Spis treści
Świąteczny reset polityków
Dla wielu osób publicznych, a zwłaszcza tych z pierwszych stron gazet politycznych, święta to rzadka okazja, by choć na chwilę oderwać się od zgiełku debat i strategicznych układanek. Jednak dla Joanny Muchy, jak sama przyznała w 2019 roku, Wielkanoc nie jest czasem rewolucji, lecz pielęgnowania uświęconych latami rytuałów, które wyglądają niemal identycznie jak w jej dzieciństwie.
W obliczu nieustannych sejmowych potyczek i politycznych manewrów, okazuje się, że nawet najbardziej zapracowani parlamentarzyści znajdują czas na to, co prawdziwie ważne. Posłanka Platformy Obywatelskiej podkreślała, że to właśnie rodzinne obrzędy i ciepła atmosfera domowego ogniska stanowią niezmienny punkt odniesienia w jej corocznym kalendarzu, zapewniając upragniony spokój.
"Święta organizuje mój brat, który ma duży dom i zawsze u niego spotykamy się całą rodziną, rodzice, dzieci" – mówiła.
Dom pełen śmiechu i docinek
Wielkanocne celebracje w klanie Muchów to nieoficjalne, ale stałe zgromadzenie, które regularnie gromadzi około dziesięciu najbliższych osób. Miejsce spotkań jest niezmienne – duży dom brata posłanki, gdzie rodzice i dzieci wspólnie tworzą radosną atmosferę daleką od sztywnych, politycznych bankietów. Śmiech i drobne, życzliwe docinki to nieodłączny element tych spotkań.
Wielka Sobota ma swój wyraźnie zarysowany harmonogram, którego pilnie strzeże tata Joanny Muchy, z gorliwością podchodzący do tradycji postu. Rodzinne opowieści o święconce są zresztą prawdziwym hitem, bowiem zawartość koszyczka co roku musi być chroniona przed… domowym pupilem, który z lubością próbuje skosztować wielkanocnych przysmaków jeszcze przed poświęceniem.
"Mamy bardzo radosne święta. Zawsze jest kupa śmiechu, luźna atmosfera, śmiejemy się z siebie i trochę sobie dogryzamy" – dodawała.
"Mój tata gorliwie pilnuje postu aż do momentu poświęcenia święconki, więc zawsze zrywa się w sobotę wcześnie rano" – wyjaśniała.
"Co roku musimy ją chować przed kotem, bo lubi się poczęstować zawartością" – dodała.
Tajemnica mocy chrzanu
Jeśli mowa o rodzinnych specjałach, nie sposób pominąć domowej roboty chrzanu, za którego legendarną moc odpowiada wyłącznie tata posłanki. To on własnoręcznie, z godną podziwu precyzją, trze korzeń chrzanu, tworząc produkt o intensywności, która stała się prawdziwą legendą wśród biesiadników.
Jednak Wielkanoc u Muchów to nie tylko uczta dla podniebienia, ale i dla ducha – i mięśni. Niezależnie od kaprysów pogody, czy to deszcz, czy słońce, w Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną, cała rodzina wyrusza na obowiązkowy, bardzo długi spacer. Ten niezmienny rytuał to sprawdzony sposób na spalenie świątecznych kalorii i zacieśnienie więzi na świeżym powietrzu, nawet jeśli wymaga to użycia specjalnego ekwipunku.
"Mój tata sam trze chrzan, więc jest po prostu kosmicznej mocy" – podkreśliła.
"Bez względu na pogodę i w sobotę i w niedzielę robimy po około 10 kilometrów. Jak pada deszcz dostaję gumowce!" – przyznała nam z uśmiechem posłanka.
Kto rządzi w kuchni Muchów?
Mimo aktywnego uczestnictwa Joanny Muchy w świątecznych przygotowaniach, w kuchni panuje bezwzględny podział ról, ustalony lata temu i niezmienny. Prawdziwą szefową i niekwestionowaną mistrzynią kulinarnych ceremonii jest jej mama, która decyduje o każdym detalu menu i nadzoruje powstawanie wszystkich potraw.
Posłanka, jak sama przyznaje, z radością wciela się w rolę wiernego pomocnika, realizując polecenia kulinarnej dyktatorki. Mama Muchy słynie z niezwykłej hojności, gotując "porcje dla wojska", co skutkuje tym, że wnuki są uszczęśliwione solidną wałówką na cały następny tydzień, co jest dowodem troski i miłości.
"Jestem osobą, która stoi przy garach i wykonuje polecenia mamy. Mama jest szefową" – przyznawała.
"Gotuje porcje dla wojska, trzy razy więcej niż trzeba. Ale dzięki temu wnuki są uszczęśliwione, bo dostają wałówkę na następny tydzień" – opowiada Joanna Mucha.
Jakie dania muszą być na stole?
Wielkanocne menu w domu Joanny Muchy opiera się na klasycznych, sprawdzonych przez pokolenia potrawach, które z sentymentem przypominają o tradycyjnej polskiej kuchni. Na stole królują jajka faszerowane, aromatyczny biały barszcz na domowym zakwasie oraz wyśmienite domowe wędliny, wszystko przygotowane z dbałością o każdy szczegół.
Jednakże, jak skwitowała posłanka, są dwa niepodważalne elementy, bez których świąteczny stół byłby po prostu niekompletny i nikt nawet nie ośmieliłby się przy nim usiąść. Ćwikła i chrzan to absolutne minimum, bez którego Wielkanoc w domu Joanny Muchy nie mogłaby się odbyć, co świadczy o głębokim zakorzenieniu w rodzinnych obyczajach.
"Do stołu nikt nie usiądzie, jeśli nie ma na nim ćwikły i chrzanu" – skwitowała Mucha.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.