Spis treści
Nieobecność oskarżonego na rozprawie
Rozprawa zaplanowana na 27 lutego w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło we wrześniu na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, rozpoczęła się od dość symptomatycznego zdarzenia. Oskarżony Łukasz Żak, centralna postać tego dramatu, nie został doprowadzony do sądu, co z pewnością nie ułatwiało płynnego przebiegu posiedzenia. Można by ironicznie rzec, że nawet sprawiedliwość czasami musi poczekać na dogodniejszy termin.
Jak poinformował sędzia, Żak dzień wcześniej konsultował się z lekarzem, skarżąc się na kaszel i gorączkę, co skutkowało otrzymaniem leków. Sam oskarżony, z iście stoickim spokojem, skwitował sytuację stwierdzając, że „jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować”. Mimo iż jego obrońca nalegała na przełożenie terminu, sąd zdecydował się na dalsze procedowanie, co pozwoliło uniknąć kolejnego opóźnienia w tej głośnej sprawie.
"jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować"
Biegli o przyczynach tragedii
Zanim do głosu dopuszczono świadkinię, sąd wysłuchał dwóch biegłych, którzy przedstawili swoje kluczowe ustalenia dotyczące okoliczności wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Ich ekspertyzy rzuciły światło na mechanizm zdarzenia, koncentrując się przede wszystkim na prędkości, z jaką poruszał się kierowca Arteona. To właśnie te techniczne szczegóły często decydują o ostatecznym kształcie wyroku, precyzując stopień odpowiedzialności oskarżonego za całą sytuację.
Ustalenia biegłych stanowią fundament dla dalszego postępowania, pozwalając sądowi na rekonstrukcję wydarzeń i zrozumienie dynamiki kolizji. Wypadek na Trasie Łazienkowskiej to przykład, gdzie każdy kilometr na godzinę ma znaczenie, a wnioski ekspertów mogą być decydujące w kontekście zarzutów postawionych Łukaszowi Żakowi. Te techniczne aspekty, choć często nużące, są niezbędne do rzetelnej oceny.
Wstrząsające zeznania Sary S.
Później na sali rozpraw pojawiła się świadkini Sara S., której zeznania okazały się być najbardziej porażającym elementem ostatniego posiedzenia. Kobieta rozpoczęła swoją wypowiedź od słów skierowanych do rodziny ofiary, co nadało jej wystąpieniu osobistego i bolesnego wymiaru. Jej gotowość do odpowiedzi na wszystkie pytania, mimo widocznych nerwów, była od razu zauważalna i wskazywała na powagę sytuacji, w jakiej się znalazła.
Sędzia, chcąc uzyskać pełny obraz, przytoczył stare zeznania Sary S., w których kobieta opowiadała o lęku przed oskarżonym i groźbach, jakie z jego strony otrzymywała. To ujawnienie ukazało mroczne kulisy relacji między świadkinią a Łukaszem Żakiem, co z pewnością wstrząsnęło obecnymi na sali rozpraw. Odsłonięcie tych fragmentów przeszłości było kluczowe dla zrozumienia pełnego kontekstu wypadku i późniejszych wydarzeń.
"Chciałabym jeszcze raz przeprosić rodzinę za tę sytuację, za wypadek. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania"
"Łukasz Żak walił w moje drzwi, krzyczał, że mamy go wpuścić do domu, bo inaczej nas za***ie. Chyba potem zadzwonił do mamy Pauliny i powiedział jej, że Paulina nie żyje. [...] Bałam się go. Żak powiedział, że jak się nie zamknę, to zaraz weźmie nóż i nas wszystkich potnie"
Czy świadkini bała się o swoje dziecko?
Podczas piątkowej rozprawy Sara S. nie tylko podtrzymała swoje wcześniejsze, dramatyczne zeznania, ale również dodała do nich nowy, wstrząsający element. Zaznaczyła, że ewentualne różnice w jej poprzednich relacjach wynikały z ogromnych nerwów i panicznego strachu o własne dziecko. Ta szczerość i otwartość na sali sądowej nadała jej słowom jeszcze większej mocy i wiarygodności, co mogło mieć wpływ na postrzeganie całej sprawy.
Kobieta podkreśliła, że była pod ogromną presją ze strony Łukasza Żaka, obawiając się jego zemsty i tego, że „kogoś na nią naśle”. Kluczową informacją było również ujawnienie, że w tamtym czasie była w ciąży, co potęgowało jej lęk i poczucie zagrożenia. Perspektywa bycia w takim stanie i jednoczesne obawy o bezpieczeństwo własne i nienarodzonego dziecka, to doprawdy porażająca perspektywa, ukazująca skalę dramatu świadkini.
"Mogły się różnić między sobą, bo wtedy były to nerwy i bałam się o swoje dziecko"
"Byłam bardzo zestresowana Żakiem, bałem się zemsty z jego strony, że kogoś na mnie naśle. Byłam wtedy w ciąży"
Jaka kara grozi oskarżonemu?
Na zakończenie rozprawy i po wysłuchaniu wszystkich zeznań, kluczowe pozostaje pytanie o konsekwencje, jakie czekają Łukasza Żaka za jego czyny. Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, oskarżonemu o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej grozi od pięciu do 30 lat pozbawienia wolności. To spektrum kary jest szerokie, co odzwierciedla złożoność i wagę przedstawionych zarzutów.
Ostateczny wyrok będzie zależał od wielu czynników, w tym od oceny wiarygodności zeznań świadków, dowodów zebranych przez biegłych oraz interpretacji prawa przez sąd. Proces Łukasza Żaka to sprawa, która z pewnością będzie uważnie śledzona przez opinię publiczną, oczekującą sprawiedliwego rozstrzygnięcia tego tragicznego wydarzenia. Odpowiedzialność za śmierć innej osoby to ciężar, który musi znaleźć swoje odbicie w wymiarze sprawiedliwości.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.