Spis treści
Niespodziewana absencja oskarżonego
Piątkowe posiedzenie sądu w sprawie tragicznego zdarzenia, które miało miejsce we wrześniu 2024 roku, rozpoczęło się od dość przewidywalnej, choć wciąż irytującej, informacji o absencji głównego oskarżonego. Łukasz Żak, bo o nim mowa, nie pojawił się na sali, tłumacząc swoją nieobecność problemami zdrowotnymi, konkretnie kaszlem i gorączką. Tego typu sytuacje niestety często towarzyszą głośnym procesom, gdzie oskarżeni w ostatniej chwili „nagle” zapadają na zdrowie, próbując zyskać na czasie lub uniknąć bezpośredniej konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości.
Jego obrończyni, zgodnie z oczekiwaniami, wnioskowała o odroczenie terminu rozprawy, powołując się na kiepską kondycję klienta i wizytę lekarską. Sąd jednak, wykazując się stanowczością, nie przychylił się do tej prośby i zdecydował o kontynuowaniu posiedzenia. Decyzja ta jasno pokazuje, że wymiar sprawiedliwości nie zamierza tolerować prób opóźniania procesu w tak poważnej sprawie, a tłumaczenia oskarżonego zostały jedynie przytoczone na sali, bez wpływu na dalszy bieg wydarzeń.
Co ujawnił biegły sądowy?
Mimo nieobecności Łukasza Żaka, na sali rozpraw głos zabrał kluczowy świadek – biegły Jerzy Kula. Ekspert, który przygotował dwie szczegółowe opinie na temat przebiegu wypadku na Trasie Łazienkowskiej, wyjaśnił zakres swoich prac oraz precyzyjną metodologię, jaka posłużyła do rekonstrukcji tragicznych zdarzeń. Jego zeznania były z pewnością najbardziej wyczekiwanym punktem dnia, rzucając nowe światło na dynamikę fatalnego zderzenia.
Specjalista podkreślił, że dzięki skrupulatnie zabezpieczonym śladom, możliwe było precyzyjne ustalenie parametrów jazdy obu pojazdów bezpośrednio przed zdarzeniem. Wyniki jego analizy okazały się, delikatnie mówiąc, wstrząsające i wskazują na zatrważające różnice w prędkościach. To właśnie te dane miały kluczowe znaczenie dla zrozumienia, co faktycznie wydarzyło się na feralnej drodze.
Szokujące prędkości pojazdów
Ustalenia biegłego Jerzego Kuli, choć spodziewane przez niektórych, wciąż brzmią jak wyrok dla oskarżonego. Z różnych analiz wynikało, że Arteon, prowadzony przez Łukasza Żaka, przed zderzeniem osiągał prędkość 227 km/h. To wartość, która na Trasie Łazienkowskiej – miejscu o ograniczonej prędkości – brzmi niczym z toru wyścigowego, a nie z ruchliwej arterii miejskiej. Tak rażące przekroczenie limitów natychmiast nasuwa pytanie o odpowiedzialność i świadomość konsekwencji.
W kontraście do zawrotnej prędkości Arteona, Ford Focus, kierowany przez drugą uczestniczkę zdarzenia, poruszał się z prędkością 78 km/h. Chociaż i ta wartość mogła być nieco powyżej dozwolonej, to jednak blednie w porównaniu z rajdem, jaki miał miejsce obok. Zestawienie tych dwóch prędkości jasno pokazuje, z jaką siłą i dynamiką doszło do zderzenia i jak drastycznie różniły się okoliczności, w jakich poruszali się obaj kierowcy.
Czy kierująca Fordem miała szansę?
Analiza biegłego nie pozostawiła złudzeń co do możliwości reakcji ze strony kierującej Fordem. Według specjalisty, kobieta znajdowała się w położeniu bez wyjścia. Dynamika zdarzenia była tak duża, że wykluczyła jakąkolwiek skuteczną reakcję obronną z jej strony. Symulacje przeprowadzone przez eksperta potwierdziły, że w tamtym momencie jakiekolwiek manewry obronne były po prostu niemożliwe do wykonania.
Co więcej, biegły dodał, że nawet jeśli hipotetycznie Arteon podjąłby wcześniejszy manewr obronny, to zakończyłby się on jedynie niekontrolowanym poślizgiem. To tylko podkreśla, że prędkość, z jaką poruszał się pojazd Łukasza Żaka, była tak ekstremalna, że nawet próba uniknięcia zderzenia mogłaby zakończyć się równie fatalnie, jeśli nie gorzej. Cała sytuacja wydaje się być tragicznym splotem okoliczności, gdzie jeden element – rażąca prędkość – zdeterminował wszystko.
"Łukasz Żak w sądzie (styczeń 2026):"
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.