Spis treści
Tragiczne ataki w Pieńkach
Początek grudnia przyniósł serię dramatycznych wydarzeń w gospodarstwie pana Adama Kobylińskiego, zlokalizowanym we wsi Pieńki w powiecie siedleckim. Mężczyzna stracił znaczną część swojej hodowli w wyniku agresji zdziczałych psów. Incydenty te wstrząsnęły lokalną społecznością, budząc obawy o bezpieczeństwo zwierząt i ludzi. Zdarzenia te miały miejsce w nocy z 6 na 7 grudnia oraz rankiem 12 grudnia 2025 roku.
Pan Adam Kobyliński, właściciel zagrody, do dziś nie może dojść do siebie po potwornych scenach. Hodowca utracił dwie dorodne alpaki oraz siedem kameruńskich owiec, które wychowywał od małego. Straconą wartość zwierząt oszacowano na około 13 tysięcy złotych, jednak dla właściciela ich wartość sentymentalna była znacznie wyższa.
"Zwierzęta znalazłem rankiem, miały ślady duszenia, a ich futerka były porozrywane" - opowiada "Super Expressowi" mężczyzna.
Jaki był cel ataków?
Pierwsza napaść na hodowlę pana Adama miała miejsce w nocy z 6 na 7 grudnia 2025 roku, kiedy to dzikie psy zagryzły dwie alpaki. Według relacji właściciela zwierząt, natura ataku nie wskazywała na głód. Nie stwierdzono bowiem ubytków w tuszach alpak, co sugeruje, że psy działały z zamiarem zabicia, a nie poszukiwania pożywienia.
Analiza ran i obrażeń zwierząt, w tym śladów duszenia i porozrywanych futerek, potwierdza brutalny charakter zdarzeń. Ten element wskazuje na szczególną agresję i drapieżne zachowanie watahy zdziczałych psów. Okoliczności ataku budzą niepokój mieszkańców, którzy zastanawiają się nad motywacjami agresywnych zwierząt.
"Psy nie zaatakowały z głodu, bo nie stwierdziłem ubytków w tuszach alpak. To była po prostu napaść, by zabić" - wyjaśnia.
Drugi atak i jego konsekwencje
Kolejny, równie wstrząsający atak nastąpił zaledwie kilka dni później, rankiem 12 grudnia. Pan Adam Kobyliński przez okno zauważył psy biegające obok zagrody swoich zwierząt. Natychmiast wybiegł, krzycząc, co spowodowało ucieczkę psów pod siatką, którą wcześniej się dostały na teren posesji. Niestety, interwencja była już za późno.
Po spłoszeniu watahy, w zagrodzie właściciel ujawnił kolejną jatkę. Siedem pięknych owiec kameruńskich zostało zagryzionych, a wszystkie miały podgryzione gardła. Również w tym przypadku, psy nie zaatakowały, aby się najeść. Bestialski charakter obu napaści wywołał poważne obawy pana Adama o bezpieczeństwo swojej rodziny.
"Zobaczyłem przez okno biegające obok zagrody zwierząt psy. Wybiegłem krzycząc, a psy momentalnie uciekły pod siatką, tą sama drogą, którą weszły" - opowiada pan Adam.
"W zagrodzie ujawniłem jatkę. Te bestie zagryzły mi siedem pięknych owiec kameruńskich. Wszystkie miały podgryzione gardła. Tym razem psy również nie zaatakowały, by się najeść. Teraz po tym wszystkim boimy się o własne życie i życie naszych dzieci" - dodaje mężczyzna i pokazuje naszemu reporterowi miejsce podkopu pod siatką.
Obawy mieszkańców o bezpieczeństwo
Agresywna wataha psów sieje postrach nie tylko w gospodarstwie pana Kobylińskiego, ale także w całej okolicy. Mieszkańcy Pieńków i sąsiednich miejscowości żyją w ciągłym strachu, obawiając się o swoje zwierzęta hodowlane oraz o własne bezpieczeństwo. Wiele osób, w tym sąsiedzi poszkodowanego hodowcy, ogranicza wychodzenie poza swoje posesje w obawie przed kolejnym atakiem.
Sąsiadka pana Kobylińskiego relacjonuje, że również widziała watahy psów, które próbowały dostać się na jej posesję. Ta powszechna obawa wskazuje na skalę problemu i konieczność szybkiego rozwiązania sytuacji. Atmosfera niepokoju i zagrożenia stała się codziennością dla wielu rodzin w Pieńkach, czekających na działania służb.
"Staram się nie wychodzić poza swoje podwórko" - mówi nam sąsiadka pana Kobylińskiego. - "Widziałam z oddali watahy psów, które również próbowały dostać się na moją posesję" - dodaje.
Działania siedleckiej policji
W związku z atakami psów na zwierzęta hodowlane, miejscowa policja wszczęła postępowanie. Zgłoszenia zostały przyjęte w komisariacie w Skórcu, który podjął się wyjaśnienia okoliczności zdarzenia. Funkcjonariusze niezwłocznie przeprowadzili oględziny miejsca ataków, zbierając dowody i wszelkie dostępne informacje.
Obecnie trwają intensywne czynności zmierzające do ustalenia właścicieli agresywnych psów. Kom. Ewelina Radomyska z Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach potwierdziła, że policjanci pracują nad identyfikacją osób odpowiedzialnych za zwierzęta. Głównym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i zapobieżenie kolejnym incydentom w powiecie siedleckim.
"Przyjęliśmy w komisariacie w Skórcu zgłoszenia o ataku psów na zwierzęta hodowlane" - przekazała kom. Ewelina Radomyska z Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach. - "Policjanci wykonali oględziny miejsca zdarzenia. Obecnie prowadzimy czynności zmierzające do ustalenia właścicieli psów" - dodała.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.