. Po 23 latach odkryto kto jest winien śmierci młodego mężczyzny?

2026-01-17 4:54

Po niemal 23 latach od wstrząsającego zabójstwa na tle pseudokibicowskim w Krakowie, służby wreszcie zatrzymały podejrzanego. To historia 23-letniego Filipa H., którego życie brutalnie przerwano w 2003 roku na osiedlu Strusia. Zginął od ciosu nożem, tylko dlatego, że sympatyzował z niewłaściwą, zdaniem napastnika, drużyną. Dominik B. usłyszał zarzuty, a sprawa rzuca nowe światło na mroczne dziedzictwo nowohuckiej przemocy.

Długa, wąska, lśniąca podłoga, zbudowana z rzędów kwadratowych płytek, biegnie przez środek ciemnego korytarza. Po prawej stronie wisi jaskrawo pomarańczowo-czerwona lampa w kształcie prostokąta, która odbija się w podłodze, tworząc smukłe, pomarańczowo-czerwone pasmo światła. Ściany i sufit korytarza są ciemne i nieostre.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Długa, wąska, lśniąca podłoga, zbudowana z rzędów kwadratowych płytek, biegnie przez środek ciemnego korytarza. Po prawej stronie wisi jaskrawo pomarańczowo-czerwona lampa w kształcie prostokąta, która odbija się w podłodze, tworząc smukłe, pomarańczowo-czerwone pasmo światła. Ściany i sufit korytarza są ciemne i nieostre.

Dramat na osiedlu Strusia

To był 19 sierpnia 2003 roku, kiedy na krakowskim osiedlu Strusia rozegrał się dramat, który na lata naznaczył lokalną społeczność. 23-letni Filip H., niczego nie podejrzewając, rozmawiał ze znajomymi, gdy nagle z cienia wyłonili się dwaj mężczyźni. Jeden z nich, z agresją w głosie, zadał mu jedno kluczowe pytanie o klubowe preferencje. Tragiczna odpowiedź Filipa H. na pytanie o Wisłę Kraków przypieczętowała jego los.

Bez chwili wahania napastnik zadał mu pojedynczy cios nożem prosto w serce, który okazał się śmiertelny. Życia młodego mężczyzny nie udało się uratować, mimo błyskawicznie podjętej reanimacji na miejscu zdarzenia. W jednej chwili wszystkie plany i marzenia 23-latka zostały brutalnie przerwane, a niewinna przynależność do grupy kibiców kosztowała go najwyższą cenę. Ten akt przemocy wstrząsnął całą Małopolską, ukazując mroczne realia walk pseudokibiców.

Nowa Huta dawniej bezpieczna?

Początek XXI wieku to czasy, gdy nowohuckie osiedla, zwłaszcza po zmroku, stały się areną regularnych starć i niekontrolowanej agresji. Mieszkańcy wspominają ten okres jako czas nieustannego lęku, szczególnie o bezpieczeństwo nastolatków. Pod blokami, w zaułkach i na parkingach, królowały grupki, które nie stroniły od bójek i drobnych przestępstw. Kradzieże samochodów i włamania do aut były na porządku dziennym, tworząc atmosferę wszechobecnego zagrożenia.

Stanisław Kowalski, 68-letni mieszkaniec osiedla Strusia, doskonale pamięta tamte dramatyczne czasy, mówiąc o nich otwarcie. Jego słowa malują obraz osiedla pogrążonego w chaosie i strachu, gdzie przemoc była codziennością. To właśnie w takich okolicznościach, jak twierdził, wiele osób stawało się przypadkowymi ofiarami bezsensownych waśni gangów.

"Wtedy strach było po zmroku chodzić. Zwłaszcza rodzice mogli się bać o nastoletnie dzieci, pod blokami przesiadywały różne grupki, między którymi często dochodziło do bójek. Kradli radia z samochodów, kradli samochody. To była po prostu osiedlowa wojna gangów, a ten chłopak był przypadkową ofiarą" - mówi w rozmowie z "Super Expressem" Stanisław Kowalski (68 l.) mieszkaniec osiedla Strusia.

Mroczna przeszłość śledztwa

Bezpośrednio po zabójstwie Filipa H. krakowska policja podjęła zmasowane działania, rzucając na sprawę potężne siły. Uruchomiono specjalną infolinię dla świadków, a dramat nagłośniono w kultowym wówczas magazynie kryminalnym „997”, co miało pomóc w identyfikacji sprawców. Mimo tak szeroko zakrojonych działań i publicznego apelu, początkowe wysiłki śledczych nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Niestety, pomimo intensywnych poszukiwań i analiz, nie udało się wówczas zebrać dowodów, które pozwoliłyby na postawienie komukolwiek zarzutów. Sprawa trafiła na półkę jako jedna z wielu niewyjaśnionych zbrodni, stając się bolesną raną w historii miasta. Jednakże, funkcjonariusze z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz prokuratorzy z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej nigdy o niej nie zapomnieli.

Sprawiedliwość po dekadach

Zespół CBŚP, specjalizujący się w rozpracowywaniu środowisk pseudokibiców, postanowił po latach ponownie pochylić się nad aktami tej mrocznej sprawy. To była wielomiesięczna, niezwykle drobiazgowa praca operacyjna i procesowa, wymagająca ogromnej precyzji i cierpliwości. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technik kryminalistycznych i ponownej analizie śladów sprzed blisko ćwierć wieku, śledczy w końcu dokonali przełomu.

Wytypowano osobę, która mogła stać za tym bezwzględnym aktem przemocy. Okazało się, że to Dominik B., znany w 2003 roku jako aktywny pseudokibic drużyny zwaśnionej z Wisłą Kraków. Zebrany materiał dowodowy był na tyle solidny i przekonujący, że prokurator podjął decyzję o postawieniu mu zarzutu zabójstwa.

Dominik B. zatrzymany. Jaka kara?

Na wniosek prokuratury, Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia nie miał wątpliwości i zastosował wobec Dominika B. najsurowszy możliwy środek zapobiegawczy. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy, co świadczy o wadze zebranych dowodów i powadze zarzutów. Jest to jasny sygnał, że wymiar sprawiedliwości nie zapomina o brutalnych czynach, nawet po upływie wielu lat.

Za zarzucaną mu zbrodnię, czyli zabójstwo z art. 148 Kodeksu karnego, Dominikowi B. grozi bardzo surowa kara. Polski system prawny przewiduje za takie czyny nawet dożywotnie pozbawienie wolności, co może być ostateczną ceną za brutalność sprzed dekad. Po niemal 23 latach, choć ból rodzinie nie zniknie, pojawia się nadzieja na sprawiedliwość, która w końcu może dosięgnąć sprawcę.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.