Spis treści
Trump znów straszy świat
Donald Trump, wygłaszając orędzie o stanie państwa, nie omieszkał skierować uwagi na trwający od tygodni, groźny konflikt na Bliskim Wschodzie. Jak to często bywa w jego wystąpieniach, część poświęcona sprawom zagranicznym została doprawiona solidną dawką autopochwał, ale tym razem główne skrzypce grał Iran i jego aspiracje nuklearne.
Od dłuższego czasu USA utrzymują napięcie, żądając od Teheranu rezygnacji z programu atomowego, mimo że irańscy politycy wielokrotnie deklarowali brak dążenia do budowy broni jądrowej. Ta retoryka, niczym mantra, powtarzana jest regularnie, a potencjalne zagrożenie eskalacją konfliktu wisi w powietrzu, niczym ponura chmura nad regionem.
Irańskie rakiety. Jakie zagrożenie?
W swoim przemówieniu prezydent Stanów Zjednoczonych poszedł o krok dalej, wyraźnie artykułując obawy dotyczące zasięgu irańskich arsenałów. To, co dotychczas było przedmiotem spekulacji ekspertów, Trump przekuł w otwartą przestrogę, rzucając cień na bezpieczeństwo całego kontynentu europejskiego.
Prezydent USA ostrzegał, że rakiety ajatollahów mogą wkrótce dosięgnąć nie tylko amerykańskie bazy wojskowe rozmieszczone za granicą, ale również rozciągnąć swoje oddziaływanie na Europę. Brzmi to jak scenariusz z hollywoodzkiego thrillera, jednak w kontekście ciągłych napięć, słowa te rezonują z niepokojącą siłą.
"Opracowali już rakiety, które mogą zagrozić Europie i naszym bazom za granicą, i pracują nad budową rakiet, które wkrótce dotrą do Stanów Zjednoczonych Ameryki" - stwierdził prezydent USA.
Kto kontroluje program atomowy?
Kwestia irańskiego programu nuklearnego jest punktem zapalnym od wielu lat, a administracja Trumpa konsekwentnie utrzymuje twarde stanowisko, nie dopuszczając myśli o posiadaniu przez Teheran broni atomowej. To stały element jego polityki zagranicznej, który wciąż budzi wiele kontrowersji i obaw na arenie międzynarodowej.
Trump podkreślił, że nie pozwoli Iranowi na posiadanie broni atomowej, nazywając go "głównym światowym sponsorem terroru". To kolejne z serii mocnych oskarżeń, które mają na celu wzmocnienie pozycji negocjacyjnej USA, ale jednocześnie utrudniają znalezienie dyplomatycznego rozwiązania.
"Jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę głównemu światowemu sponsorowi terroru (...) na posiadanie broni jądrowej" - dodał.
Skąd nagła zmiana narracji?
Prezydent Trump wykorzystał również okazję, aby wspomnieć o zabijaniu demonstrantów w Iranie, co stanowi kolejny pretekst do zaostrzenia kursu. Co ciekawe, już raz odwołał akcję wojskową, argumentując, że Iran zaprzestał zabijania protestujących. Ta zmienność w narracji jest charakterystyczna dla stylu politycznego Donalda Trumpa.
Podczas orędzia jednak, przyznał, że w manifestacjach przeciwko ajatollahom zginęło aż 32 tysiące ludzi, co jest liczbą szokującą i wskazującą na skalę represji. Ta informacja, podana w kontekście zagrożenia rakietowego, ma dodatkowo wzmocnić przekaz o konieczności interwencji lub przynajmniej silnego nacisku na Teheran.
"Powstrzymaliśmy ich przed powieszeniem wielu innych, grożąc poważnymi konsekwencjami. To naprawdę okropni ludzie "- mówił, odnosząc się do irańskich demonstrantów.
Czy dyplomacja wystarczy?
Negocjacje pomiędzy USA a Iranem trwają, ale jak dotąd nie przyniosły żadnych konkretnych porozumień. Tymczasem wokół kraju gromadzą się amerykańskie wojska, a ich utrzymywanie kosztuje miliony dolarów dziennie. Taka obecność militarna to wyraźny sygnał, że Waszyngton traktuje sytuację niezwykle poważnie i jest gotów do dalszych kroków.
Mimo zapewnień o chęci rozwiązania problemów drogą dyplomatyczną, Trump jasno postawił warunki. Amerykanie "nie usłyszeli tych czarodziejskich słów: nigdy nie będziemy mieć broni jądrowej", co wskazuje na brak podstaw do wzajemnego zaufania i dalszych ustępstw. Pozostaje pytanie, jak długo ta patowa sytuacja będzie się utrzymywać.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.