Spis treści
Trump znów uderza w globalny handel?
Wydawało się, że epoka szczelnego muru celnego dobiega końca, lecz Donald Trump po raz kolejny udowodnił, że jest politycznym graczem, którego trudno przewidzieć. W błyskawicznej reakcji na piątkowy wyrok Sądu Najwyższego USA, który unieważnił większość taryf z 2025 roku, prezydent uderzył pięścią w stół. Zamiast zaakceptować prawną porażkę, ogłosił, że tymczasowa globalna stawka celna na towary importowane zostanie podniesiona z 10 do 15 procent. Ta nagła decyzja ma wejść w życie ze skutkiem natychmiastowym, co z pewnością wstrząśnie rynkami i wywoła falę niepokoju na całym świecie.
Prezydent nie krył oburzenia postawą wymiaru sprawiedliwości, nazywając orzeczenie wprost „antyamerykańskim” – co jest już jego znakiem rozpoznawczym w podobnych sytuacjach. W emocjonalnym wpisie na platformie Truth Social argumentował, że inne kraje przez dekady „wykorzystywały” Amerykę, a jego administracja nie zamierza na to dłużej pozwalać. Obecnie zespół Trumpa gorączkowo pracuje nad nowymi mechanizmami prawnymi, które pozwolą utrzymać ten twardy kurs protekcjonizmu. To wyraźny sygnał, że prezydent USA nie zamierza rezygnować ze swojej kontrowersyjnej polityki gospodarczej, mimo oporu instytucji i międzynarodowej krytyki.
Miliardy dolarów do zwrotu?
W cieniu politycznej awantury rozgrywa się prawdziwy dramat finansowy, który może poważnie nadwyrężyć amerykański budżet. Skutki prawnego zamieszania są już odczuwalne, gdyż tamtejsze firmy domagają się zwrotu ponad 130 miliardów dolarów, które zdążyły już wpłacić w ramach zakwestionowanych przez Sąd ceł. Niektóre szacunki, krążące w mediach ekonomicznych, mówią nawet o kwocie sięgającej 200 miliardów dolarów. To gigantyczna suma, której zwrot mógłby stworzyć nie lada wyzwanie dla stabilności finansowej państwa i jego wiarygodności na arenie międzynarodowej.
Przedsiębiorcy, którzy ponieśli te koszty, liczą na szybki zwrot gotówki, co wydaje się optymistycznym założeniem w świetle złożoności proceduralnej. Eksperci prawni ostrzegają, że ta batalia o odszkodowania może ciągnąć się latami, destabilizując amerykański biznes i wprowadzając niepewność co do przyszłych regulacji. Spór o politykę handlową USA daleki jest od zakończenia, a w grze są nie tylko dyplomatyczne relacje, ale przede wszystkim fortuna globalnych koncernów. Długotrwałe procesy sądowe to ostatnie, czego potrzebuje i tak już napięta gospodarka Stanów Zjednoczonych.
Czy Europa przygotuje ostrą ripostę?
Podczas gdy Waszyngton pogrąża się w wewnętrznych sporach o cła, Europa patrzy na rozwój wypadków z dużą uwagą i rosnącym zaniepokojeniem. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oraz francuski minister Nicolas Forissier już zapowiedzieli pełną mobilizację i koordynację działań, co zwiastuje silną, wspólną odpowiedź. Europejscy liderzy zdają sobie sprawę, że jednostronne działania USA mogą poważnie zaszkodzić gospodarce Starego Kontynentu, stąd ich zdecydowany ton w publicznych wypowiedziach. Bruksela i Berlin z pewnością nie pozostaną bierne wobec narastających napięć handlowych, szukając sposobów na ochronę swoich interesów i stabilności rynków.
Tego typu zagrywki Trumpa nie są niczym nowym; pamiętajmy o jego wcześniejszych bataliach handlowych, które często kończyły się eskalacją i międzynarodowym napięciem. Europa będzie musiała znaleźć sposób na obronę swoich rynków i przemysłu przed kolejną falą protekcjonizmu. Możliwe są różne scenariusze – od dyplomatycznych negocjacji po wprowadzenie własnych kontrtaryf, co grozi wybuchem pełnowymiarowej wojny handlowej na niespotykaną skalę. Stary Kontynent przygotowuje się na dyplomatyczne i ekonomiczne starcie, które może mieć dalekosiężne skutki dla całego globalnego handlu i wzajemnych relacji międzynarodowych.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.