Spis treści
Białoruś wzywa nagle do wojska
Od 16 lutego Białoruś, niczym reżimowa machina, wrzuciła na wysokie obroty wzywanie obywateli na nagłe ćwiczenia wojskowe. Relacje z mediów społecznościowych i portalu Zerkalo malują obraz prawdziwego chaosu: wezwania doręczane są natychmiastowo, często z terminem stawiennictwa tego samego dnia lub nazajutrz.
To tempo, niczym z powieści kafkowskiej, sprawia, że w punktach zbiórek piętrzą się tłumy. Ludzie czekają od rana do późnego wieczora na dalsze dyspozycje, a niektórzy są zwalniani dopiero w środku nocy. Pojawiają się także liczne skargi na opryskliwe traktowanie i ignorowanie problemów zdrowotnych, co tylko potęguje wrażenie, że humanitarne aspekty zostały odstawione na boczny tor.
Łamanie prawa na oczach wszystkich
Szczególnie bulwersujący jest fakt, że na ćwiczenia wzywani są mężczyźni z małymi, a nawet chorymi dziećmi. Choć prawo białoruskie jasno stanowi, że zawiadomienie powinno być doręczone z co najmniej siedmiodniowym wyprzedzeniem, a ojcowie wychowujący troje lub więcej nieletnich dzieci są zwolnieni z tego obowiązku, praktyka jest brutalnie odmienna.
Wojskowe komendy uzupełnień, niczym orwellowskie biurokracje, potwierdzają, że wezwania mogą być wystawiane ad hoc, a posiadanie potomstwa nie gwarantuje automatycznego zwolnienia. Rozbieżność między literą prawa a rzeczywistością jest drastyczna i stała się przedmiotem ostrej krytyki w internecie, choć reżim wydaje się nią nie przejmować.
Co tak naprawdę planuje Łukaszenka?
Przyczyny tak szeroko zakrojonej i przede wszystkim nagłej mobilizacji, która przypomina bardziej ćwiczenia wojenne niż rutynowe sprawdziany, pozostają owiane tajemnicą. Spekulacje pojawiające się w komentarzach sugerują, że te działania mogą potrwać miesiąc lub dwa i sukcesywnie obejmować kolejne białoruskie miasta, co wskazuje na skalę daleko wykraczającą poza zwykłe manewry.
Jeden z mieszkańców Grodna, patrząc na tysiące wzywanych osób w ciągu jednego dnia, słusznie zauważył, że trudno tu mówić o jakichkolwiek „rutynowych” ćwiczeniach. To jawne sygnały, że za kulisami dzieje się coś znacznie większego, być może przygotowania do poważniejszych działań, o których opinia publiczna nie jest informowana.
Łukaszenka chce poznać „obiektywny obraz” armii
Oficjalnie, kontrola gotowości bojowej została zainicjowana 16 stycznia, oczywiście decyzją samego Alaksandra Łukaszenki. Dyktator, z charakterystyczną dla siebie megalomanią, zapowiedział, że chce poznać „obiektywny obraz” stanu swojej armii, jakby wojsko było dla niego tylko kolejną statystyką do raportu.
26 stycznia Łukaszenka ogłosił, że te „działania” będą kontynuowane aż do wiosny. Równolegle Ministerstwo Obrony i Sztab Generalny uruchomiły własny, również nagły sprawdzian jednostek. Minister Wiktar Chrenin, w typowej propagandowej retoryce, stwierdził, że testowane są nowe formy prowadzenia operacji obronnych i ofensywnych, z szerokim wykorzystaniem dronów oraz środków walki elektronicznej, co brzmi co najmniej niepokojąco w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.